Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marta Ignerska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marta Ignerska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 grudnia 2017

Bałtycka Syrena - czyli opowieść o Konstancji, niezwykłej gdańszczance


Jan Czirenberg z niecierpliwością czekał na piątego potomka. Nie miał żadnych wątpliwości, że jego żona urodzi piątego syna. Nawet nie brał pod uwagę tego, że jego dziecko mogłoby być córką. Do tej pory żona Jana rodziła samych synów. No właśnie, do tej pory. Piątym dzieckiem państwa Czirenbergów była dziewczynka, urocza Konstancja.


Konstancja była obdarzona wieloma talentami - świetnie grała na organach, cytrze i klawikordzie, miała przepiękny głos, malowała znakomite obrazy, umiała posługiwać się wieloma językami i wspaniale haftowała, a na dodatek miała niezwykle piękną urodę. Jej jasne włosy i zielone oczy przykuwały uwagę każdego, zresztą tak samo, jak jej śpiew. W Gdańsku nie było nikogo, kto nie słyszałby o anielskim głosie Konstancji Czirenberg.


Gdy dziewczynka skończyła już 15 lat, jej rodzice zdecydowali, że trzeba wysłać ją na bal karnawałowy. Konstancja wyróżniała się na tle partycypantów balu swoją suknią, urodą oraz dobrym wychowaniem. Jako jedna z niewielu, jadła nożem i widelcem. Praktycznie wszyscy "kości rzucali pod stół, a brudne palce wycierali w obrus".


Chodziło wiele plotek o Konstancji. Mówiono, że córka Czirenbergów jest syreną - ma syrenią urodę i syreni głos. Brakowało jej tylko ogona. Zapewne wiecie, że jeśli syrena kogoś pokocha, ten będzie miał nieszczęście do końca życia.


Ale czy Konstancja naprawdę była syreną? A jeśli tak, to czy zrzuciła na kogoś klątwę nieszczęścia? Tego Wam nie zdradzę. Odpowiedź na to pytanie poznacie sięgając po książkę "Bałtycka Syrena" Anny Czerwińskiej-Rydel oraz Marty Ignerskiej.


Nikt nie zaprzeczy temu, że Konstancja Czirenberg była wyjątkowa, pod każdym względem. Konstancja była dziewczyną o ogromnym potencjale. Była dziewczyną, która wyznaczyła sobie cel i dzielnie do niego dążyła. Dziewczyną, która się nie poddawała, mimo wielu przykrych komentarzy. Dziewczyną, z której trzeba brać przykład. Dziewczyną, którą każdy powinien poznać, niezależnie od tego, czy wierzy w Bałtyckie Syreny, czy też nie.


Książka ta podzielona jest na dwie połowy. Pierwszą część, należącą do Marty Ignerskiej, wypełniają ilustracje. Drugą, należącą do Anny Czerwińskiej-Rydel - słowa. Nietypowo zacznijmy od drugiej połowy. Pani Anna, jak zresztą zawsze, nie zawiodła nas. Wspaniały pomysł, ciekawa postać i ten rozpoznawalny dla niej język, dzięki któremu jej teksty czyta się z wypiekami na twarzy, bez żadnych przerw. Nie sposób oderwać od niej wzrok!



Przejdźmy teraz do pierwszej części. Gdybym otworzyła tę książkę, nie spoglądając na imię i nazwisko osoby wykonującej ilustracje, od razu wiedziałabym, że to Marta Ignerska zilustrowała tę książkę! Już po samej okładce widać, że to ta Pani jest odpowiedzialna za rysunki. Tym razem w ilustracjach Pani Marty zagościły niedopowiedzenia. Dzięki nim możemy uchylić drzwiczki pokoju, w którym mieszka nasza wyobraźnia, jednak po przeczytaniu tekstu, warto po raz drugi wrócić do połowy Marty Ignerskiej, aby upewnić się, czy nasza wyobraźnia się myliła, czy też nie.


A Wy, Drodzy Czytelnicy, zapamiętajcie - bez względu na to, z jak przykrymi komentarzami się spotykacie, zawsze trzeba robić swoje i dzielnie dążyć do celu!

Tytuł - Bałtycka Syrena
Tekst - Anna Czerwińska-Rydel
Ilustracje - Marta Ignerska
Wydawnictwo Muchomor, Warszawa 2014










* * *

Dziś ostatni dzień w 2017, dlatego też chciałabym życzyć Wam szczęśliwego Nowego Roku, pełnego cudownych i pachnących książek!
A, jeszcze jedno. Nie strzelajcie w Sylwestra, pomyślcie o zwierzakach! Przecież mamy zimne ognie :)

niedziela, 29 października 2017

Lustra Johanny - czyli znakomite odbicie


Christian Heinrich Trosiener był przekonany, że urodzi mu się syn i nada mu imię Johann. Jednak czasem przekonanie może mylić, i tak stało się również w tym przypadku. Na świat przyszła dziewczynka. Żona pana Christiana, Elżbieta, nie wiedziała, co ma powiedzieć swojemu mężowi, radośnie wchodzącemu do pokoju, w którym znajdowało się jego dziecko. Na całe szczęście z pomocą nadeszła Kasia, służąca państwa Triosienierów! Powiedziała - "To dziewczynka" i pani Elżbieta nie miała już czego ukrywać.


Johanna rosła jak na drożdżach! Dziewczynka uwielbiała się uczyć i miała szczególny talent do języków. Choć w jej domu codziennie witali nauczyciele, Johannie wciąż było mało nauki i wciąż chciała dowiadywać się nowych, ciekawych, niekiedy nawet i wzruszających rzeczy. Wciąż zastanawiała się, jak działa świat. Jednak nie podobało się to jej ojcu. Według pana Trosienera, dziewczynki powinny uczyć się układania kwiatów, cerowania, pielęgnowania dzieci, szycia i wszystkich innych czynności, które będą im w życiu 'potrzebne'. Współczuję dziewczynkom żyjącym w osiemnastym wieku!

Jeden z mentorów Johanny cały czas powtarzał, aby dziewczynka zaczęła pisać, bo już teraz zauważa, że ma do tego niemałe zdolności. Na zachętę dodał, iż "literatura jest lustrzanym odbiciem rzeczywistości". To niezwykle mądre i zmuszające do refleksji zdanie! A do luster wrócimy za chwilkę.


Johanna pisała, lecz dopiero w wieku dziewiętnastu lat zaczęła robić to 'bardziej fachowo'. Pewnego wieczora usiadła przy biurku, zamoczyła pióro w atramencie i przelewała na papier swoją własną, prawdziwą historię. Jak się zapewne domyślacie, była to autobiografia. Autobiografia Johanny Schopenhauer.

A teraz wróćmy do luster. Jako dziecko Johanna spędzała wiele godzin przeglądając się w swoim zwierciadle. Zawsze ciekawiło ją to, co znajduje się po drugiej stronie lustra. Teraz już wiadomo, skąd wziął się tytuł tej biografii. Zdradzę jeszcze, że każdy rozdział rozpoczyna się cytatem związanym właśnie z lustrami lub zwierciadłami. To bardzo ciekawy pomysł. Ja pozwolę sobie wybrać dwa. A brzmią one tak:
1. "Zwierciadło Ci pokaże, jak więdnie uroda, zegar słoneczny powie, jak płyną minuty" - Szekspir
2. "Postaraj się odkryć to, co w danym człowieku najlepsze, i powiedz mu o tym. Każdy z nas potrzebuje takiego lustra" - Khalil Gibran


Johanna Schopenhauer miała bardzo ciekawe i intrygujące życie. Choć główna bohaterka chodziła w sukniach i nosiła na głowie różne skomplikowane fryzury, myślę, że ta książka jest zarówno dla dziewczyn, jak i dla chłopaków. Uczy, aby uparcie dążyć celu, nie zwracać uwagi na zbędne komentarze innych i co jakiś czas podnosić sobie poprzeczkę. To bardzo ważne w życiu każdego z nas.


Można powiedzieć, że "Lustra Johanny" wyszły spod pióra Anny Czerwińskiej-Rydel (niepokonanej biografki dla dzieci) i spod palców oraz całych dłoni wybitnej ilustratorki Marty Ignerskiej. Książka ta, podobnie jak opisywana już przeze mnie pozycja "Którędy do gwiazd?", podzielona jest na dwie części. W samym jej środeczku zagościły ilustracje autorstwa wspomnianej przed chwilką pani Marty. Na tych obrazkach, oprócz charakterystycznych dla pani Marty postaci, pojawiają się różowe odciski, na przykład palców i dłoni. Muszę przyznać, że to również bardzo ciekawy pomysł.

A Wy zapamiętajcie - książka to lustro. Popełnicie ogromny błąd, jeśli nie sięgniecie po tę sztukę!

Tytuł - Lustra Johanny
Tekst - Anna Czerwińska-Rydel
Ilustracje - Marta Ignerska
Wydawnictwo Muchomor, Warszawa 2015

poniedziałek, 11 września 2017

Babcia robi na drutach - czyli opowieść pełna włóczki oraz wzruszeń


Nagle w miasteczku przy gaju pojawiła się pewna staruszka. Jej ekwipunek stanowiło tylko i wyłącznie kilka rzeczy, a mianowicie: szydełko, dwa ostre druty oraz "kaftan suty". Babcia miała jednak wielkiego pecha, ponieważ już na samym początku wkroczenia do miasta pojawił się nie lada problem. Nie znalazło się dla niej żadne mieszkanie. Była już zmęczona tym szukaniem, miała go wręcz po kokardę! "Wyszła z miasteczka na pole kartofli". Zrobiła sobie na drutach pantofle. Zastanawiała się gdzie je postawić, i stworzyła dywanik. Ale gdzie babcia miała położyć dywanik? I właśnie dlatego powstała podłoga. A następnie łóżko, kołdra, powłoczka i poduszka, nocniczek babuni, okna, ściany, firanki, belki, a na końcu... "dach wielki"!


Gdy babcia wyszydełkowała sobie już cały dom, powstały... wnuki! Dziewczynka i chłopiec. Lecz (jak zresztą wszystko stworzone na drutach lub szydełku) dzieci miały dziurki, nazywane również oczkami. Staruszce w ogóle to nie przeszkadzało, lecz innym osobom tak. Choć dziewczynka i chłopiec byli bardzo radosnymi dziećmi, nikt nie chciał ich uczyć! Nikt!



"Szepcą miedzy sobą belfrzy i belferki:
Szydełkowane dzieci? Przecież to wstyd wielki.
Nie tylko dla szkoły - dla całego miasta.
Nie ma o czym mówić, skończone i basta"!


Jednak wnuki nie przejmowały się tym i dalej pozostały szczęśliwymi i wesołymi osobami. Tak w sumie, to nie ma się co dziwić, bo gdy ma się bardzo zdolną babcię, która umie czarować szydełkiem i drutami, i z włóczki zrobi dosłownie wszystko, chyba nie da się być niezadowolonym! Babcia nie oszczędzała materiałów. Dla wnuków zrobiła wszystko, co tylko chciały! A takich zachcianek było naprawdę wiele. O tym, jak wyglądały i czemu służyły, dowiecie się już sami sięgając po "Babcię robiącą na drutach". Muszę podkreślić, że popełnicie kolosalny błąd, jeśli tego nie zrobicie!


A teraz wróćmy do dzieci i staruszki. Babcia 'stanęła na głowie', aby jej wnuczęta mogły chodzić do szkoły, a tymczasem wyszydełkowany przez staruszkę dom oraz plac zabaw dla jej dzieciaków z dziureczkami stały się jednymi z najczęściej odwiedzanych miejsc przez turystów! I pomyśleć, że dzięki włóczce można tyle zdziałać! Jednak przyjechał burmistrz i zamknął wełniane miasteczko za kratami! To było nie do pomyślenia, więc babcia zezłościła się straszliwie i... więcej już Wam nie zdradzę, ale dodam od razu, że kiedy przeczytałam koniec tej książki, łzy kapały mi z oczu jak kapuśniaczek. Lecz niestety nie był to płacz ze szczęścia. A Wy jak myślicie, co zrobiła staruszka w tych nerwach?


Jak wspomniałam już chwileczkę wcześniej, "Babcia robi na drutach" to książka, na którą mogą nam polecieć łzy (jednak uważajcie, lepiej, żeby łzy spadały na ubranie lub podłogę!!!). Koniec jest naprawdę zaskakujący. Ta lektura pokazuje nam, że wyobraźnia (babci) nie zna granic, a przede wszystkim uświadamia, jak bardzo można skrzywdzić drugiego człowieka, i nie chodzi mi tutaj o przemoc. "Nie szata zdobi człowieka", a w tym przypadku nie dziurki zdobią dzieci. Domyślam się, że mieszkańcy miasteczka przy gaju nie słyszeli tego przysłowia lub się do niego nie stosowali. I jak mówi kolejna stara sentencja - "mądrzy ludzie uczą się na swoich błędach, a jeszcze mądrzejsi na cudzych", dlatego my musimy zapamiętać krzywdzące zachowanie mieszkańców.


Zakończenie książki może nie jest zbyt kolorowe, lecz to wcale nie znaczy, że ilustracje nie mają jaskrawych i przyciągających oko barw! DOSKONALE zadbała o to Marta Ignerska! Mnie najbardziej podoba się ilustracja dziewczynki, czyli wnuczki, śmiejącej się i zasłaniającej ręką buzię. I na dodatek nad dwoma kucykami 'małej śmiechały' widzimy czerwone paski, które świetnie kontrastują z dziurkowanym sweterkiem i uśmiechem od ucha do ucha! Nigdy nie zapomnę tego wspaniałego rysunku i śmiało mogę stwierdzić, że Marta Ignerska to prawdziwa mistrzyni!


Na koniec kilka słów o autorze tekstu. Zapewne mało kto przypuszczałby, iż Uri Orlev urodził się w Warszawie! Teraz mieszka w Izraelu. "Babcia robi na drutach" została napisana w 1981 roku i myślę, że pan Orlev jest w pełni zadowolony ze swojej polskiej "Babci", gdyż, po pierwsze, sam ją przetłumaczył na język polski, a po drugie, wiem, iż powiedział kiedyś, że najlepsze wydanie jego książki to właśnie to z ilustracjami Marty Ignerskiej (i wcale mu się nie dziwię). Dlatego po raz kolejny wielkie brawa dla pani Marty!


A Wy macie zadanie specjalne - zwróćcie czasem uwagę na jakąś starszą panią z włóczką i dziurkowane dzieciaki.

Tytuł - Babcia robi na drutach
Tekst - Uri Orlev
Ilustracje - Marta Ignerska
Wydawnictwo Wytwórnia, Warszawa 2009

wtorek, 2 maja 2017

Którędy do gwiazd? - czyli niebotycznie dobra książka


Elżbieta Heweliusz miała ciężkie, lecz zarazem przyjemne życie. Była także pierwszą kobietą astronom. Wychowała trzy córki. Urodziła też syna Adeodatusa, który zmarł kiedy miał kilka miesięcy.

Oprócz tego Elżbieta została żoną starszego od niej o trzydzieści sześć lat wybitnego astronoma - Jana Heweliusza. Jednak nie przeszkadzało im to, chociaż ich małżeństwo "wzbudzało szemranie i plotki wśród ludzi".


Pierwsza kobieta astronom wspinała się po schodach prowadzących do obserwatorium, w którym pracowała kiedyś ze swoim mężem. Jeszcze niedawno niosłaby kufel z piwem zapracowanemu astronomowi. Niedawno, trzy miesiące temu Jan odszedł.

Elżbieta robi porządki, szuka starych rzeczy i właśnie w ten sposób przychodzą wspomnienia. Każdy z przedmiotów ma swoją historię, można by powiedzieć, że z gwiazd.

Należy zaznaczyć, że Jan z Elżbietą nie mieli łatwo. W ich życiu zdarzyło się wiele smutnych i ciężkich chwil. Heweliuszowie wspólnie pracowali, mimo że nikt ich nie wspierał - wręcz przeciwnie. Wiele osób nie wróżyło im dobrej przyszłości.


Dążyć do celu - ta myśl często pojawia się w różnych książkach, ale to dlatego, że jest taka mądra. "Nie wolno poddawać się przeciwnościom, jeśli jest się przekonanym o swojej racji. Nawet jeśli wszyscy wokół twierdzą coś innego".


Mamy tutaj ten sam duet, co w książce "Wszystko gra", czyli za tekst odpowiedzialna jest Anna Czerwińska-Rydel, a za ilustracje odpowiedzialna jest Marta Ignerska. W przypadku tej książki napotykamy się na niecodzienny podział. "Którędy do gwiazd?" to dwie książki w jednej. Do strony 47 widnieje sam tekst, a od strony 50 goszczą ilustracje.


Anna Czerwińska-Rydel tak rewelacyjnie napisała tę książkę, że czytając ją, z pewnością pobudzimy nasze emocje. Są nawet momenty, w których chce nam się płakać, więc u wrażliwych osób, chcąc czy nie, łezka poleci po policzku.


Marta Ignerska tak genialnie zilustrowała tę książkę, że oglądając jej ilustracje serce zaczyna nam bić mocniej i mówimy cichutko sami do siebie - 'jakie to piękne!'. Lecz pamiętajcie! Bez przeczytania tekstu nie do końca zrozumiecie sens obrazkowej opowieści, choć pełni ona ważną funkcję w tej książce!

W jednym zdaniu - to historia po prostu z gwiazd!

Tytuł - Którędy do gwiazd?
Tekst - Anna Czerwińska-Rydel
Ilustracje - Marta Ignerska
Wydawnictwo Muchomor, Warszawa 2014

środa, 19 kwietnia 2017

Ilustrowany elementarz dizajnu - czyli od aparatu do żarówki w projekcie doskonałym


Wiecie kto zaprojektował biurko? Albo gdzie powstał ekspres do kawy? A może znacie rok produkcji lodówki? Biurko, ekspres i lodówka to tylko trzy ze stu rzeczy, które znajdują się w "Ilustrowanym elementarzu dizajnu". Znacie 25 różnych ilustratorów? Po przeczytaniu i obejrzeniu elementarza z pewnością ich poznacie!


Ewa Solarz i Arobal Bartek Kociemba, Jan Bajtlik, Katarzyna Bogucka, Ada Buchholc, Agata Dudek, Emilia Dziubak, Joanna Gniady, Małgorzata Gurowska, Monika Hanulak, Marta Ignerska, Tymek Jezierski, Paweł Jońca, Karolina Kotowska, Tomasz Leśniak, Anna Niemierko, Ola Niepsuj, Agata Endo Nowicka, Marianna Oklejak, Joanna Rusinek, Dawid Ryski, Maria Sławińska, Maria Strzelecka, Marta Szudyga, Dennis Wojda, Aleksandra Woldańska-Płocińska stworzyli niepowtarzalną książkę! Dzięki Ewie Solarz poznajemy historię danej rzeczy, a pozostałe osoby odpowiadają za ilustracje.


Każdy ilustrator pokazał nam wygląd czterech rzeczy. Co cztery strony poznajemy nowy styl. Obok każdej ilustracji umieszczone są informacje na temat tego przedmiotu, czyli imię i nazwisko ilustratora, nazwa rzeczy, rok produkcji, projektant, producent i na samym końcu historia powstania. W tej książce pojawiło się wiele trudnych nazwisk, skomplikowanych nazw. Ale autorka tekstu zadbała o to, abyśmy nie mieli z tym dużo kłopotu. Zamiast pisać "Florence Knoll Lounge Chair" możemy po prostu napisać "Fotel".


Teraz odpowiem Wam na pytania, które zadałam na samym początku. Biurko "S-285" zaprojektował Marcel Brever. Ekspres do kawy "Moka Express" powstał we Włoszech, a lodówka "FAB" ujrzała świat w 1995 roku.


Takie informacje to tylko streszczenia, lecz z czekoladą, jo-jem i lampką rozpiszę się troszkę bardziej. A więc Czekolada "Jedyna" pierwszy raz ukazała się w Polsce w 1920 roku. Jej producentem jest Wedel. Właściciel tej oto firmy, Emil Wedel, nie znosił podróbek swoich czekolad, dlatego postanowił, że każdą prawdziwą czekoladę będzie podpisywał. Z początku robił to ręcznie, ale później jego podpis zamienił się logo firmy.


Jo-jo  w USA w 1929 roku zaprojektował Donald Duncan, a producentem było Genuine Duncan YoYo Company. Jo-jo to jedna z najstarszych zabawek, bo znana była starożytnym Grekom, Chińczykom i Majom. Służyła również Francuzom, ale do mniej pokojowych celów. Współczesna historia jo-jo zaczęła się w Kaliforni, gdzie Pedro Flores otworzył firmę tych zabawek. W 1929 roku wykupił ją Donald Duncan i to jemu zawdzięczamy karierę dzisiejszego jo-jo.


Lampka nocna "Eclisse" powstała w 1966 roku we Włoszech. Jej projektantem był Vico Magistretti, a producentem Artemide. Eclisse po włosku oznacza zaćmienie. Ta nieduża lamka swoją budową przypomina latarnię morską. Wewnętrzna część klosza obraca się i zasłania światło żarówki tak, że wygląda to jak zaćmienie.


Podczas czytania i oglądania "Ilustrowanego elementarza dizajnu" odkrywamy historię rzeczy częstych w użytku, jednak nie zastanawiamy się jak powstały. Ta książka nam to uświadomi. Nie tylko zbierzemy wiadomości o zaprojektowanych przedmiotach, ale także spotkamy się z przeróżnymi ilustracjami, a świetnie napisany tekst plus genialne ilustracje równa się jedna z najlepszych książek na świecie!

Tytuł - Ilustrowany elementarz dizajnu (czyli 100 rzeczy narysowanych przez 25 ilustratorów)
Tekst - Ewa Solarz
Ilustracje - Arobal Bartek Kociemba, Jan Bajtlik, Katarzyna Bogucka, Ada Buchholc, Agata Dudek, Emilia Dziubak, Joanna Gniady, Małgorzata Gurowska, Monika Hanulak, Marta Ignerska, Tymek Jezierski, Paweł Jońca, Karolina Kotowska, Tomasz Leśniak, Anna Niemierko, Ola Niepsuj, Agata Endo Nowicka, Marianna Oklejak, Joanna Rusinek, Dawid Ryski, Maria Sławińska, Maria Strzelecka, Marta Szudyga, Dennis Wojda, Aleksandra Woldańska-Płocińska
Wydawnictwo Wytwórnia, Warszawa 2017

czwartek, 16 lutego 2017

Wszystko gra - czyli nagrodzona kłótnia instrumentów

"Zaczął obój". Zaczął próbę z "a" i jednocześnie kłótnię. Jednak cieszę się, że rozpoczął to pierwsze i zarazem drugie, bo bez tego nie byłoby książki.

ON jest najważniejszy i zawsze powinien rozpoczynać. To do NIEGO inni powinni się dostroić. Anna Czerwińska-Rydel opisała zamieszanie wśród instrumentów i genialnie jej to wyszło!


Każdy chciał dopasować swój dźwięk "a" do oboju. Niektórym nie wychodziło to za pierwszym razem. Po prostu musieli się dostroić, a gdy w końcu wszyscy to zrobili... stało się.

Instrumenty muzyczne chciały, aby ich ton wyszedł najlepiej ze wszystkich. Pragnęły być takimi perełkami w orkiestrze, ale nie wiedziały, że podczas koncertów są równie ważne. Każdy (bez wyjątku) dodawał coś od siebie i pysznił się swymi dobrymi stronami.

Podczas próby instrumenty kłóciły się bez litośnie! Każdy miał dużo do powiedzenia, no może z wyjątkiem altówek, i chciał brzmieniem przebić resztę.

To było rzucanie różnych zdań krzykiem, głośnym dźwiękiem i obraźliwością, ale razem tworzyło niesamowite piękno. Wszystkie te słowa przenikały przez nas i na pewno większość z nich pozostanie nam w głowach, a może i uszach do końca życia. "Zaczął obój" nie da się zapomnieć.


Gdy przyszedł dyrygent, instrumenty bez żadnych słów pogodziły się, choć kilka sekund wcześniej, niektóre z nich płonęły w ogniu miłości.

Potrafilibyście zilustrować dźwięk? Ja nie, jednak pani Marta Ignerska podjęła się tego wyzwania i wyszło jej to wyśmienicie! Podobnie jak tekst, ilustracje wyrysowały się w naszej pamięci. Gdy tylko zobaczyłam tę poczytajkę - byłam pewna, że to jej sprawka. W tej książce "Wszystko gra".


"Zrobił pierwszy ruch ręką, a oni zagrali. W harmonii i zgodzie, uzupełniając się wzajemnie i wspierając. Opowiadali historię o pełnej żartu miłości".

Dodam jeszcze - ta książka (choć krótka) zdobyła osiem nagród - z tego cztery za obrazki i cztery za tekst. To lekkie "pióro" pani Anny i lekkie "kredki" pani Marty, stworzyły niepowtarzalne dzieło, którego nikt nie zapomni.

Na końcu musi się znaleźć - tytuł: Wszystko gra; autorka tekstu: Anna Czerwińska-Rydel; autorka ilustracji: Marta Ignerska
Wydawnictwo WYtwórnia, Warszawa 2015