Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Solarz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Solarz. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 listopada 2020

Elementarz polskiej kultury - czyli świetna sztuka

Wyobraźmy sobie, że kultura to przeolbrzymia szafa z miliardem szufladek. We wszystkich szufladkach znajdują się rozmaite przedmioty, obrazy i dźwięki. Każda osoba, która otworzy ogromną szafę i nieco w niej pobuszuje, znajdzie coś dla siebie. Niektóre szufladki są otwierane niezwykle często. Co chwilę ktoś do nich zagląda i zachwyca się ich zawartością. Rzeczy ukryte w tych szczególnie lubianych szufladkach znacząco wpływają i kształtują kulturę. Można powiedzieć, że są jej twarzą i godnie ją reprezentują. Dzisiaj skupimy się właśnie na kulturowych perełkach, które - mimo upływającego czasu - nie leżą na dnie szafy.

Czy Wasze uszy również wyłapują tę cichą muzykę? Wydaje mi się, że dobiega ona z radia. Pozwólcie, że ją podgłośnię. Cóż to za piosenka? Jest jednocześnie delikatna i przerażająca. Brr, aż pojawiła się na moich rękach gęsia skórka. Krzysztof Komeda doskonale wiedział, jak odnaleźć czuły punkt ludzkich emocji. Jego "Kołysanka Rosemary" powstała do pierwszego hollywoodzkiego filmu Romana Polańskiego o tytule "Dziecko Rosemary". Stacje radiowe pokochały ten utwór i rozsławiły na cały świat. "Kołysanka" to ponoć najpopularniejsza polska piosenka muzyki rozrywkowej. Nominacje do Złotych Globów i Grammy mówią sama za siebie!

Jaki obraz pojawia się przed Waszymi oczami, kiedy słyszycie słowo "tłum"? Zapewne przychodzi Wam na myśl chaos, tłok i szybkie tempo. Wyobraźnia Magdaleny Abakanowicz zaprowadziła ją do zupełnie innych skojarzeń. "Tłum" tej pani to bezgłowe męskie postacie stojące w grupie. Wszystkie tego samego wzrostu i wszystkie w takiej samej pozie. Te nietypowe figury zostały wykonane z utwardzonego żywicą jutowego worka w szarobeżowobrązowym kolorze. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że postacie niczym się nie różnią, jednak nie ma dwóch identycznych. Kiedy dokładnie się im przyjrzymy, dostrzeżemy, że są puste w środku. To tylko skorupy. Magdalena Abakanowicz powiedziała, że tłum - niczym bezgłowy organizm - niszczy lub wielbi na komendę i jej instalacja ma o tym przypominać. 

Nowy Jork to miasto tętniące życiem. A dzięki komu jest ono tak żywe i dynamiczne? Dzięki ludziom, którzy w nim przebywają. Wśród nich znajdują się także osoby bezdomne. Pomocną dłoń wyciągnął do nich Krzysztof Wodliczka. Stworzył artystyczny projekt będący zarazem użytecznym obiektem. Najpierw Krzysztof Wodliczka prowadził rozmowy z ludźmi bezdomnymi o tym, czego szczególnie potrzebują. Chciał zaspokoić ich podstawowe potrzeby. A potem zbudował pojazd, który jest transportem i schronieniem. Pojazd dla bezdomnych nie tylko stał się mobilnym mieszkaniem dla osób w trudnej sytuacji, ale także zwrócił uwagę na ogromny problem i przykre doświadczenie, jakim jest bezdomność.

"Nic dwa razy" to najczęściej cytowany wiersz Wisławy Szymborskiej. Opowiada on o uciekającym czasie oraz wyjątkowych chwilach, które zdarzają się tylko raz. O spojrzeniu w oczy, wyznaniu miłości i niezapomnianych dniach oraz nocach. Poetka odczytała ten wiersz na noblowskim spotkaniu w Sztokholmie, dzięki czemu pojawiał się on na pierwszych stronach najpopularniejszych gazet oraz czasopism. To dzieło Wisławy Szymborskiej idealnie ukazuje charakterystyczne cechy jej poezji, czyli prostotę, melodyjność oraz szczyptę ironii i paradoksu. Noblistka miała w zwyczaju puszczać oczko do odbiorców swoich wierszy. Utwór "Nic dwa razy" nie jest wyjątkiem.

Do czego służą kominy? Jak dostarczyć wodę do domu? W jaki sposób zamontować guziczek do otwierania bramy? Skąd wziąć prąd? Jakie wybrać światło? To problemy, z którymi mierzy się elegancki pan Tom Łebski. Ubrany w płaszcz, z melonikiem na głowie i parasolką w ręku, próbuje zbudować dom i rozwiązać swoje zagwozdki. Niestety bezskutecznie... Ale na całe szczęście z pomocą przychodzi mu architekt Hilary Kąt. Wydana w pierwszej połowie ubiegłego wieku książka "Pan Tom buduje dom" autorstwa Franciszki i Stefana Themersonów zawiera ogromną garść awangardy oraz sporą szczyptę wiedzy, a na dodatek jest przyprószona porządną dawką zabawy! 

Uwielbiam zdjęcia, na których widać autentyczność, prawdziwość, szczerość i ani grama sztuczności. Zofia Rydet również ceniła takie fotografie. Gdyby było inaczej, nie odwiedziłaby kilku tysięcy domów z aparatem analogowym w ręku. Odwiedzała głównie wsie. Lubiła przyjeżdżać do mniejszych miejscowości, ale twierdziła, że zdjęcia stamtąd są za bardzo podobne. Jednakowe meblościanki i dodatki nie robiły takiego klimatu, jak wnętrza wiejskich domów. Jednak Zofia Rydet nie miała na celu pokazać wystroju mieszkań. Dzięki swoim genialnym fotografiom z cyklu "Zapis socjologiczny" opowiadała historie ludzi. Przyjaciół, rodzin, krewnych i sąsiadów. Wszystkie fotografie są czarno-białe, chociaż nie od początku miało tak być. Prace fotografki zajmują godne miejsca na przykład w Museum of Modern Art w Nowym Jorku lub w Muzeum Narodowym we Wrocławiu.

Wyobraźcie sobie, że pewna siebie kobieta za kierownicą zielonego bugatti spogląda na Was spod półprzymkniętych powiek. Jej usta są wyraźnie zaznaczone czerwoną szminką, a brwi idealnie wyregulowane. Kosmyki krótkich włosów wystają jej spod pilotki. Ta kobieta to ikona lat dwudziestych ubiegłego wieku. Jest niezależna i wyzwolona. To Tamara Łempicka. Obraz, który teraz opisałam, powstał na zamówienie niemieckiego magazynu. Poproszono malarkę, aby zapozowała do zdjęcia na okładkę, lecz ona wolała namalować swój autoportret. Co prawda nie posiadała zielonego bugatti, ale cała reszta się zgadza. Uwierzcie mi, mało kto wpłynął na malarstwo kobiet tak bardzo, jak feministyczna Tamara Łempicka!



"Elementarz polskiej kultury" to zestaw jedenastu szufladek. W każdej szufladce mieszczą się cztery dzieła - każde innego twórcy. "Architektura" skrywa opowieść między innymi o Robercie Koniecznym, natomiast "film" - o Agnieszce Holland. Otwierając "teatr" dowiemy się o spektaklu Krystiana Lupy, a zerkając do "literatury" poznamy historię najpopularniejszej książki Olgi Tokarczuk. Ewa Solarz, Karol Szafraniec oraz Małgorzata Miśkowicz opisali czterdzieści cztery elementy, które w połączeniu ze sobą tworzą esencję polskiej kultury. Co więcej, tę pozycję zilustrowało jedenastu ilustratorów - siedem artystek i czterech artystów. Tekst oraz oprawa graficzna są niezwykle spójne i idealnie ze sobą współgrają. Ale jeśli sięgnęliście po poprzednie dwie części z serii elementarzy (w tym roku piętnastoletniej!) Wytwórni, zapewne nie jest to dla Was zaskoczeniem. Koniecznie musicie mieć na swojej półce trzeci tom tego kultowego cyklu! Uwierzcie mi, nacieszycie nim nie tylko swoje oczy.

A podczas czytania zwróćcie uwagę na krój pisma. Nieprzypadkowo zawitał do tej książki.

Tytuł - Elementarz polskiej kultury 

Tekst - Ewa Solarz, Karol Szafraniec, Małgorzata Miśkowicz

Ilustracje - Basia Flores, Ola Jasionowska, Igor Kubik, Karolina Lubaszko, Julia Mirny, Małgorzata Nowak, Tomasz Opaliński, Urszula Palusińska, Tin Boy, Marta Tomiak, Łukasz Zbieranowski (Fajne Chłopaki)

Wydawnictwo Wytwórnia, Warszawa, 2020

niedziela, 18 marca 2018

Wszystko widzę jako sztukę - czyli 10 artystów w 7 kolorach na 59 stronach


Sztuka. Kiedy słyszymy to słowo, raczej nie myślimy o obieraniu ziemniaków, leżeniu na ławce, czy też wymalowywaniu liczb. Sztuka kojarzy nam się z obrazami wiszącymi na ścianach galerii oraz z rzeźbami. Lecz wcale tak być nie musi! Ja - od chwili przeczytania książki "Wszystko widzę jako sztukę", a Wy - od momentu przeczytania choćby tej recenzji, sztukę będziecie kojarzyć właśnie ze wspomnianym obieraniem ziemniaków, leżeniem na ławeczce, wymalowywaniem liczb i przynajmniej pięćdziesięcioma innymi fikuśnościami.



A wszystko rozpoczyna się od niebieskiej taśmy Edwarda Krasińskiego. Bardzo możliwe, że o nim słyszeliście, gdyż był on jednym z pierwszych, jeśli nie pierwszym!, artystów konceptualistów. Dla artystów konceptualistów liczy się (jak sama nazwa wskazuje) koncept, czyli pomysł. Ale wróćmy do niebieskiej taśmy. Otóż podczas pewnego przyjęcia zorganizowanego w domu Krasińskiego, gospodarz wpada na arcyciekawy pomysł! Obkleja swoim błękitnym paskiem wszystko, co znajduje się na wysokości 130 centymetrów. Według teorii pani Anny Ptaszkowskiej, żony artysty, właśnie na takiej wysokości znajdowało się serce pana Edwarda. Pan Zbigniew Libera ma na ten temat swoje zdanie. Tak, czy inaczej, Krasiński na wysokości 130 centymetrów obkleja wszystko, włącznie z przybyłymi gośćmi, swoją trzyletnia córką Pauliną oraz drzewami w lesie!




Przejdźmy teraz do kolejnego pomysłowego artysty, Romana Opałki. To ten pan od wymalowywania liczb. Roman Opałka to kolejny człowiek, który udowodnił, że nuda potrafi być naprawdę inspirująca! Gdy siedział sobie w kawiarni w Bristolu i czekał na swoją narzeczoną, z nudów zaczął wypisywać na serwetce rzędy kolejnych liczb, zaczynając od jedynki. I właśnie wtedy go olśniło! A gdyby tak przez całe swoje życie wypisywać kolejne liczby na płótnach? Znakomicie! To dopiero będzie arcydzieło! No i się zaczęło. Pierwszym obrazem Romana Opałki były wymalowane białą farbą liczby od 1 do 35 327 na czarnym tle. Na następnym obrazie tło rozjaśniło się o jeden procent, później też o jeden procent, potem też o jeden procent i tak aż do bieli. A liczby zwiększały się, zwiększały się i zwiększały się wraz z kolejnymi obrazami. Opałka ma również bardzo ciekawą historię związaną ze swoimi autoportretami, ale tej ciekawostki przed Wami nie odkryję!




No to
teraz przeskoczmy Ryszarda Winiarskiego i jego czarne oraz białe kwadraty i znajdźmy się w świecie Cezarego Bodzianowskiego. Ten pan był performerem, czyli sam z siebie robił dzieło sztuki. To właśnie on leżał na ławeczce. Mało tego, trzymał gwiazdę w ręce! Jednym z jego dzieł jest również przebywanie na plaży, ubranie się w biały biustonosz i białe majtki, szukanie swojego sobowtóra i zrobienie sobie z nim zdjęcia. Wspomnę jeszcze, że pana Cezarego można było rozpoznać po charakterystycznym berecie z antenką.




Osobiście uważam, że Bodzianowski jest najciekawszym artystą opisywanym w tej książce, co oczywiście nie oznacza, że inni nie są interesujący. Osoby, które chcą, abym napisała o jeszcze jednym dziele tego pana, niech podniosą rękę do góry. Widzę las rąk (oczami wyobraźni, rzecz jasna)! No dobra, namówiliście mnie. Opiszę "Grzybobranie". Wyobraźcie sobie, że jedziecie szosą. Spoglądacie na pobocze i widzicie pana w czerwonym płaszczu przeciwdeszczowym oraz w swoim berecie. Owy pan rozstawił wokół siebie słoiki, koszyki i wiaderko. Zaciekawieni, zatrzymujecie się na poboczu, zerkacie na rzeczy siedzącego pana i dociera do Was, że słoiki, koszyki i wiaderko są... puste! A Cezary Bodzianowski, jak gdyby nigdy nic, ze spokojem rozgląda się wokół siebie. Udało mu się nas nieźle zmylić!




Julita Wójcik, ależ ona miała szalone pomysły! Tak, słynna "Tęcza" z placu Zbawiciela to jej sprawka. Przenieśmy się teraz siedem lat wstecz, do warszawskiej Zachęty. Wchodzimy do galerii, a naszym oczom ukazuje się Julita Wójcik siedząca na kuchennym stołku, ubrana w fartuch i obierająca ziemniaki. Robiła to przez trzy godziny, z lekką pomocą publiczności. To było naprawdę nieszablonowe wydarzenie! A, i jeszcze jedno. Tytuł książki zawdzięczamy właśnie tej pani.




Nie chcę Wam zdradzać zbyt wiele o artystach i ich dziełach, dlatego przedstawię ostatniego z nich, a tak właściwie, to ostatnią z nich. Jest nią Katarzyna Przezwańska. Osoby, które odwiedziły Muzeum Narodowe w Warszawie, zapewne ją kojarzą. Ta pani jest autorką "Basenu". Wiem, zabrzmiało to bardzo dziwnie, więc wszystko wyjaśnię. Przezwańska namalowała wodę wokół starej fontanny używając żywicy koloru laguny, egzotycznej wody. Trzeba przyznać, że wyszło jej to nieziemsko! Mnie także wpuściła w maliny. Widząc "Basen" byłam przekonana, że to prawdziwa woda!




Skoro wymieniłam już pięcioro artystów, czas na pozostałą piątkę. Albo może jednak przedstawię całą dziesiątkę: Edward Krasiński, Roman Opałka, Ryszard Winiarski, Cezary Bodzianowski, Maurycy Gomulicki, Julita Wójcik, Aneta Grzeszykowska, Monika Drożyńska, Jan Dziaczkowski oraz Katarzyna Przezwańska.




Wspomnę je
szcze, że każdemu z rozdziałów towarzyszą wypowiedzi samych artystów. Ja mam dwie ulubione, które pozwolę sobie napisać. Pierwszą z nich są słowa Romana Opałki: "Maluję uciekający czas. Sztuka jest moim spacerem w czasie - a czas przyjacielem (...)". A drugi cytat, tym razem autorstwa Katarzyny Przezwańskiej, brzmi tak: "Chcę, by moje prace przyniosły widzowi estetyczną przyjemność". Sami przyznajcie, to naprawdę trafne słowa.



A teraz czas na autorkę tekstu. Ewa Solarz znów zasługuje na przeogromny puchar, co chyba nie jest niespodzianką. Udowodniła, że sztuka współczesna potrafi być naprawdę intrygująca i zaciekawić każdego, a w szczególności dzieci! A że dzieci najszybciej zapamiętują przeróżne rzeczy poprzez zabawę, pani Ewa wymyśliła wystawę noszącą tytuł, który możemy przeczytać na okładce dzisiejszej pozycji - "Wszystko widzę jako sztukę".




Wystawę możemy oglądać do 3 czerwca 2018 roku w Narodowej Galerii Sztuki - wspomnianej Zachęcie. Dotyczy ona opisanych w książce artystów, z wyjątkiem Cezarego Bodzianowskiego (niestety, ten pan nie wyraził na to zgody). Znajdziemy tam zarówno (nie)poważne dzieła sztuki, jak i ziemniakowate poduszki, czy też niebieską taśmę. Niezłe połączenie, prawda?!



Za identyfikację wizualną wystawy oraz ilustracje w książce odpowiedzialny jest Robert Czajka. Ten pan również znakomicie spisał się ze swojego zadania! Ilustracje są bardzo estetyczne, składające się praktycznie tylko z figur geometrycznych w ograniczonej palecie barw. Królują tutaj kolory: żółty, niebieski i różowy. Sam pan Robert powiedział, że troszkę nas tutaj pokłamał, ponieważ narysował, na przykład, szare koło z trzema kropkami, a my już myślimy, że to ziemniak! To bardzo dobre i potrzebne okłamywanie.




Zdradzę Wam jeszcze, że w ubiegłą niedzielę uczestniczyłam w oprowadzeniu kuratorskim oraz warsztatach i udało mi się wymienić kilka(set) słów z panią Ewą i panem Robertem. To bardzo sympatyczni autorzy. Pani Ewa jest bardzo otwartą osobą, z którą można by rozmawiać, rozmawiać i rozmawiać bez końca, natomiast pan Robert jest tajemniczy i zagadkowy. Już na pierwszy rzut oka widać, że oboje są prawdziwymi artystami!




A Wy sięgnijcie po tę znakomitą pozycję i odwiedźcie warszawską Zachętę. Przypomnę, macie czas do trzeciego dnia czerwca!



Tytuł - Wszystko widzę jako sztukę
Tekst - Ewa Solarz
Ilustracje - Robert Czajka
Wydawnictwo WYtwórnia, Warszawa 2018

niedziela, 15 października 2017

Ilustrowany elementarz polskiego dizajnu - czyli od 1918 do 2017 w świetnym wydaniu


Czy wiecie, w którym roku Zofia Stryjeńska wymyśliła swojego drewnianego Smoka Wawelskiego; jak powstało Ptasie Mleczko; jaką nazwę mają ołówki, które zdobyły złoty medal podczas światowej wystawy w Paryżu i do czego służą urny Kosaka? Jestem przekonana, że nie!


Zapewne chodzi Wam teraz pewne pytanie po głowie, a brzmi ono tak - skąd ja to wiem? Taką wiedzę można nabyć, kiedy przeczyta się książkę noszącą tytuł "Ilustrowany elementarz polskiego dizajnu". Myślicie teraz, że już pisałam o tej książce, prawda? Drobny błąd, gdyż recenzowałam "Ilustrowany elementarz dizajnu"! No, to tylko jeden wyraz, każdemu mogło się pomylić.


Odpowiem Wam na pytania zadane kilka chwil temu. Smok Wawelski Zofii Stryjeńskiej, księżniczki polskiego malarstwa (bo tak ją nazywano) został zaprojektowany (przez naszą malarkę, rzecz jasna) w 1918 roku.


Wielu z Was, jeżeli nie wszyscy, jadło kiedyś Ptasie Mleczko. Dawno, dawno temu Jan Wedel, słynny cukiernik, wrócił z podróży po Francji i zainspirowany tamtejszymi specjałami wymyślił ten oto przysmak. Nie jestem pewna, czy znacie świetne ołówki techniczne o nazwie Polonia, ale z pewnością wiecie już, jakie zdobyły wyjątkowe trofeum!


A teraz ostatnia odpowiedź - w urnach Bogdana Kosaka umieszcza się prochy zmarłych. Urna raczej kojarzy się niewesoło, ale czy pocieszę Was, jeżeli dodam, że te od Kosaka są bardzo kolorowe i mają ciekawe kształty? Mam taką nadzieję.


Jestem ciekawa, czy zastanawiacie się, czemu napisałam 'od 1918 do 2017'. Już wyjaśniam. Otóż pierwszy przedmiot opisywany w tej książce (czyli znany Wam już Smok Stryjeńskiej) powstał w 1918 roku, a ostatni (koszulki Pan Tu Nie Stał) w 2017. Skróciłam to wszystko o kilka wyrazów, dodałam trzy i włala! Tytuł recenzji już gotowy!


Rzecz, która najbardziej spodobała mi się w tej książce i bardzo chciałabym ją mieć to stylowe okulary Massada! Bardzo pięknie prezentują się na nosie narysowanej przez Mariannę Sztymę pani i myślę, że na moim piegowatym również ładnie by wyglądały. O rajuśku, prawie zapomniałam o jednej z najważniejszej rzeczy o tej książce!


Tak jak pierwsza część, ta również została zilustrowana przez 25 ilustratorów i każdy z nich wykonał po cztery ilustracje! A oto oni: Jacek Ambrożewski, Edgar Bąk, Maciek Blaźniak, Katarzyna Bogucka, Ada Buchholc, Iwona Chmielewska, Robert Czajka, Agata Dudek, Emilia Dziubak, Małgorzata Gurowska, Monika Hanulak, Marta Ignerska, Tymek Jezierski, Paweł Jońca, Agata Królak, Grażka Lange, Piotr Młodożeniec, Patryk Mogilnicki, Anna Niemierko, Ola Niepsuj, Marianna Oklejak, Paweł Pawlak, Dawid Ryski, Marianna Sztyma i Ola Woldańska-Płocińska.


Dobrze, teraz dokończę historię o stylowych okularach Massada. Zaprojektowała je Katarzyna Łupińska i chodzą w nich panie z Tokio, Paryża i Londynu, jednak mało kto wie, że to polski produkt. Oprawki robione są ręcznie w Anglii z najlepszych materiałów. Są one okrągłe, więc osobom już w pełni dojrzałym przypominają filmy z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych! Bardzo ciekawe są również okulary przeciwsłoneczne Massady, gdyż mają niepowtarzalny kolor szkieł! Malowane są one ręczne w zakładzie pod Warszawą! Chciałabym móc kiedyś skusić się na jedną sztukę!


Nasz "Elementarz" kierowany jest również do osób nieco starszych. Może przypomnieć im kotwicę PW, grę "Hodowla zwierzątek" (dzisiaj - "Superfarmer") czy też słynną książkę Jana Wojeńskiego "Technika liternictwa".


"Ilustrowany elementarz polskiego dizajnu" to książka trzy w jednym (pomijając tę trójkę: kapitalny koncept, niesamowite ilustracje i świetny tekst): dowiadujemy się o historii bardzo ciekawych przedmiotów, możemy powspominać dawne czasy i znaleźć rzecz, którą warto mieć!


Muszę dodać, że Ewa Solarz nie była tutaj jedyną autorką tekstu! Zaprosiła do współpracy Agnieszkę Kowalską, dziennikarkę i autorkę książki "Hej, Szprotka!" oraz Agatę Szydłowską, historyczkę dizajnu. Jak dowiadujemy się z tekstu Ewy Solarz, lista przedmiotów, które zasługują na uwagę była jeszcze dłuższa niż spis rzeczy opisanych już w "Elementarzu"!


A Wy pooglądajcie 100 ilustracji, przeczytajcie 100 historii i spędźcie czas z rodziną, bo to książka (jak już wcześniej wspominałam) dla dorosłych i dla dzieci!

Tytuł - Ilustrowany elementarz polskiego dizajnu
Tekst - Ewa Solarz, Agnieszka Kowalska, Agata Szydłowska
Ilustracje - Jacek Ambrożewski, Edgar Bąk, Maciek Blaźniak, Katarzyna Bogucka, Ada Buchholc, Iwona Chmielewska, Robert Czajka, Agata Dudek, Emilia Dziubak, Małgorzata Gurowska, Monika Hanulak, Marta Ignerska, Tymek Jezierski, Paweł Jońca, Agata Królak, Grażka Lange, Piotr Młodożeniec, Patryk Mogilnicki, Anna Niemierko, Ola Niepsuj, Marianna Oklejak, Paweł Pawlak, Dawid Ryski, Marianna Sztyma, Ola Woldańska-Płocińska
Wydawnictwo Wytwórnia, Warszawa 2017

***

Aktualizacja (21 października 2017):
Jeżeli przeczytaliście tę recenzję wcześniej, należy się Wam krótkie wyjaśnienie dotyczące tytułu posta.
Dopiero dziś przeglądając po raz kolejny "Elementarz", zauważyłam, że popełniłam gafę i należy się Wam wyjaśnienie.
"Ilustrowany elementarz polskiego dizajnu" w wersji elektronicznej, którą otrzymałam przed korektą, kończył się na koszulkach Pan Tu Nie Stał z 2015 roku, a wydanie książkowe zamyka rok 2017. Gdy przywiozłam go z Warszawy, nie spojrzałam na ostatnią stronę i opublikowałam post z błędem, więc tytuł powinien brzmieć - "Ilustrowany elementarz polskiego dizajnu - czyli od 1918 do 2017 w świetnym wydaniu".

środa, 19 kwietnia 2017

Ilustrowany elementarz dizajnu - czyli od aparatu do żarówki w projekcie doskonałym


Wiecie kto zaprojektował biurko? Albo gdzie powstał ekspres do kawy? A może znacie rok produkcji lodówki? Biurko, ekspres i lodówka to tylko trzy ze stu rzeczy, które znajdują się w "Ilustrowanym elementarzu dizajnu". Znacie 25 różnych ilustratorów? Po przeczytaniu i obejrzeniu elementarza z pewnością ich poznacie!


Ewa Solarz i Arobal Bartek Kociemba, Jan Bajtlik, Katarzyna Bogucka, Ada Buchholc, Agata Dudek, Emilia Dziubak, Joanna Gniady, Małgorzata Gurowska, Monika Hanulak, Marta Ignerska, Tymek Jezierski, Paweł Jońca, Karolina Kotowska, Tomasz Leśniak, Anna Niemierko, Ola Niepsuj, Agata Endo Nowicka, Marianna Oklejak, Joanna Rusinek, Dawid Ryski, Maria Sławińska, Maria Strzelecka, Marta Szudyga, Dennis Wojda, Aleksandra Woldańska-Płocińska stworzyli niepowtarzalną książkę! Dzięki Ewie Solarz poznajemy historię danej rzeczy, a pozostałe osoby odpowiadają za ilustracje.


Każdy ilustrator pokazał nam wygląd czterech rzeczy. Co cztery strony poznajemy nowy styl. Obok każdej ilustracji umieszczone są informacje na temat tego przedmiotu, czyli imię i nazwisko ilustratora, nazwa rzeczy, rok produkcji, projektant, producent i na samym końcu historia powstania. W tej książce pojawiło się wiele trudnych nazwisk, skomplikowanych nazw. Ale autorka tekstu zadbała o to, abyśmy nie mieli z tym dużo kłopotu. Zamiast pisać "Florence Knoll Lounge Chair" możemy po prostu napisać "Fotel".


Teraz odpowiem Wam na pytania, które zadałam na samym początku. Biurko "S-285" zaprojektował Marcel Brever. Ekspres do kawy "Moka Express" powstał we Włoszech, a lodówka "FAB" ujrzała świat w 1995 roku.


Takie informacje to tylko streszczenia, lecz z czekoladą, jo-jem i lampką rozpiszę się troszkę bardziej. A więc Czekolada "Jedyna" pierwszy raz ukazała się w Polsce w 1920 roku. Jej producentem jest Wedel. Właściciel tej oto firmy, Emil Wedel, nie znosił podróbek swoich czekolad, dlatego postanowił, że każdą prawdziwą czekoladę będzie podpisywał. Z początku robił to ręcznie, ale później jego podpis zamienił się logo firmy.


Jo-jo  w USA w 1929 roku zaprojektował Donald Duncan, a producentem było Genuine Duncan YoYo Company. Jo-jo to jedna z najstarszych zabawek, bo znana była starożytnym Grekom, Chińczykom i Majom. Służyła również Francuzom, ale do mniej pokojowych celów. Współczesna historia jo-jo zaczęła się w Kaliforni, gdzie Pedro Flores otworzył firmę tych zabawek. W 1929 roku wykupił ją Donald Duncan i to jemu zawdzięczamy karierę dzisiejszego jo-jo.


Lampka nocna "Eclisse" powstała w 1966 roku we Włoszech. Jej projektantem był Vico Magistretti, a producentem Artemide. Eclisse po włosku oznacza zaćmienie. Ta nieduża lamka swoją budową przypomina latarnię morską. Wewnętrzna część klosza obraca się i zasłania światło żarówki tak, że wygląda to jak zaćmienie.


Podczas czytania i oglądania "Ilustrowanego elementarza dizajnu" odkrywamy historię rzeczy częstych w użytku, jednak nie zastanawiamy się jak powstały. Ta książka nam to uświadomi. Nie tylko zbierzemy wiadomości o zaprojektowanych przedmiotach, ale także spotkamy się z przeróżnymi ilustracjami, a świetnie napisany tekst plus genialne ilustracje równa się jedna z najlepszych książek na świecie!

Tytuł - Ilustrowany elementarz dizajnu (czyli 100 rzeczy narysowanych przez 25 ilustratorów)
Tekst - Ewa Solarz
Ilustracje - Arobal Bartek Kociemba, Jan Bajtlik, Katarzyna Bogucka, Ada Buchholc, Agata Dudek, Emilia Dziubak, Joanna Gniady, Małgorzata Gurowska, Monika Hanulak, Marta Ignerska, Tymek Jezierski, Paweł Jońca, Karolina Kotowska, Tomasz Leśniak, Anna Niemierko, Ola Niepsuj, Agata Endo Nowicka, Marianna Oklejak, Joanna Rusinek, Dawid Ryski, Maria Sławińska, Maria Strzelecka, Marta Szudyga, Dennis Wojda, Aleksandra Woldańska-Płocińska
Wydawnictwo Wytwórnia, Warszawa 2017