Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ola Woldańska-Płocińska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ola Woldańska-Płocińska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 marca 2018

Zwierzokracja - czyli książka na ratunek zwierzakom z mrówką w tle


Miłość dziecka (zarówno tego małego, jak i tego dużego) do zwierzaka jest bardzo ważna. Kiedy się jej dozna, z pewnością odegra ona istotną rolę w naszym życiu. Jednak nie każdy właściciel dba o swojego pupila. Niektórzy traktują je, jakby były przedmiotami, a przecież wiadomo, że zwierzęta to żywe istoty. Czują, chodzą, piją i jedzą tak samo, jak my. Wyobraźcie sobie, że właśnie spotkaliście się z Olą Woldańską-Płocińską. To rozpoznawalna autorka książek w Polsce (również dzięki swoim rudym, kręconym włosom ;), więc okazujecie jej ogromny szacunek. I właśnie taki sam szacunek trzeba okazywać wszystkim istotom na Ziemi, w tym zwierzakom, rzecz jasna.



Pewnie zastanawiacie się teraz, czemu wspomniałam akurat o Oli Woldańskiej-Płocińskiej. Wspomniałam o niej, ponieważ jest to autorka pachnącej nowością książki o prawach zwierząt pod tytułem "Zwierzokracja". Tak, to nasza dzisiejsza pozycja. No to zaczynamy 'Zwierzokracjową' przygodę!


Dawno, dawno temu, zwierzęta nie miały żadnych właścicieli. Same decydowały o sobie, nikt im nie rozkazywał. Wraz z rozwojem cywilizacji, stawały się one coraz bardziej podporządkowane ludziom. Mimo tego, traktowano je z przeogromnym szacunkiem, na równi z członkiem rodziny. Ależ to musiało być ciekawe (ale też niestety uciążliwe) - mieszkanie z kozą pod jednym dachem! 


Przeskoczmy teraz dwanaście stron i znajdźmy się w świecie... najbogatszych ludzi w średniowieczu. Tutaj zwierzęta również odgrywały ważną rolę. Chłopi, czyli ludzie z najniższego stanu, hodowali tylko te zwierzęta, które pomagały im w pracy. Natomiast najbogatsi kupowali egzotyczne zwierzęta, aby pochwalić się nimi przed innymi. Mało tego, obdarowywali siebie nawzajem owymi zwierzętami. Niektórzy dostawali w prezencie lwy, pantery czy wielbłądy!




Zostańmy jeszcze przez chwilę w średniowieczu. Tak, jak wcześniej wspomniałam, zwierzęta traktowano na równi z człowiekiem. No właśnie, na równi. I to dosłownie! Czasem nawet oskarżano je o morderstwa! Przed sądem stawały nawet ślimaki, gąsienice i chrząszcze! No i biedne zwierzaki musiały siedzieć w więzieniu... Skandal!




Hodowla przemysłowa. Kiedy tylko o niej myślę, aż robi mi się gorąco. Jak można żyć w takim ścisku? Kilka tysięcy, właśnie tyle zwierząt mieści się na takiej fermie. Strasznie dużo. I pomyśleć, że te biedne kury, krowy, świnki muszą sobie jakoś radzić i żyć z myślą, że za niedługo trafią na czyiś talerz. To naprawdę okropne!




Przejdźmy teraz do polowań, tych dla przyjemności. Załóżmy, że grupa osób idzie się zabawić polując. Bierze strzelbę i biegnie do lasu, domu wielu zwierząt. Strzela do nich. A teraz wskoczmy w skórę zwierząt. Nagle ktoś w gepardzim tempie wbiega do naszego domu. A my nie wiemy co robić. Myśleliśmy, że będziemy tu bezpieczni. Dom ma przecież zapewnić bezpieczeństwo. Jednak w tym przypadku tak nie jest. Z początku uciekamy, a z biegiem czasu dociera do nas, że kiedyś droga ucieczki się skończy. I właśnie się skończyła.




Przygarnięcie zwierzaka to bardzo trudna sprawa. Trzeba przemyśleć ją sto razy, zastanowić się, czy pożądany zwierzak będzie u nas szczęśliwy. Podam przykład. Trudno, żeby półmetrowy pies husky był szczęśliwy mieszkając w małej kawalerce. I między innymi z tegoż właśnie powodu nie warto kupować zwierząt na prezent. A jeśli okaże się, że obdarowana osoba ma alergię na otrzymanego pupila? Powtórzę, zwierzaki to nie rzeczy, to przywiązujące się do ludzi istoty. Kiedy je oddamy, będzie z nimi naprawdę kiepsko.




Czytając "Zwierzokracja" dowiemy się, że jednymi z najinteligentniejszych istot na świecie są... świnie! To stwierdzenie naukowców. Niektóre z nich są zdolne nawet do rozróżniania kolorów czy też grania w golfa. A, i jeszcze jedno. Większość ludzi myśli, że świnie to straszne brudasy, co nie jest prawdą! Są one czyściochami, błoto jedynie chroni je przed owadami i słońcem.




No to teraz nadeszła pora na naszych czworonożnych przyjaciół. "Jaki pies, taki pan" - w bardzo wielu przypadkach to bardzo trafne spostrzeżenie. Osoby, leniwe zazwyczaj wybiorą sobie psa leniwego, na przykład mopsa. Ludzie kędzierzawi - pudle, szczupli - charty, otyli - buldogi, z wyrafinowanym gustem - jamniki. Jednak warto pamiętać o kundelkach. One także powinni znaleźć dom i opiekuna o podobnym charakterze.




Nie chcę odbierać Wam radości z czytania, dlatego ciekawostka, którą teraz przedstawię, będzie już ostatnią nawiązującą do tekstu w tej książce. Chociaż nie będzie ona nowością, gdyż Jane Goodall znają (a jeśli nie znają, to kojarzą) praktycznie wszyscy. To ta pani od szympansów. Udowodniła, że z szympansami można się nieźle zakumplować, że są one bardzo inteligentne i potrafią zrozumieć większość przekazywanych im informacji. Jaki z tego wniosek? Szympans także potrafi być wiernym przyjacielem!




Tak dużo mówi się teraz o prawach zwierząt, o tym, że trzeba o nie dbać, jednak większość osób jednym uchem wpuszcza te wiadomości, a drugim wypuszcza. A że dzieci biorą przykład ze swoich rodziców, robią dokładnie tak samo. Ola Woldańska-Płocińska napisała i zilustrowała książkę, która powinna zachęcić nas do pomagania zwierzakom i szanowania ich. Bo szacunek należy się każdej istocie.




Kiedy słyszymy wyraz 'kurczak', od razu na myśl przychodzi nam pyszne udko z kurczaka w smakowitej panierce. A pani Ola chce to zmienić. Chce, abyśmy słysząc słowo 'kurczak' pomyśleli o ścisku, w jakim żyją te nieloty lub wolnym wybiegu, po którym biegają. Chce, żeby zwierzęta nie były tylko naszym posiłkiem. Żeby były naszym przyjacielem.




Tak, jak się już dowiedzieliście, książkę tę zilustrowała, wywołana przeze mnie już czterokrotnie, Ola Woldańska-Płocińska. Zrobiła to w spodziewany, czyli znakomity, sposób. Gdyby zasłonić jej imię i nazwiska na okładce, każdy adorator dobrych ilustracji poznałby, że są one autorstwa tej pani. I ta charakterystyczna czcionka... po prostu bomba!




Zdradzę Wam jeszcze, że na każdej z rozkładówek tego wydawnictwa została ukryta mrówka. To naprawdę niezła frajda - szukanie bohaterki wśród innych zwierząt, roślin, tekstu. Myślę, że autorka także jest pracowitą mrówką :)




A Wy sięgnijcie po tę pozycję i zapamiętajcie, że "zwierzę, jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą"!



Tytuł - Zwierzokracja
Tekst i ilustracje - Ola Woldańska-Płocińska
Wydawnictwo Papilon, Poznań, 2018

niedziela, 4 marca 2018

Wspólne nie znaczy niczyje - czyli piegowaty Wojtek kontra beton


Uwielbiam książki dla dzieci, które pokazują nam prawidłową drogę. Uwielbiam książki, po przeczytaniu których zadajemy sobie pytanie - "A czy ja postępuję dobrze?". W przypadku książki "Wspólne nie znaczy niczyje" pytanie brzmi nieco inaczej - "Czy dbam o wspólne?". Na pierwszy rzut oka, tytuł ten wydaje nam się banalny, lecz kiedy zastanowimy się troszkę dłużej, jest zupełnie na odwrót.



"Ta historia dzieje się w kamienicy przy ulicy Wąskiej". To właśnie tam mieszka piegowaty Wojtek, główny bohater tej książki, który uwielbia zieleń, błoto i panią Kubusiową. Pani Kubusiowa jest starszą panią, która ma superpsa - Fifkę. Co prawda Fifka nie aportuje, ani nie turla się na zawołanie. Jest super na swój sposób. Ale wróćmy do Wojtka. Gdy chłopiec bawił się ze swoim kolegą na podwórku, zauważył jakiegoś tajemniczego pana. Pana, który za kilka chwil wygania Wojtka, mimo tego, że nie ma prawa tak postępować. Podwórko jest przecież wspólne!



Po jakimś czasie, Ewaryst (bo właśnie takie imię posiadał wspomniany pan) mierzy podwórko swoimi długaśnymi krokami. Nie odpowiada Wojtkowi na żadne z zadanych pytań, przez co jest jeszcze bardziej tajemniczy. Następnie wymienia kilka słów z panią Kubusiową, po czym rozmawia przez telefon. I to w tym momencie padają przeokropne słowa! "Bachory się wygoni, a całą zieleniznę wytnie. Zrobimy je na szaro". Och, ten Ewaryst mógłby się wstydzić! Żeby tak nazywać dzieci... to już przechodzi ludzkie pojęcie!




Wojtek nie usłyszał więcej, ponieważ jego siostra, Marta, zawołała go na kolację. Ewaryst budził podejrzenia u chłopca. Ale jeszcze większe podejrzenia budziła cisza panująca przy kolacji. Coś tu nie grało. Nie grało radio, muzyka - nic! Właśnie dzięki temu, dzieci wiedziały, że rodzice mają im coś ważnego do powiedzenia. Jak się później okazało, dotyczyło to... przeprowadzki. Rodzice chcieli się wyprowadzić, co bardzo nie podobało się Marcie i Wojtkowi. To rodzeństwo wpadło na pomysł, aby wypisywać karteczki za i przeciw wyprowadzce. Mama pisze na karteczce "błoto" i przykleja ją w rubryczce niewygód. Po chwili czyjaś buntownicza ręka dopisuje "Błoto jest fajne", po czym dodaje "Obiecuję zawsze wkładać kalosze" (możemy domyślać się, kto był autorem tego dopisku). Trzeba przyznać, że pomysł z karteczkami był całkiem niezły. 




Wróćmy do tekstu. Kiedy tata wraca z pracy, ma bardzo złą wiadomość. Tak złą, że on sam jest przeraźliwie czerwony! Aby się uspokoić, musi zjeść całą masę racuchów. A gdy je już zjada, powiadamia resztę rodziny o bardzo złej wiadomości. Otóż ZIELEŃ wokół ich mieszkania ma zamienić się na BETON! To właśnie to knuł tajemniczy Ewaryst. Chciał zrobić mieszkańców na szaro! Mierzył długość i szerokość podwórka, aby poznać miary przyszłego parkingu.




Parking, architekt, Helmut - podam te trzy wyrazy, lecz nie wyjaśnię Wam, z czym są powiązane. Mam nadzieję, że odkryjecie to sami sięgając po książkę o pełnym tytule "Wspólne nie znaczy niczyje, czyli o podwórkach i ulicach coś dla dziecka i rodzica". Choć przypis nie jest krótki, wbrew pozorom, bardzo łatwo go zapamiętać.




Jak już wcześniej napisałam, pozycja ta jest niezwykle pouczająca. Po jej przeczytaniu, zwrócimy większą uwagę na betonowe mury, brak zieleni, czy też niestety często spotykane psie odchody na trawnikach. Ostatnio dużo się o tym mówi, ale czy my bierzemy sobie te wszystkie słowa do serca i szanujemy chodniki, ulice, podwórka i trawniki? Wiele mówi się także na temat smogu, a przyjeżdżając do dużych miast, wciąż widzimy mieszkańców wybierających samochody zamiast metra, autobusów oraz tramwajów. A czy my postępujemy dobrze dla naszego wspólnego środowiska? Na te pytania każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Wszyscy z Was wiedzą, jaka jest poprawna odpowiedź.




Książka ta pokazuje także, jak ważną rolę odgrywają architekci i projektanci. Większość z nich przedstawi swoim klientom funkcjonalne i nieszkodliwe dla przyrody rozwiązania. Należą do nich, między innymi, żywopłoty. To przyjemne dla oka płoty pozwalające wykazać się na przykład kolorowym kwiatom, czy też krzakom porzeczek lub malin.




Wspomnę jeszcze, że co jakiś czas, w książce spotykamy się z tekstami oznaczonymi jako teksty dla dorosłych. Znajdują się one na dziesięciu rozkładówkach, do których prowadzą strzałki. Ale choć są to rozdziały dla dorosłych, myślę, że dzieci również powinny je przeczytać. No, przynajmniej ja tak zrobiłam i wszyściutko zrozumiałam.




Przejdźmy teraz do autorów, czyli Alicji Szyguły i Jakuba Głaza. Z zadaniem 'napisać znakomitą książkę dla dzieci i dorosłych!' poradzili sobie wyśmienicie! Lekturę tę czyta się jednym tchem, zapominając o całym świecie. Nawet o piciu!




A teraz czas na autorkę ilustracji. Już po okładce widać, że wydawnictwo to zilustrowała Ola Woldańska-Płocińska. Ja w szczególności uwielbiam nosy rysowane przez tą panią. Moje ulubione to te piegowate i szpiczaste. Myśląc o tej pani, do głowy przychodzi mi takie działanie: dziecięckość (wyraz ten zapożyczyłam od pana Wojtka Waglewskiego) + komputer + ciężka praca + serce = Ola Płocińska!




Jest wiele powodów, dzięki którym warto sięgnąć po tę pozycję. Niespotykany, a jakże ważny, temat to tylko jeden z nich!



Tytuł - Wspólne nie znaczy niczyje, czyli o podwórkach i ulicach coś dla dziecka i rodzica
Tekst - Alicja Szyguła, Jakub Głaz
Ilustracje - Ola Woldańska-Płocińska
Narodowe Centrum Kultury, Warszawa, 2016

niedziela, 15 października 2017

Ilustrowany elementarz polskiego dizajnu - czyli od 1918 do 2017 w świetnym wydaniu


Czy wiecie, w którym roku Zofia Stryjeńska wymyśliła swojego drewnianego Smoka Wawelskiego; jak powstało Ptasie Mleczko; jaką nazwę mają ołówki, które zdobyły złoty medal podczas światowej wystawy w Paryżu i do czego służą urny Kosaka? Jestem przekonana, że nie!


Zapewne chodzi Wam teraz pewne pytanie po głowie, a brzmi ono tak - skąd ja to wiem? Taką wiedzę można nabyć, kiedy przeczyta się książkę noszącą tytuł "Ilustrowany elementarz polskiego dizajnu". Myślicie teraz, że już pisałam o tej książce, prawda? Drobny błąd, gdyż recenzowałam "Ilustrowany elementarz dizajnu"! No, to tylko jeden wyraz, każdemu mogło się pomylić.


Odpowiem Wam na pytania zadane kilka chwil temu. Smok Wawelski Zofii Stryjeńskiej, księżniczki polskiego malarstwa (bo tak ją nazywano) został zaprojektowany (przez naszą malarkę, rzecz jasna) w 1918 roku.


Wielu z Was, jeżeli nie wszyscy, jadło kiedyś Ptasie Mleczko. Dawno, dawno temu Jan Wedel, słynny cukiernik, wrócił z podróży po Francji i zainspirowany tamtejszymi specjałami wymyślił ten oto przysmak. Nie jestem pewna, czy znacie świetne ołówki techniczne o nazwie Polonia, ale z pewnością wiecie już, jakie zdobyły wyjątkowe trofeum!


A teraz ostatnia odpowiedź - w urnach Bogdana Kosaka umieszcza się prochy zmarłych. Urna raczej kojarzy się niewesoło, ale czy pocieszę Was, jeżeli dodam, że te od Kosaka są bardzo kolorowe i mają ciekawe kształty? Mam taką nadzieję.


Jestem ciekawa, czy zastanawiacie się, czemu napisałam 'od 1918 do 2017'. Już wyjaśniam. Otóż pierwszy przedmiot opisywany w tej książce (czyli znany Wam już Smok Stryjeńskiej) powstał w 1918 roku, a ostatni (koszulki Pan Tu Nie Stał) w 2017. Skróciłam to wszystko o kilka wyrazów, dodałam trzy i włala! Tytuł recenzji już gotowy!


Rzecz, która najbardziej spodobała mi się w tej książce i bardzo chciałabym ją mieć to stylowe okulary Massada! Bardzo pięknie prezentują się na nosie narysowanej przez Mariannę Sztymę pani i myślę, że na moim piegowatym również ładnie by wyglądały. O rajuśku, prawie zapomniałam o jednej z najważniejszej rzeczy o tej książce!


Tak jak pierwsza część, ta również została zilustrowana przez 25 ilustratorów i każdy z nich wykonał po cztery ilustracje! A oto oni: Jacek Ambrożewski, Edgar Bąk, Maciek Blaźniak, Katarzyna Bogucka, Ada Buchholc, Iwona Chmielewska, Robert Czajka, Agata Dudek, Emilia Dziubak, Małgorzata Gurowska, Monika Hanulak, Marta Ignerska, Tymek Jezierski, Paweł Jońca, Agata Królak, Grażka Lange, Piotr Młodożeniec, Patryk Mogilnicki, Anna Niemierko, Ola Niepsuj, Marianna Oklejak, Paweł Pawlak, Dawid Ryski, Marianna Sztyma i Ola Woldańska-Płocińska.


Dobrze, teraz dokończę historię o stylowych okularach Massada. Zaprojektowała je Katarzyna Łupińska i chodzą w nich panie z Tokio, Paryża i Londynu, jednak mało kto wie, że to polski produkt. Oprawki robione są ręcznie w Anglii z najlepszych materiałów. Są one okrągłe, więc osobom już w pełni dojrzałym przypominają filmy z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych! Bardzo ciekawe są również okulary przeciwsłoneczne Massady, gdyż mają niepowtarzalny kolor szkieł! Malowane są one ręczne w zakładzie pod Warszawą! Chciałabym móc kiedyś skusić się na jedną sztukę!


Nasz "Elementarz" kierowany jest również do osób nieco starszych. Może przypomnieć im kotwicę PW, grę "Hodowla zwierzątek" (dzisiaj - "Superfarmer") czy też słynną książkę Jana Wojeńskiego "Technika liternictwa".


"Ilustrowany elementarz polskiego dizajnu" to książka trzy w jednym (pomijając tę trójkę: kapitalny koncept, niesamowite ilustracje i świetny tekst): dowiadujemy się o historii bardzo ciekawych przedmiotów, możemy powspominać dawne czasy i znaleźć rzecz, którą warto mieć!


Muszę dodać, że Ewa Solarz nie była tutaj jedyną autorką tekstu! Zaprosiła do współpracy Agnieszkę Kowalską, dziennikarkę i autorkę książki "Hej, Szprotka!" oraz Agatę Szydłowską, historyczkę dizajnu. Jak dowiadujemy się z tekstu Ewy Solarz, lista przedmiotów, które zasługują na uwagę była jeszcze dłuższa niż spis rzeczy opisanych już w "Elementarzu"!


A Wy pooglądajcie 100 ilustracji, przeczytajcie 100 historii i spędźcie czas z rodziną, bo to książka (jak już wcześniej wspominałam) dla dorosłych i dla dzieci!

Tytuł - Ilustrowany elementarz polskiego dizajnu
Tekst - Ewa Solarz, Agnieszka Kowalska, Agata Szydłowska
Ilustracje - Jacek Ambrożewski, Edgar Bąk, Maciek Blaźniak, Katarzyna Bogucka, Ada Buchholc, Iwona Chmielewska, Robert Czajka, Agata Dudek, Emilia Dziubak, Małgorzata Gurowska, Monika Hanulak, Marta Ignerska, Tymek Jezierski, Paweł Jońca, Agata Królak, Grażka Lange, Piotr Młodożeniec, Patryk Mogilnicki, Anna Niemierko, Ola Niepsuj, Marianna Oklejak, Paweł Pawlak, Dawid Ryski, Marianna Sztyma, Ola Woldańska-Płocińska
Wydawnictwo Wytwórnia, Warszawa 2017

***

Aktualizacja (21 października 2017):
Jeżeli przeczytaliście tę recenzję wcześniej, należy się Wam krótkie wyjaśnienie dotyczące tytułu posta.
Dopiero dziś przeglądając po raz kolejny "Elementarz", zauważyłam, że popełniłam gafę i należy się Wam wyjaśnienie.
"Ilustrowany elementarz polskiego dizajnu" w wersji elektronicznej, którą otrzymałam przed korektą, kończył się na koszulkach Pan Tu Nie Stał z 2015 roku, a wydanie książkowe zamyka rok 2017. Gdy przywiozłam go z Warszawy, nie spojrzałam na ostatnią stronę i opublikowałam post z błędem, więc tytuł powinien brzmieć - "Ilustrowany elementarz polskiego dizajnu - czyli od 1918 do 2017 w świetnym wydaniu".

środa, 19 kwietnia 2017

Ilustrowany elementarz dizajnu - czyli od aparatu do żarówki w projekcie doskonałym


Wiecie kto zaprojektował biurko? Albo gdzie powstał ekspres do kawy? A może znacie rok produkcji lodówki? Biurko, ekspres i lodówka to tylko trzy ze stu rzeczy, które znajdują się w "Ilustrowanym elementarzu dizajnu". Znacie 25 różnych ilustratorów? Po przeczytaniu i obejrzeniu elementarza z pewnością ich poznacie!


Ewa Solarz i Arobal Bartek Kociemba, Jan Bajtlik, Katarzyna Bogucka, Ada Buchholc, Agata Dudek, Emilia Dziubak, Joanna Gniady, Małgorzata Gurowska, Monika Hanulak, Marta Ignerska, Tymek Jezierski, Paweł Jońca, Karolina Kotowska, Tomasz Leśniak, Anna Niemierko, Ola Niepsuj, Agata Endo Nowicka, Marianna Oklejak, Joanna Rusinek, Dawid Ryski, Maria Sławińska, Maria Strzelecka, Marta Szudyga, Dennis Wojda, Aleksandra Woldańska-Płocińska stworzyli niepowtarzalną książkę! Dzięki Ewie Solarz poznajemy historię danej rzeczy, a pozostałe osoby odpowiadają za ilustracje.


Każdy ilustrator pokazał nam wygląd czterech rzeczy. Co cztery strony poznajemy nowy styl. Obok każdej ilustracji umieszczone są informacje na temat tego przedmiotu, czyli imię i nazwisko ilustratora, nazwa rzeczy, rok produkcji, projektant, producent i na samym końcu historia powstania. W tej książce pojawiło się wiele trudnych nazwisk, skomplikowanych nazw. Ale autorka tekstu zadbała o to, abyśmy nie mieli z tym dużo kłopotu. Zamiast pisać "Florence Knoll Lounge Chair" możemy po prostu napisać "Fotel".


Teraz odpowiem Wam na pytania, które zadałam na samym początku. Biurko "S-285" zaprojektował Marcel Brever. Ekspres do kawy "Moka Express" powstał we Włoszech, a lodówka "FAB" ujrzała świat w 1995 roku.


Takie informacje to tylko streszczenia, lecz z czekoladą, jo-jem i lampką rozpiszę się troszkę bardziej. A więc Czekolada "Jedyna" pierwszy raz ukazała się w Polsce w 1920 roku. Jej producentem jest Wedel. Właściciel tej oto firmy, Emil Wedel, nie znosił podróbek swoich czekolad, dlatego postanowił, że każdą prawdziwą czekoladę będzie podpisywał. Z początku robił to ręcznie, ale później jego podpis zamienił się logo firmy.


Jo-jo  w USA w 1929 roku zaprojektował Donald Duncan, a producentem było Genuine Duncan YoYo Company. Jo-jo to jedna z najstarszych zabawek, bo znana była starożytnym Grekom, Chińczykom i Majom. Służyła również Francuzom, ale do mniej pokojowych celów. Współczesna historia jo-jo zaczęła się w Kaliforni, gdzie Pedro Flores otworzył firmę tych zabawek. W 1929 roku wykupił ją Donald Duncan i to jemu zawdzięczamy karierę dzisiejszego jo-jo.


Lampka nocna "Eclisse" powstała w 1966 roku we Włoszech. Jej projektantem był Vico Magistretti, a producentem Artemide. Eclisse po włosku oznacza zaćmienie. Ta nieduża lamka swoją budową przypomina latarnię morską. Wewnętrzna część klosza obraca się i zasłania światło żarówki tak, że wygląda to jak zaćmienie.


Podczas czytania i oglądania "Ilustrowanego elementarza dizajnu" odkrywamy historię rzeczy częstych w użytku, jednak nie zastanawiamy się jak powstały. Ta książka nam to uświadomi. Nie tylko zbierzemy wiadomości o zaprojektowanych przedmiotach, ale także spotkamy się z przeróżnymi ilustracjami, a świetnie napisany tekst plus genialne ilustracje równa się jedna z najlepszych książek na świecie!

Tytuł - Ilustrowany elementarz dizajnu (czyli 100 rzeczy narysowanych przez 25 ilustratorów)
Tekst - Ewa Solarz
Ilustracje - Arobal Bartek Kociemba, Jan Bajtlik, Katarzyna Bogucka, Ada Buchholc, Agata Dudek, Emilia Dziubak, Joanna Gniady, Małgorzata Gurowska, Monika Hanulak, Marta Ignerska, Tymek Jezierski, Paweł Jońca, Karolina Kotowska, Tomasz Leśniak, Anna Niemierko, Ola Niepsuj, Agata Endo Nowicka, Marianna Oklejak, Joanna Rusinek, Dawid Ryski, Maria Sławińska, Maria Strzelecka, Marta Szudyga, Dennis Wojda, Aleksandra Woldańska-Płocińska
Wydawnictwo Wytwórnia, Warszawa 2017