Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paweł Pawlak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paweł Pawlak. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 października 2018

Mały Książę - czyli król, nie tylko na półce


Czytelnicy poznali go w 1943 roku. Do dnia dzisiejszego jego słowa cytuje cały świat. Jest bohaterem jednej z najpiękniejszych książek na świecie. Wpada w serca wszystkich, którzy po niego sięgnęli. Cały czas pozostaje zagadką, skrywa w sobie tajemnicę. Cały czas wzrusza, niekiedy nawet i do łez. Już wiecie, kto kryje się za tymi wszystkimi słowami? Jestem pewna, że tak, ale na wszelki wypadek napiszę. Oczywiście jest to niezastąpiony Mały Książę!


Pustynia, brak cywilizacji. Akurat w tym miejscu musiała nastąpić awaria silnika pewnego samolotu. Sytuacja wyglądała bardzo poważnie. Pilot leciał samotnie, bez innych pasażerów. Pot spływał po policzkach cichutko spadając na parzący piasek. Wody także już brakowała, każda kropla była na wagę złota. Mężczyzna spodziewał się już tylko jednego. Nadzieja gasła już z każdą sekundą. Nagle przed jego oczami pojawił się owinięty w żółty szalik chłopiec ze złotymi włosami. Czar zauroczenia nagle pojawił się w sercu mężczyzny.


Mały chłopiec nie wyglądał wcale na zmęczonego, wręcz przeciwnie. A przecież jak to możliwe, że dziecko nagle znalazło się w samym środku przeogromnej pustyni?! To pytanie dręczyło pilota. Mimo tego, nie zadał go. Za to chłopiec owszem, zadał pytanie. Można powiedzieć, że było ona strzelone ni z gruchy ni z pietruchy. Z jabłka i marchewki również nie. To zdanie zna cały świat. Zapadło ono w pamięci chyba wszystkim czytelnikom. "Proszę Cię... narysuj mi baranka"...


Wszyscy znają również odpowiedź pilota na tę prośbę. Nie jest tajemnicą to, że rysowanie nie szło mu najlepiej. Czynność tę porzucił w wieku sześciu lat, zniechęcony przez dorosłych. Wtedy zauroczony właściwościami ołówka i kredek, narysował boa, który zjadł słonia. Pełen dumy, poszedł pokazał go dorosłym. A oni, z lekceważącym spojrzeniem, od razu stwierdzili, że to kapelusz. Nasz bohater wrócił do swojego pokoju i dorysował w brzuchu węża słonia. Ale dorośli i tak byli niezadowoleni. Uważali, że to strata czasu. Potem chłopiec, a później mężczyzna, nie sięgnął już po kredki.


Dobrze, wróćmy do baranka. Pilot nie odmówił chłopcu tej prośby. Były trzy próby, każda z nich niezbyt udana. Najlepsza okazała się opcja czwarta - baranek zamknięty w skrzynce. Teraz przynajmniej nie mógł uciec. Chłopiec, nazwany później przez mężczyznę Małym Księciem, cieszył się przeogromnie. Nasz Książę miał niebywałą wyobraźnię. Opowiadał, jak baranek kładzie się spać, czy jest głodny i zadowolony ze swojego malutkiego mieszkanka.


Pilot wciąż nie wiedział, w jaki sposób Mały Książę znalazł się na pustyni. Teraz zepsuty silnik zszedł na drugi plan. Najpierw chciał odkryć tajemnicę złotowłosego chłopca. Wiedział już, że przybył z bardzo odległej, aczkolwiek straszliwie niewielkiej, planety. Były na niej trzy wulkany, z czego dwa to wulkany nieczynne. Znajdowały się tam także baobaby, które wciąż sprawiały ogromne kłopoty. Trzeba było je wycinać codziennie, aby nie porosły całej planety. I najważniejsze. Pamiętacie Różę, prawda? To kwiat, który Mały Książę kochał miłością nieziemską. Róża także go kochała, ale nie okazywała tej miłości. Wydawałoby się, że ona wciąż narzekała i oczekiwała spełnienia wielu próśb. Chłopiec ją szanował, ale ona niego - już niekoniecznie.


W końcu Mały Książę postanawia opuścić swoją przytulną planetę. Starannie wyczyścił wszystkie wulkany, przyciął baobaby z wielką dokładnością i porządnie podlał Różę. Dumny z decyzji, którą podjął, był gotowy do podróży. A właśnie w tym momencie dowiedział się, że Róża naprawdę go kochała. Nigdy mu tego nie powiedziała. Ta wiadomość troszkę skomplikowała sytuację. Mały Książę nie spodziewał się takiej reakcji swojego kwiatu na wyjazd. Ale wszystko było już ustalone, to nie czas na troski.


Podczas swojej podróży, chłopiec odwiedził wiele planet. Pierwsza z nich była zamieszkana przez pewnego króla. Trudno powiedzieć, czym tak właściwie rządził. Na jego planecie nie było niczego ani nikogo oprócz niego. Na planecie numer dwa mieszkał pyszałek. Z wielkim uporem rozgłaszał, że wszyscy są jego wielbicielami i klaszczą na sam jego widok. Małemu Księciu trudno było w to uwierzyć. Ale nie powiedział nic złego, powędrował tylko na następną planetę. Spotkał tam człowieka, który pił. Pił, aby zapomnieć o tym, że się wstydzi, że pije. To tylko upewniło naszego bohatera w przekonaniu, że niektórzy dorośli naprawdę stracili rozum.


Tak, jak już wspomniałam, "Mały Książę" zagościł w sercu chyba każdego z Was. Byłoby znakomicie, aby zapadł w pamięci także Waszym dzieciom. Niech i one poznają złotowłosego chłopca, Różę i lisa, który także odgrywa przecież niezwykle istotną rolę. Podsuńcie im pozycję o przyjaźni, wdzięczności, o bardzo ważnym i potrzebnym głosie najmłodszych oraz o życiu dorosłych i jego niespodziankach. Jestem przekonana, że tak jak ja, połkną haczyk i dadzą się wciągnąć. A jeśli chodzi o to tegoroczne wydanie z ilustracjami Pawła Pawlaka, to mam stuprocentową pewność!


Tak, tak, tak! "Małego Księcia" Antoine de Saint-Exupér'iego zilustrował Paweł Pawlak. Kiedy tylko dotarła do mnie ta wiadomość, niezmiernie się ucieszyłam. Nietrudno było zgadnąć, że pan Paweł poradzi sobie z tym zadaniem znakomicie. Oczywiście pan Paweł idealnie oddał emocje towarzyszące lekturze swoją charakterystyczną kreską. Ja zakochałam się w rysunku naszego bohatera i lisa! On, zresztą jak wiele innych ilustracji, wzrusza przeogromnie.


Nowe wydanie jest idealną okazją, aby odświeżyć słowa Małego Księcia w swojej pamięci. Oczy na tym również skorzystają.

Tytuł - Mały Książę
Tekst - Antoine de Saint-Exupéry
Ilustracje - Paweł Pawlak
Przekład - Henryk Woźniakowski
Wydawnictwo Znak, Kraków, 2018

sobota, 22 września 2018

Mały atlas motyli - czyli historie latających kolorów


Uwaga, zagadka! Jedne z najbardziej kolorowych, aczkolwiek niezbyt wielkich zwierząt należacych do owadów, to... Bingo! Motyle! Czy Was również nawiedza takie uczucie, że gdy tylko zobaczycie motylka, od razu chcielibyście wiedzieć, jak toczyło się jego życie przed tą chwilą? Ja zawsze, ale to absolutnie zawsze, tak mam. Po przeczytaniu "Małego atlasu motyli" mogę się spodziewać co nasze barwne zwierzęta porabiają w przerwie między jedzeniem a piciem 😉 No to fruuu, polećmy do książki!

Zacznijmy od motyla, którego bardzo łatwo odnaleźć. Można powiedzieć, że w ciepłe dni rusałki pawiki pojawiają się na każdej łące. Zdarza się nierzadko, że kiedy nasze okno pozostanie niezamknięte, możemy spotkać je latające po naszym pokoju. Zimę spędzają w piwnicy, czy też na strychu. To tam jest wystarczająco chłodno, aby mogły zapaść w głęboki sen. Po przebudzeniu się, gdy słońce wyjdzie już zza chmary zimowych chmur, rusałki wylatują w świat i dalej, jak to często u motyli bywa, przemieszczają się z kwiatuszka na kwiatek.


Jestem przekonana, że wszyscy z Was widzieli nie tylko rusałkę pawika, ale także latolistka cytrynka. Tak, to ten żółty motyl. Podobno nie tylko wygląda jak latające liście o kolorze cytrynowym, ale także pachnie jak cytryna. Autorzy tej książki - czyli Ewa Kozyra-Pawlak i Paweł Pawlak - radzą tego nie sprawdzać, ponieważ, jak powszechnie wiadomo, skrzydełka motyli są niezwykle delikatne i bardzo łatwo je uszkodzić. Tryb życia cytrynka jest dość dziwny i niespotykany. Ze swojego snu budzi się wczesną wiosną, po czym znów zasypia, bo dręczą go upały. I teraz sprawa z niepojawianiem się latolistka latem wyjaśniona.


Pofruńmy do... ależ trudno wybrać! O, wiem! Pofruńmy do zmrocznika przytulniaka. Zmrocznik - ponieważ jest to ćma latająca o zmroku, a przytulniak - bo jego ulubionym smakołykiem jest przytulia. Wątpliwości rozwiane! Letni wieczór to pora, kiedy woń kwiatów roznosi się najbardziej. Wtedy można zaobserwować grubiutką ćmę skradającego się do swoich rarytasów. Ponoć kiedy obserwuje się zmrocznika z daleka, wygląda on jak brązowy koliber. A to ciekawe!


Pozostańmy przy ćmach. Kolejnym interesującym gatunkiem jest plamiec agreściak. Tak, nie mylicie się, lubi podjeść sobie trochę agrestu. Niektórzy ogrodnicy twierdzą, że w zjadaniu tych owoców pomagają im ukryte ząbki. Ale nie wierzcie w to, to tylko i wyłącznie pomówienia. Aby zobaczyć pożeracza agrestu, autorzy naszej motylowatej pozycji posadzili w swoim ogródku krzak tego owocu. I zanim się obejrzeli, liście agrestu zniknęły!


Kolejnym motylem, którego widzieliście na sto jeden procent, jest paź królowej. To jeden z najdorodniejszych, a niektórzy nawet twierdzą, że najdorodniejszy, polski motylek. Nawet nad jego gąsienicą rozpościerają się same zachwyty, a nie jest to częste zjawisko, oj nie. Niestety piękno motyli ma też i swoje minusy. Paź jest tak śliczny, że wszyscy kolekcjonerzy motylków chcą mieć go w swoich gablotach. A przecież o wiele przyjemniej obserwuje się motyle latające na łąkach!


Przeskoczmy teraz na... resztki owoców. To właśnie nimi żywi się mieniak tęczowiec, okaz o imponujących skrzydłach mieniących się w kolorze granatowym. Często można także zobaczyć go w sytuacji, w której zanurza swój język w zwierzęcych odchodach. Wiem, nie jest to apetyczne, ani troszenieczkę. Wydawałoby się, że takie okazy siadają tylko na pachnących kwiatach, a tu proszę, kompletnie na odwrót.


Dobrze, już basta historiom o motylkach na moim blogu! Jeśli chcecie dowiedzieć się o ich więcej (a przecież chcecie, prawda?!) koniecznie musicie sięgnąć po "Mały atlas motyli Ewy i Pawła Pawlaków". Jeżeli stale śledzicie dobre książki, z pewnością znacie lub słyszeliście o książce "Mały atlas ptaków Ewy i Pawła Pawlaków". Możecie przeczytać o niej klikając tutaj. Gorąco do tego zachęcam!


Dzisiejsza pozycja przede wszystkim kierowana jest do dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym, ale myślę, że odkrywanie motyli sprawi dużo frajdy starszym dzieciom, jak również tym dorosłym. Dzięki tej książce dowiemy się, na przykład, gdzie osadnik egeria uwielbia spędzać czas, w jakich warunkach lata przestrojnik trawnik, w jaki sposób bieliki potrafią każdego ptaka zrobić w dudka. Poznacie tajemnice życia tych kolorowych zwierzątek i przypuszczam, że po tej lekturze nie będzie nawiedzało Was wspomniane na samym początku uczucie 😉


"Mały atlas motyli" to cacuszko wykonane przez parę wrocławskich ilustratorów - Ewę Kozyrę-Pawlak i Pawła Pawlaka. Pewnie spostrzegliście już, że w książce występują i kolaże z tkanin, i fotografie, i akwarele, i modele z liści i patyków. Sami przyznajcie, że to niezwykle ciekawe połączenie! Tkaniny to oczywiście specjalność pani Ewy, fotografie to także jej sprawka. A akwarele i modele to już robota pana Pawła. Ah, zapomniałam jeszcze dodać, że występują tu również rysunki pewnej młodej osóbki, Hani Cisło. To niezłe trio!

Pofruńcie do świata motyli! Nie mam ani cienia wątpliwości, że wcale nie będziecie mieli ochoty z niego wyjść!

Tytuł - Mały atlas ptaków Ewy i Pawła Pawlaków
Ilustracje - Ewa Kozyra-Pawlak i Paweł Pawlak
Rysunki - Hania Cisło
Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Warszawa, 2018

niedziela, 15 października 2017

Ilustrowany elementarz polskiego dizajnu - czyli od 1918 do 2017 w świetnym wydaniu


Czy wiecie, w którym roku Zofia Stryjeńska wymyśliła swojego drewnianego Smoka Wawelskiego; jak powstało Ptasie Mleczko; jaką nazwę mają ołówki, które zdobyły złoty medal podczas światowej wystawy w Paryżu i do czego służą urny Kosaka? Jestem przekonana, że nie!


Zapewne chodzi Wam teraz pewne pytanie po głowie, a brzmi ono tak - skąd ja to wiem? Taką wiedzę można nabyć, kiedy przeczyta się książkę noszącą tytuł "Ilustrowany elementarz polskiego dizajnu". Myślicie teraz, że już pisałam o tej książce, prawda? Drobny błąd, gdyż recenzowałam "Ilustrowany elementarz dizajnu"! No, to tylko jeden wyraz, każdemu mogło się pomylić.


Odpowiem Wam na pytania zadane kilka chwil temu. Smok Wawelski Zofii Stryjeńskiej, księżniczki polskiego malarstwa (bo tak ją nazywano) został zaprojektowany (przez naszą malarkę, rzecz jasna) w 1918 roku.


Wielu z Was, jeżeli nie wszyscy, jadło kiedyś Ptasie Mleczko. Dawno, dawno temu Jan Wedel, słynny cukiernik, wrócił z podróży po Francji i zainspirowany tamtejszymi specjałami wymyślił ten oto przysmak. Nie jestem pewna, czy znacie świetne ołówki techniczne o nazwie Polonia, ale z pewnością wiecie już, jakie zdobyły wyjątkowe trofeum!


A teraz ostatnia odpowiedź - w urnach Bogdana Kosaka umieszcza się prochy zmarłych. Urna raczej kojarzy się niewesoło, ale czy pocieszę Was, jeżeli dodam, że te od Kosaka są bardzo kolorowe i mają ciekawe kształty? Mam taką nadzieję.


Jestem ciekawa, czy zastanawiacie się, czemu napisałam 'od 1918 do 2017'. Już wyjaśniam. Otóż pierwszy przedmiot opisywany w tej książce (czyli znany Wam już Smok Stryjeńskiej) powstał w 1918 roku, a ostatni (koszulki Pan Tu Nie Stał) w 2017. Skróciłam to wszystko o kilka wyrazów, dodałam trzy i włala! Tytuł recenzji już gotowy!


Rzecz, która najbardziej spodobała mi się w tej książce i bardzo chciałabym ją mieć to stylowe okulary Massada! Bardzo pięknie prezentują się na nosie narysowanej przez Mariannę Sztymę pani i myślę, że na moim piegowatym również ładnie by wyglądały. O rajuśku, prawie zapomniałam o jednej z najważniejszej rzeczy o tej książce!


Tak jak pierwsza część, ta również została zilustrowana przez 25 ilustratorów i każdy z nich wykonał po cztery ilustracje! A oto oni: Jacek Ambrożewski, Edgar Bąk, Maciek Blaźniak, Katarzyna Bogucka, Ada Buchholc, Iwona Chmielewska, Robert Czajka, Agata Dudek, Emilia Dziubak, Małgorzata Gurowska, Monika Hanulak, Marta Ignerska, Tymek Jezierski, Paweł Jońca, Agata Królak, Grażka Lange, Piotr Młodożeniec, Patryk Mogilnicki, Anna Niemierko, Ola Niepsuj, Marianna Oklejak, Paweł Pawlak, Dawid Ryski, Marianna Sztyma i Ola Woldańska-Płocińska.


Dobrze, teraz dokończę historię o stylowych okularach Massada. Zaprojektowała je Katarzyna Łupińska i chodzą w nich panie z Tokio, Paryża i Londynu, jednak mało kto wie, że to polski produkt. Oprawki robione są ręcznie w Anglii z najlepszych materiałów. Są one okrągłe, więc osobom już w pełni dojrzałym przypominają filmy z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych! Bardzo ciekawe są również okulary przeciwsłoneczne Massady, gdyż mają niepowtarzalny kolor szkieł! Malowane są one ręczne w zakładzie pod Warszawą! Chciałabym móc kiedyś skusić się na jedną sztukę!


Nasz "Elementarz" kierowany jest również do osób nieco starszych. Może przypomnieć im kotwicę PW, grę "Hodowla zwierzątek" (dzisiaj - "Superfarmer") czy też słynną książkę Jana Wojeńskiego "Technika liternictwa".


"Ilustrowany elementarz polskiego dizajnu" to książka trzy w jednym (pomijając tę trójkę: kapitalny koncept, niesamowite ilustracje i świetny tekst): dowiadujemy się o historii bardzo ciekawych przedmiotów, możemy powspominać dawne czasy i znaleźć rzecz, którą warto mieć!


Muszę dodać, że Ewa Solarz nie była tutaj jedyną autorką tekstu! Zaprosiła do współpracy Agnieszkę Kowalską, dziennikarkę i autorkę książki "Hej, Szprotka!" oraz Agatę Szydłowską, historyczkę dizajnu. Jak dowiadujemy się z tekstu Ewy Solarz, lista przedmiotów, które zasługują na uwagę była jeszcze dłuższa niż spis rzeczy opisanych już w "Elementarzu"!


A Wy pooglądajcie 100 ilustracji, przeczytajcie 100 historii i spędźcie czas z rodziną, bo to książka (jak już wcześniej wspominałam) dla dorosłych i dla dzieci!

Tytuł - Ilustrowany elementarz polskiego dizajnu
Tekst - Ewa Solarz, Agnieszka Kowalska, Agata Szydłowska
Ilustracje - Jacek Ambrożewski, Edgar Bąk, Maciek Blaźniak, Katarzyna Bogucka, Ada Buchholc, Iwona Chmielewska, Robert Czajka, Agata Dudek, Emilia Dziubak, Małgorzata Gurowska, Monika Hanulak, Marta Ignerska, Tymek Jezierski, Paweł Jońca, Agata Królak, Grażka Lange, Piotr Młodożeniec, Patryk Mogilnicki, Anna Niemierko, Ola Niepsuj, Marianna Oklejak, Paweł Pawlak, Dawid Ryski, Marianna Sztyma, Ola Woldańska-Płocińska
Wydawnictwo Wytwórnia, Warszawa 2017

***

Aktualizacja (21 października 2017):
Jeżeli przeczytaliście tę recenzję wcześniej, należy się Wam krótkie wyjaśnienie dotyczące tytułu posta.
Dopiero dziś przeglądając po raz kolejny "Elementarz", zauważyłam, że popełniłam gafę i należy się Wam wyjaśnienie.
"Ilustrowany elementarz polskiego dizajnu" w wersji elektronicznej, którą otrzymałam przed korektą, kończył się na koszulkach Pan Tu Nie Stał z 2015 roku, a wydanie książkowe zamyka rok 2017. Gdy przywiozłam go z Warszawy, nie spojrzałam na ostatnią stronę i opublikowałam post z błędem, więc tytuł powinien brzmieć - "Ilustrowany elementarz polskiego dizajnu - czyli od 1918 do 2017 w świetnym wydaniu".

niedziela, 24 września 2017

Mały atlas ptaków Ewy i Pawła Pawlaków - czyli co łączy akwarele, wycinanki i pióra


Zapewne często zastanawiacie się, jak wygląda dzień ilustratora, jakie panują u niego zwyczaje i co (oprócz ilustrowania) robi najczęściej. Z atlasu, który właśnie mam przed oczami, dowiemy się jakie ptaszki goszczą w ogrodzie Ewy i Pawła Pawlaków! Przeglądając tę książkę zastanawiałam się, czy skrzydlate stworzenia, które kiedyś zobaczyłam lub widzę na co dzień, są kuzynami ptaków gatunku Pawlakowatych. Po obejrzeniu "Małego atlasu ptaków Ewy i Pawła Pawlaków" jestem przekonana, że niektóre z nich tak!


Otwieramy atlas i na pierwszej stronie widzimy kopciuszka. Nie myślcie sobie, że jest to ten Kopciuszek z baśni, o nie! Ten kopciuszek jest pięknym ptaszkiem z ognistą sterówką, który zasiedla ruiny. Jak piszą autorzy tej książki, nie był to komplement dla ich domu.


Przewracamy tekturowe kartki dalej i naszym oczom ukazuje się szpak stroszący pióra. Tak w sumie, to tych szpaków jest aż sześć. Jeden jest autorstwa pani Ewy, drugi, trzeci i czwarty pana Pawła, piąty został narysowany przez Hanię, a szóstemu szpakowi zrobiono zdjęcie i właśnie ta fotografia trafiła do książki.


Następnie widzimy sikory. Sikory bogatki, sikorę ubogą i sikory modre. Czytamy, że te ostatnie zwane są również modraszkami. Gdy tylko autorzy tej książki dostali "ptasie pyzy", sikory podleciały do kulek z ziarnami i zostały w ogrodzie państwa Pawlaków już na zawsze! Dowiadujemy się także, iż ten gatunek lubi siedzieć na tej samej gałęzi, na której niegdyś wisiały wspomniane już "pyzy".


I tak przewracając kolejne strony dotrzemy do ostatniego, dwudziestego ptaka i będziemy chcieli jeszcze raz obejrzeć tę książkę, gdyż jest ona tak piękna, że aż w głowie się nie mieści! Mnie najbardziej podobają się mazurki. Mogłabym wpatrywać się w nie długi, a nawet bardzo długi czas. Jak sam tytuł wskazuje, te mazurki nie są ciastami, lecz ptaszkami, rzecz jasna. Dodałam to tak dla pewności, abyście nie myśleli, że atlas leży na boku, a ja zachwycam się ciastem!


Uwielbiam obserwować ptaki, i te za oknem, a od teraz i te w książce państwa Pawlaków. Już sam koncept jest wspaniały, a wykonanie... pierwsza klasa! Chyba wszyscy wiedzą, jak mistrzowskie ilustracje wykonuje ten duet! Tym razem pan Paweł chwycił za pędzel, pani Ewa za nożyczki i tadam! Dołączyła do nich również Hania, która złapała za kredki.


"Mały atlas" to lektura kierowana zarówno do miłośników ptaków, jak i wielbicieli dobrych ilustracji! Każdy będzie zadowolony z tej książki, obiecuję!


A ja zachęcam Was do obserwowania ptaków. Tych za oknem, ale również tych na ilustracjach.

Tytuł - Mały atlas ptaków Ewy i Pawła Pawlaków
Tekst i ilustracje - Ewa Kozyra-Pawlak i Paweł Pawlak
Rysunki - Hania Cisło
Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Warszawa 2017

sobota, 4 lutego 2017

Ignatek szuka przyjaciela - czyli pod ziemią i pod tęczą

Ignatek to kościotrupek, który boi się, że już do końca swego istnienia będzie bawił się tylko z Berkiem. Nie będzie miał innego przyjaciela, a jak mu wypadł ząb... wszyscy będą się go bać.
Pewnego dnia trupek spotyka rudą dziewczynkę, która zakopuje w ziemi swojego mleczniaka. Ignatek prosi ją, aby dała mu tego zęba i wyjaśnia całą sprawę. Poznacie tę sprawę, gdy przeczytacie arcydziełko Pawła Pawlaka.


Rudowłosa dziewczynka odda mu swój ząbek, ale stawia mu warunek. Musi on znaleźć jej prawdziwego przyjaciela. I właśnie tak zaczynają się przygody i zabawy Ignatka i Rudej.

W pierwszej kolejności, dziewczynka pokazuje szkieletkowi swój kolorowy świat, a on jest nim zachwycony. Jako drugi krok przyjaźni, Ignatek pokazuje Rudej swój ciemny, ponury, lecz także piękny świat.

Pan Pawlak zawarł w swojej książce zderzenie dwóch światów. Pisząc tę poczytajkę, autor myślał o dzieciach najmłodszych. Tekst i ilustracje są dopasowane właśnie pod te "maluchy", ale myślę, że bez problemu przyciągną też uwagę nieco starszych czytelników.

Już wcześniej zdradziłam, że czytadełko ma ilustracje nie tylko na okładce, ale również w środku. Obrazki do tej książki wykonał sam pan Paweł Pawlak i są to zeskanowane, bądź sfotografowane wycinanki! Chyba nie ma takiej osoby, której nie podobałyby się te ilustracje! Choć oryginalne zrobione są z papieru i szmatek, to i te z książki przemawiają do każdego czytelnika. Naprawdę, świetne ilustracje pan Paweł wykonał!


Ja miałam to szczęście i mogłam zobaczyć te obrazki na żywo, no i musze przyznać, że Nasza Księgarnia ma wspaniałą drukarnię. Nic nie jest w nich zmienione. Patrząc na nie, widzimy trójwymiarowość wycinanek autorstwa pana Pawlaka.

Proszę sprawdzić, kto to jest ten Berek i czy na Waszym miejscu, zasługuje na miano prawdziwego przyjaciela.

"Wziąłem ją za rękę i poszliśmy w drugą stroną".

Każdy chciałby znać dokładnie - tytuł: Ignatek szuka przyjaciela; autor tekstu i ilustracji: Paweł Pawlak
Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Warszawa 2015