Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Edgar Bąk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Edgar Bąk. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 lipca 2018

Mam prawo i nie zawaham się go użyć - czyli dzieci nie ryby i swój głos mają


Czy wszystkie dzieci znają swoje prawa? Skąd takie zdziwienie w oczach niektórych z nich? Czyżby nie wiedziały, że mają nie tylko obowiązki, ale również przysługują im prawa, które muszą przestrzegać inni? W takim razie trzeba to koniecznie wyjaśnić! Na całe szczęście z pomocą w postaci książki "Mam prawo i nie zawaham się go użyć" nadchodzi niezwykle zgrana para - Joanna Olech i Edgar Bąk. Zacznijmy naszą podróż z Czerwonym Kapturkiem i jego przyjaciółmi!

Ups, chyba troszeńkę się zapędziłam. Już wszyściutko tłumaczę. Czerwony Kapturek to przesympatyczna dziewczynka (w całkiem niezłych trampkach), która zna się na prawach dzieci jak mało kto! Wszystkie te prawa ma pięknie wykaligrafowane na rulonie papieru i wyciąga je w odpowiednim momencie! Kapturek ma także wspaniałych rodziców, z którymi ma świetną, partnerską relację. Nasza bohaterka jest niezwykle pomocna. Nie tylko gromadce swoich przyjaciół. Sami przyznajcie, cud-dziewczyna z tego Kapturka!


Książka "Mam prawo i nie zawaham się go użyć" jest podzielona na dziewięć rozdziałów. Każdy z rozdziałów opowiada o historiach różnych dzieci, a nieliczne nawet i o dorosłych. Ja przedstawię Wam trzy rozdziały (i to w dużym skrócie). Przygotujcie się na czeredę nieszablonowych zdarzeń!

Pewnego pięknego dnia zza drzwi jednych z domów na ulicy Żurawinowej wyszła piegowata dziewczynka z czerwonym kapturkiem na głowie. Wzrok każdego spacerowicza przechodzącego obok naszego Kapturka spoglądał na jej nowiusieńkie, olśniewające, czerwone trampki. Owa dziewczynka właśnie niosła chorej babci koszyk pełen pysznych smakołyków oraz najnowszy numer tygodnika "Twój komputer". Kiedy Czerwony Kapturek szedł do domku babci leśną dróżką, zupełnie niechcący cisnął szyszką w Wilka. O dziwo Wilk wcale się nie zezłościł, chciał tylko 'przytulić' dziewczynkę. Na całe szczęście Kapturek była myślącym dzieckiem i od razu zadzwoniła po babcię. Wilk dostał niezłą fangę w nos, a gdy się przebudził, ujrzał tylko napis:

Nikt nie ma prawa
krzywdzić dziecka, ani
dotykać go w sposób,
który je zawstydza,
przeraża, wprawia
w zakłopotanie.

Podpisano: Rzecznik praw dziecka

i już go nie było!


Następna historia wydarza się w okresie Świąt Bożego Narodzenia. Choć zapadał zmrok, całe miasteczko wprost błyszczało od świątecznych ozdób! Tata poprosił Kapturka wpatrzoną w światełka na choinkach w ogródkach sąsiadów o kupienie w pobliskim spożywczaku grzybów do uszek oraz odebranie od szewca butów należących do mamy. Jak się zapewne domyślacie, dla dziewczynki nie był to żaden problem. Każda okazja na wpatrywanie się w udekorowane witryny na wystawie cukierni była doskonała.


Kilkanaście minut później, dziewczynka wartkim krokiem wracała do domu. Właśnie wtedy spostrzegła bardzo dziwną kupkę łachmanów. Spod nim wystawały bose stopki. Jak się po chwili okazało, pod tymi łachmanami chowała się pewna dziewczynka. W jej ręce znajdowały się zapałki. Tata nie pozwolił wracać jej od domu, dopóki nie sprzeda wszystkich. Nasza Kapturek miała dobre serduszko - od razu wyjęła świeżo naprawione buty, kazała je włożyć dziewczynce i zabrała ją do domu. Tam dziewczynka z wielkim apetytem pochłaniała kolejne talerze zupy. Po chwili Kapturek szybciutko rozwinęła papierowy rulon z napisem:

Nikomu nie wolno
bić dziecka. Ani zmuszać
do pracy, która szkodzi
jego zdrowiu, rozwojowi,
edukacji. Dzieciom
przysługuje prawo
do dobrego traktowania
i godziwych
warunków życia.

Podpisano: Rzecznik Praw Dziecka

Kiedy dziewczynka opowiadała o tym, jak źle traktowana jest w domu, rodzice Czerwonego Kapturka raz-dwa chwycili za słuchawkę telefonu i wykręcili numer do Rzecznika. A co się wydarzyło później? To musicie odkryć sami.


Przeskoczmy teraz rozdział trzeci i przenieśmy się do rozdziału... Hmn, trudno wybrać. O, przenieśmy się do rozdziału ósmego. Otóż w miejscowości o nazwie Gorzów Wielkopolski mieszkała pewna Eurosierotka Marysia. Eurosierotka to dziewczynka, która ma oboje rodziców, tylko że to tak, jakby ich nie miała, bo wyjechali z kraju na zarobek. I Marysia musiała zostać z babcią. Z babcią nie było jej aż tak źle, ale gdy inne dzieci chodziły na lody z rodzicami, Marysia musiała siedzieć w babcinej kuchni. Nauka też szła jej dość opornie, bo zamiast się uczyć, cały czas wpatrzona w komórkę czekała na wiadomość od rodziców. A wiadomości przychodziły coraz rzadziej, raz w miesiącu, a to też nie zawsze. Pewnego dnia Marysia odczytała na swoim telefonie, że rodzice się rozstają. Za jakiś czas po dziewczynkę przyjechał tata i w tajemnicy przed mamą zamieszkał ze swoją córką w domku akurat przy ulicy Żurawinowej. Miał pecha, nie sądził, że trafi na tak myślącą sąsiadkę jak Kapturek. Kiedy tylko nasza dzielna bohaterka ujrzała nowych sąsiadów, pobiegła do kuchni przygotować świeże bułeczki na przywitanie. Za godzinkę Kapturek stała już pod drzwiami Marysi. Dzwoniła i dzwoniła, ale nikt nie otwierał. Widząc, że dzwonienie nic nie daje, położyła wypieki przed drzwiami i napisała karteczkę "Witamy". Na drugi dzień ujrzała Marysię w drodze do szkoły. Dowiedziała się, że dziewczynka nie może otwierać drzwi, bo jest tutaj nielegalnie. Wtedy Kapturek - szast-prast - rozłożyła rulon z napisem:

Dziecko ma prawo
do opieki obojga
rodziców, o ile żadne
z nich nie krzywdzi dziecka.
Jeśli rodzice
mieszkają w różnych
krajach, dziecko ma
prawo pozostawać
w kontakcie z obojgiem.

Podpisano: Rzecznik Praw Dziecka

Po przeczytaniu tych słów Marysia nie zastanawiała się ani chwili dłużej, niezwłocznie zatelefonowała do mamy.


Zapewne po zapoznaniu się z tymi trzema historiami nie macie wątpliwości, że dzieci powinny znać swoje prawa, prawda? Nie chodzi tutaj o to, aby nosić w kieszeni wszystkie je zapisane na papierowym rulonie tak, jak Czerwony Kapturek. Wystarczy, że będziemy wiedzieć, jak zachować się w podobnych sytuacjach. Dowiemy się także, że kiedy w naszej rodzinie pojawi się jakiś duży problem, zawsze możemy zadzwonić pod Telefon Zaufania lub też skierować się z prośbą do osoby tak mądrej, jak na przykład nasza Kapturek. Bo każdy problem da się rozwiązać, trzeba tylko wiedzieć, w jaki sposób!


Dzisiejsza lektura w lekki sposób ujmuje bardzo trudny temat. Świetnie pokazuje, że powiedzenia typu "Dzieci i ryby głosu nie mają" to bardzo aroganckie i bałamutne słowa, jakie możemy usłyszeć! Ale pojawiają się też tutaj momenty, kiedy nasza buzia już nie może wytrzymać w poprzedniej pozycji i po prostu musi się uśmiechnąć! Idealnym przykładem będzie pierwsze zdanie naszej książki - "Dawno, dawno temu (dokładnie w zeszły wtorek), nie za górami, za lasami, tylko na ulicy Żurawinowej pod numerem 13 otworzyła się zielona furtka i wyszła z niej niewielka dziewczynka". Czyż to nie brzmi zachęcająco? W sumie nic dziwnego, autorką tekstu jest przecież Joanna Olech, której pióro potrafi wyczarować prawdziwe cudeńka!


Za pozycją "Mam prawo i nie zawaham się go użyć" stoi jeszcze jedna bardzo ważna osoba. Jest nią Edgar Bąk, rozchwytywany grafik i ilustrator, który ma niezwykle oryginalny sposób ilustrowania. Otóż pan Edgar ilustruje poprzez odejmowanie, czyli skończona ilustracja zawiera tylko niezbędne elementy. Trzeba przyznać, że całkiem nieźle to wygląda! Każdą z ilustracji w tej książce można by ocenić jako plakat. Pani Joasia i pan Edgar to naprawdę zgrany duet!

Myślę, że "Mam prawo i nie zawaham się go użyć" doskonale nadaje się do czytania w gronie rodzinnym. Wykorzystajcie tę okazję!

Tytuł - Mam prawo i nie zawaham się go użyć
Tekst - Joanna Olech
Ilustracje - Edgar Bąk
Wydawnictwo WYtwórnia, Warszawa, 2014

piątek, 1 grudnia 2017

Rok - czyli 81 książek i jeden kalendarz


Rok to 365, a czasem i 366, dni. Rok to 52 tygodnie. Rok to 12 miesięcy. Ten rok to 81 książek na CzyTa Mai!




Och, jak ten czas szybko leci! Wiecie, że CzyTa Maja obchodzi dziś swoje pierwsze urodziny? Od równego roku jestem książkową blogerką. Muszę przyznać, że był to wspaniały rok, gdyż od 1 grudnia 2016:
  • poznałam wiele super-fajnych osób;
  • byłam na Targach Książki - i tych Warszawskich, i tych Krakowskich;
  • uczestniczyłam w kilku warsztatach;
  • odwiedziłam ważne dla mnie księgarnie kameralne;
  • powąchałam ogromną ilość książek;
  • udzieliłam pierwszego w życiu wywiadu (możecie przeczytać go tutaj) i wciąż nie mogę w to uwierzyć, choć od jego opublikowania minęły już ponad cztery miesiące!
  • opowiadałam o książkach na antenie radiowej Trójki, RDC oraz Polskiego Radia Dzieciom.



Przez ten rok bardzo się zmieniłam, sporo urosłam i... zaczęłam dużo więcej czytać!




Teraz przejdźmy już do... no właśnie, dziś troszkę Was zaskoczę. Otóż jestem (prawie) pewna, że gdy usłyszycie wyraz rok, do głowy automatycznie wpada Wam słowo kalendarz. Jak już wcześniej wspomniałam, minął rok z CzyTa Mają, więc dzisiaj napiszę właśnie o kalendarzu! Lecz nie o takim zwykłym kalendarzu, bo o egzemplarzu ilustrowanym przez 12 grafików! Już sama okładka przyciąga wzrok i zapada w pamięć, a środek to już magia!




Zapewne większość z Was nie wyobraża sobie życia bez kalendarza, ściennego również. Ale gdy już kupujemy kalendarz, to najlepiej, aby cieszył oko. W końcu będziemy na niego patrzeć przez cały rok! Wydawnictwo WYtwórnia idzie nam z pomocą. Do tego, aby "Kalendarz 2018", bo o nim mowa, był wyjątkowy, przyczynili się: Ada Buchholc (styczeń), Piotr Młodożeniec (luty), Marta Kopyt (marzec), Anna Niemierko (kwiecień), Monika Hanulak (maj), Małgorzata Gurowska (czerwiec), Małgorzata Nowak (lipiec), Patryk Mogilnicki (sierpień), Agata Królak (wrzesień), Edgar Bąk (październik), Robert Czajka (listopad) oraz Grażka Lange (grudzień i okładka), czyli krótko - wielka dwunastka!




Z owej wielkiej dwunastki miałam okazję poznać dwie osoby, Monikę Hanulak i Grażkę Lange, więc napiszę troszeczkę o tych dwóch paniach. Pani Monika to bardzo skromna, ciekawa i pomysłowa osoba! Natomiast pani Grażka jest kobietą z otwartą głową i niezwykłym poczuciem humoru. Można powiedzieć, że pani Lange ma trzy wcielenia, gdyż przedstawia się - Grazia, studenci zwracają się do niej - Pani Profesor, a na książkach, jako autorka, podpisuje się - Grażka. Zauważyłam, że obie panie się kumplują.


A, i jeszcze jedno! Wy również możecie znaleźć się w gronie wielkiej dwunastki, gdyż styczeń 2019 jest cały bielutki. To Wasze 'pole do popisu'!


Jestem bardzo ciekawa, co porabiali wspomniani ilustratorzy w wieku jedenastu lat... Pani Wydawczyni również :-)

Tytuł - Kalendarz 2018
Ilustracje - Ada Buchholc, Piotr Młodożeniec, Marta Kopyt, Anna Niemierko, Monika Hanulak, Małgorzata Gurowska, Małgorzata Nowak, Patryk Mogilnicki, Agata Królak, Edgar Bąk, Robert Czajka, Grażka Lange
Wydawnictwo WYtwórnia, Warszawa 2017

niedziela, 15 października 2017

Ilustrowany elementarz polskiego dizajnu - czyli od 1918 do 2017 w świetnym wydaniu


Czy wiecie, w którym roku Zofia Stryjeńska wymyśliła swojego drewnianego Smoka Wawelskiego; jak powstało Ptasie Mleczko; jaką nazwę mają ołówki, które zdobyły złoty medal podczas światowej wystawy w Paryżu i do czego służą urny Kosaka? Jestem przekonana, że nie!


Zapewne chodzi Wam teraz pewne pytanie po głowie, a brzmi ono tak - skąd ja to wiem? Taką wiedzę można nabyć, kiedy przeczyta się książkę noszącą tytuł "Ilustrowany elementarz polskiego dizajnu". Myślicie teraz, że już pisałam o tej książce, prawda? Drobny błąd, gdyż recenzowałam "Ilustrowany elementarz dizajnu"! No, to tylko jeden wyraz, każdemu mogło się pomylić.


Odpowiem Wam na pytania zadane kilka chwil temu. Smok Wawelski Zofii Stryjeńskiej, księżniczki polskiego malarstwa (bo tak ją nazywano) został zaprojektowany (przez naszą malarkę, rzecz jasna) w 1918 roku.


Wielu z Was, jeżeli nie wszyscy, jadło kiedyś Ptasie Mleczko. Dawno, dawno temu Jan Wedel, słynny cukiernik, wrócił z podróży po Francji i zainspirowany tamtejszymi specjałami wymyślił ten oto przysmak. Nie jestem pewna, czy znacie świetne ołówki techniczne o nazwie Polonia, ale z pewnością wiecie już, jakie zdobyły wyjątkowe trofeum!


A teraz ostatnia odpowiedź - w urnach Bogdana Kosaka umieszcza się prochy zmarłych. Urna raczej kojarzy się niewesoło, ale czy pocieszę Was, jeżeli dodam, że te od Kosaka są bardzo kolorowe i mają ciekawe kształty? Mam taką nadzieję.


Jestem ciekawa, czy zastanawiacie się, czemu napisałam 'od 1918 do 2017'. Już wyjaśniam. Otóż pierwszy przedmiot opisywany w tej książce (czyli znany Wam już Smok Stryjeńskiej) powstał w 1918 roku, a ostatni (koszulki Pan Tu Nie Stał) w 2017. Skróciłam to wszystko o kilka wyrazów, dodałam trzy i włala! Tytuł recenzji już gotowy!


Rzecz, która najbardziej spodobała mi się w tej książce i bardzo chciałabym ją mieć to stylowe okulary Massada! Bardzo pięknie prezentują się na nosie narysowanej przez Mariannę Sztymę pani i myślę, że na moim piegowatym również ładnie by wyglądały. O rajuśku, prawie zapomniałam o jednej z najważniejszej rzeczy o tej książce!


Tak jak pierwsza część, ta również została zilustrowana przez 25 ilustratorów i każdy z nich wykonał po cztery ilustracje! A oto oni: Jacek Ambrożewski, Edgar Bąk, Maciek Blaźniak, Katarzyna Bogucka, Ada Buchholc, Iwona Chmielewska, Robert Czajka, Agata Dudek, Emilia Dziubak, Małgorzata Gurowska, Monika Hanulak, Marta Ignerska, Tymek Jezierski, Paweł Jońca, Agata Królak, Grażka Lange, Piotr Młodożeniec, Patryk Mogilnicki, Anna Niemierko, Ola Niepsuj, Marianna Oklejak, Paweł Pawlak, Dawid Ryski, Marianna Sztyma i Ola Woldańska-Płocińska.


Dobrze, teraz dokończę historię o stylowych okularach Massada. Zaprojektowała je Katarzyna Łupińska i chodzą w nich panie z Tokio, Paryża i Londynu, jednak mało kto wie, że to polski produkt. Oprawki robione są ręcznie w Anglii z najlepszych materiałów. Są one okrągłe, więc osobom już w pełni dojrzałym przypominają filmy z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych! Bardzo ciekawe są również okulary przeciwsłoneczne Massady, gdyż mają niepowtarzalny kolor szkieł! Malowane są one ręczne w zakładzie pod Warszawą! Chciałabym móc kiedyś skusić się na jedną sztukę!


Nasz "Elementarz" kierowany jest również do osób nieco starszych. Może przypomnieć im kotwicę PW, grę "Hodowla zwierzątek" (dzisiaj - "Superfarmer") czy też słynną książkę Jana Wojeńskiego "Technika liternictwa".


"Ilustrowany elementarz polskiego dizajnu" to książka trzy w jednym (pomijając tę trójkę: kapitalny koncept, niesamowite ilustracje i świetny tekst): dowiadujemy się o historii bardzo ciekawych przedmiotów, możemy powspominać dawne czasy i znaleźć rzecz, którą warto mieć!


Muszę dodać, że Ewa Solarz nie była tutaj jedyną autorką tekstu! Zaprosiła do współpracy Agnieszkę Kowalską, dziennikarkę i autorkę książki "Hej, Szprotka!" oraz Agatę Szydłowską, historyczkę dizajnu. Jak dowiadujemy się z tekstu Ewy Solarz, lista przedmiotów, które zasługują na uwagę była jeszcze dłuższa niż spis rzeczy opisanych już w "Elementarzu"!


A Wy pooglądajcie 100 ilustracji, przeczytajcie 100 historii i spędźcie czas z rodziną, bo to książka (jak już wcześniej wspominałam) dla dorosłych i dla dzieci!

Tytuł - Ilustrowany elementarz polskiego dizajnu
Tekst - Ewa Solarz, Agnieszka Kowalska, Agata Szydłowska
Ilustracje - Jacek Ambrożewski, Edgar Bąk, Maciek Blaźniak, Katarzyna Bogucka, Ada Buchholc, Iwona Chmielewska, Robert Czajka, Agata Dudek, Emilia Dziubak, Małgorzata Gurowska, Monika Hanulak, Marta Ignerska, Tymek Jezierski, Paweł Jońca, Agata Królak, Grażka Lange, Piotr Młodożeniec, Patryk Mogilnicki, Anna Niemierko, Ola Niepsuj, Marianna Oklejak, Paweł Pawlak, Dawid Ryski, Marianna Sztyma, Ola Woldańska-Płocińska
Wydawnictwo Wytwórnia, Warszawa 2017

***

Aktualizacja (21 października 2017):
Jeżeli przeczytaliście tę recenzję wcześniej, należy się Wam krótkie wyjaśnienie dotyczące tytułu posta.
Dopiero dziś przeglądając po raz kolejny "Elementarz", zauważyłam, że popełniłam gafę i należy się Wam wyjaśnienie.
"Ilustrowany elementarz polskiego dizajnu" w wersji elektronicznej, którą otrzymałam przed korektą, kończył się na koszulkach Pan Tu Nie Stał z 2015 roku, a wydanie książkowe zamyka rok 2017. Gdy przywiozłam go z Warszawy, nie spojrzałam na ostatnią stronę i opublikowałam post z błędem, więc tytuł powinien brzmieć - "Ilustrowany elementarz polskiego dizajnu - czyli od 1918 do 2017 w świetnym wydaniu".