Maja Sołtysik. Czternastolatka. Czyta i wącha. Książki, rzecz jasna. A potem o nich pisze.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Muchomor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Muchomor. Pokaż wszystkie posty
sobota, 25 sierpnia 2018
Alfabet polski - czyli polskie paremie dla ciekawskich
Jestem przekonana, że każdy z nas zna alfabet. A jak Althamer, B jak Boznańska, C jak czekolada. Kim był Althamer? Jakim szczegółom przypatrywała się Boznańska? Gdzie i kiedy czekolada Wedel stała się popularna? Być może część z Was zna już odpowiedzi na te pytanie, ale bardzo możliwe, że wśród nas znajdują się i tacy, którzy tych odpowiedzi nie znają. Dlatego już spieszę z odpowiedziami!
A jak Althamer. Pewien rzeźbiarz, Paweł Althamer, nie tylko dłubał dłutami w glinie. Wymyślał również nieszablonowe wydarzenia, które przyciągały uwagę wielu osób. Przykład? Bardzo proszę. Na początku 2000 roku, aby uczcić nowe tysiąclecie, Althamer poprosił mieszkańców pewnego warszawskiego bloku, aby o ustalonej godzinie niektórzy zgasili, a niektórzy zapalili światło w swoich pokojach. W ten sposób blok stworzył „wyświetlacz” z cyframi 2000. Wyszło to naprawdę nieźle.
B jak Boznańska. To jedna z najsłynniejszych (jeśli nie najsłynniejsza) z polskich malarek. Pani Olga tworzyła obrazy, przede wszystkim portrety, realistycznymi machnięciami pędzli. Zwracała uwagę na każdy drobny szczegół. Tymi szczegółami były na przykład piegi na policzkach, koronki na rękawach sukni czy też nawet długość paznokci modela czy modelki. Zdradzę Wam, że w moim pokoju wisi plakat, na którym widnieje „Dziewczynka z chryzantemami”. Codziennie mogę patrzeć na kreskę mistrzyni.
C jak czekolada. Moją ulubioną jest gorzka z żurawiną. Mniam! Czy Wy też uwielbiacie czekoladę? Karol Wedel był jej ogromnym wielbicielem. W dziewiętnastym wieku postanowił założyć cukiernię przy ulicy Miodowej w Warszawie, aby móc podzielić się smakiem czekolady z innymi mieszkańcami Warszawy. Zapach kakaowej słodyczy rozniósł się z zadziwiającą prędkością! Cukiernia cieszyła się ogromną popularnością, a marka Wedel produkuje czekoladę do dziś.
Teraz przeskoczmy trzy litery i wylądujmy w świecie G. G jak gronostaj. Pamiętacie słynny obraz pewnej damy autorstwa Leonarda da Vinci? Myślicie teraz o „Damie z łasiczką”? Ha, i tu Was zaskoczę! Nie jest to „Dama z łasiczką”, a „Dama z gronostajem”. Historycy sztuki odkryli, że sportretowana kobieta nie trzyma w rękach łasiczki. Namalowane zwierzę to gronostaj.
H, I, J... K! K jak krasnale wrocławskie. Niektórzy twierdzą, że krasnale towarzyszyły Wrocławiowi od zawsze, inni mówią, że przybyły do niego dopiero w latach osiemdziesiątych. Wszyscy są zgodni z jednym - odnajdywanie krasnali jest wielką frajdą. Jest ich już ponad 250, a grono naszych śmieszków w czapeczkach cały czas rośnie.
Zajmijmy się teraz literką N. N jak Noc Świętojańska. Czy wśród nas znajduje się ktoś, kto nie lubi obserwować piękna lasu? Dawno temu, w Noc Świętojańską, na brzegach rzek zbierały się tłumy. Później wszyscy razem wyruszali właśnie do lasu. Tam zbierano zioła, śmiano się i tańczono, najodważniejsi szukali legendarnego kwiatu paproci, ponieważ wierzono, że jeśli się go odnajdzie, zapewni on bogactwo. Kobiety puszczały na rzekach wianki. Trwała huczna zabawa do białego rana!
Niezłą zabawą będzie także odczytywanie i dowiadywania się historii o Polsce. O Polsce od A do Z. Zaczynamy od Althamera, a kończymy na Złotej Żabie. „Alfabet polski” jest przewodnikiem po naszym kraju w pięćdziesięciu czterech hasłach. Dla małych i dużych! Odpowiadają za niego trzy panie. Interesujący tekst to sprawka Anny Skowrońskiej, a barwne i zabawne ilustracje wykonały Agata Dudek i Małgorzata Nowak, które tworzą Acapulco Studio. Trzeba przyznać, że wyszło im to naprawdę ciekawie.
To pozycja, która łączy pokolenia. Czytajmy więc ją wspólnie!
Tytuł - Alfabet polski
Tekst - Anna Skowrońska
Ilustracje - Agata Dudek, Małgorzata Nowak / Acapulco Studio
Wydawnictwo Muchomor, Warszawa, 2015
niedziela, 7 stycznia 2018
Coco i jej mała czarna sukienka - czyli historia rewolucjonistki mody
Ale mnie te biografie wciągnęły! Tydzień temu opisywałam biografię Konstancji Czirenberg, a dziś przyszła pora na Coco Chanel! Jestem (prawie) pewna, że wszystkie damy miały przyjemność chodzić w prostej, estetycznej, urokliwej, małej czarnej sukience. Jednak nie wszystkie damy, w szczególności te młode, wiedzą, kto wymyślił tę, jakże wytworną, sukienkę. Już pędzę z wyjaśnieniem! Sukienkę tę wymyśliła i zaprojektowała Coco Chanel.
Już w wieku jedenastu lat, dziewczynka potrafiła świetnie robić na drutach, szydełkować, haftować, cerować i łatać! Coco miała 'dwie prawe' ręce do takich spraw. Ale w sierocińcu nie doceniano twórczych umysłów. Tam, wszystkie dzieci musiały chodzić jak w zegarku. Nie było czasu wolnego, (tak ważnych przecież!) rozmów czy też rozmyślania o przyszłości. Ciężka praca - tak wyglądało życie dziewczynek w domu dziecka.
Kiedy Coco była już dorosłą kobietą, przeprowadziła się do... zamku! Nie zdradzę Wam tego, w jakich okolicznościach się tam znalazła - mam nadzieję, że dowiecie się o tym sami sięgając po tę książkę! To właśnie w zamku zetknęła się z modą osób bogatych. Zauważyła, że dostojne damy zakładają przeogromne kapelusze, wąskie gorsety i bufiaste suknie. W tym ciężkim i niepraktycznym stroju, kobiety miały problemy z poruszaniem się. Coco Chanel wiedziała, że musi to zmienić!
Aby zaaklimatyzować się z innymi, Coco postanowiła nauczyć się jeździć konno. Pożyczyła spodnie od stajennego i rozpruła je, żeby zobaczyć, jak są uszyte. Później przygotowała nową parę dla siebie. Coco trenowała, trenowała i jeszcze raz trenowała, mimo wielu przykrych komentarzy. Lecz nie myślcie sobie, że Coco jeździła tak, jak inne kobiety - w pozycji amazonki (obie nogi po tej samej stronie). Coco chciała jeździć tak, jak mężczyźni. Dziewięćdziesiąt dziewięć razy jej nie wyszło, lecz za setnym razem się udało. Kiedy już nauczyła się jeździć, mogła wpasować się w tłum galopujących mężczyzn, czego zazdrościły jej dostojne damy.
Coco bliżej poznała zamożne kobiety i ich problemy. Na początek postanowiła stworzyć poręczne słomkowe kapelusze. Zawsze inspirowała ją prostota. Wkrótce otworzyła cieszący się popularnością butik z kapeluszami, nie tylko tymi słomkowymi. Gdy projektantka skradła serca kobiet, zaprojektowała oraz uszyła wygodne i skromne sukienki. Sukienki, w których można robić wszystko - począwszy od tańca, a skończywszy na jeździe na rowerze. Udało się! Właśnie w ten sposób powstała słynna 'mała czarna'. Potem przyszedł czas na rewolucję w świecie perfum. Coco przygotowała perfumy Chanel No. 5, które okazały się nieśmiertelne!
Droga Coco Chanel do sławy była kręta i wyboista. Nikt nie zaprzeczy temu, że miała ona mocno pod górkę! Jednak mimo tego, została najsłynniejszą projektantką mody. Dla niej nie istniało słowo 'niemożliwe'. Dowodem tego jest wyzwolenie kobiet w gorsetów i ubranie je w spodnie oraz 'małe czarne'. Coco nigdy nie mówiła nigdy!
Annemarie van Haeringen nie tylko tę książkę napisała, również ją zilustrowała. Zilustrowała ją w prosty, ale zapadający w pamięć sposób. Upodobniła tutaj swoją kreskę do estetyki dziecka. Do estetyki dziecka, która odgrywa przecież tak znaczącą rolę w ilustracji.
Książka ta jest idealną lekturą na prezent, nie tylko dla małej fanki mody!

Tytuł - Coco i jej mała czarna sukienka
Tekst i ilustracje - Annemarie van Haeringen
Przekład - Agnieszka Bienias
Wydawnictwo Muchomor, Warszawa 2017
niedziela, 31 grudnia 2017
Bałtycka Syrena - czyli opowieść o Konstancji, niezwykłej gdańszczance
Jan Czirenberg z niecierpliwością czekał na piątego potomka. Nie miał żadnych wątpliwości, że jego żona urodzi piątego syna. Nawet nie brał pod uwagę tego, że jego dziecko mogłoby być córką. Do tej pory żona Jana rodziła samych synów. No właśnie, do tej pory. Piątym dzieckiem państwa Czirenbergów była dziewczynka, urocza Konstancja.
Konstancja była obdarzona wieloma talentami - świetnie grała na organach, cytrze i klawikordzie, miała przepiękny głos, malowała znakomite obrazy, umiała posługiwać się wieloma językami i wspaniale haftowała, a na dodatek miała niezwykle piękną urodę. Jej jasne włosy i zielone oczy przykuwały uwagę każdego, zresztą tak samo, jak jej śpiew. W Gdańsku nie było nikogo, kto nie słyszałby o anielskim głosie Konstancji Czirenberg.
Gdy dziewczynka skończyła już 15 lat, jej rodzice zdecydowali, że trzeba wysłać ją na bal karnawałowy. Konstancja wyróżniała się na tle partycypantów balu swoją suknią, urodą oraz dobrym wychowaniem. Jako jedna z niewielu, jadła nożem i widelcem. Praktycznie wszyscy "kości rzucali pod stół, a brudne palce wycierali w obrus".
Chodziło wiele plotek o Konstancji. Mówiono, że córka Czirenbergów jest syreną - ma syrenią urodę i syreni głos. Brakowało jej tylko ogona. Zapewne wiecie, że jeśli syrena kogoś pokocha, ten będzie miał nieszczęście do końca życia.
Ale czy Konstancja naprawdę była syreną? A jeśli tak, to czy zrzuciła na kogoś klątwę nieszczęścia? Tego Wam nie zdradzę. Odpowiedź na to pytanie poznacie sięgając po książkę "Bałtycka Syrena" Anny Czerwińskiej-Rydel oraz Marty Ignerskiej.
Nikt nie zaprzeczy temu, że Konstancja Czirenberg była wyjątkowa, pod każdym względem. Konstancja była dziewczyną o ogromnym potencjale. Była dziewczyną, która wyznaczyła sobie cel i dzielnie do niego dążyła. Dziewczyną, która się nie poddawała, mimo wielu przykrych komentarzy. Dziewczyną, z której trzeba brać przykład. Dziewczyną, którą każdy powinien poznać, niezależnie od tego, czy wierzy w Bałtyckie Syreny, czy też nie.
Książka ta podzielona jest na dwie połowy. Pierwszą część, należącą do Marty Ignerskiej, wypełniają ilustracje. Drugą, należącą do Anny Czerwińskiej-Rydel - słowa. Nietypowo zacznijmy od drugiej połowy. Pani Anna, jak zresztą zawsze, nie zawiodła nas. Wspaniały pomysł, ciekawa postać i ten rozpoznawalny dla niej język, dzięki któremu jej teksty czyta się z wypiekami na twarzy, bez żadnych przerw. Nie sposób oderwać od niej wzrok!
Przejdźmy teraz do pierwszej części. Gdybym otworzyła tę książkę, nie spoglądając na imię i nazwisko osoby wykonującej ilustracje, od razu wiedziałabym, że to Marta Ignerska zilustrowała tę książkę! Już po samej okładce widać, że to ta Pani jest odpowiedzialna za rysunki. Tym razem w ilustracjach Pani Marty zagościły niedopowiedzenia. Dzięki nim możemy uchylić drzwiczki pokoju, w którym mieszka nasza wyobraźnia, jednak po przeczytaniu tekstu, warto po raz drugi wrócić do połowy Marty Ignerskiej, aby upewnić się, czy nasza wyobraźnia się myliła, czy też nie.
A Wy, Drodzy Czytelnicy, zapamiętajcie - bez względu na to, z jak przykrymi komentarzami się spotykacie, zawsze trzeba robić swoje i dzielnie dążyć do celu!
Tytuł - Bałtycka Syrena
Tekst - Anna Czerwińska-Rydel
Ilustracje - Marta Ignerska
Wydawnictwo Muchomor, Warszawa 2014
Tekst - Anna Czerwińska-Rydel
Ilustracje - Marta Ignerska
Wydawnictwo Muchomor, Warszawa 2014
* * *
Dziś ostatni dzień w 2017, dlatego też chciałabym życzyć Wam szczęśliwego Nowego Roku, pełnego cudownych i pachnących książek!
A, jeszcze jedno. Nie strzelajcie w Sylwestra, pomyślcie o zwierzakach! Przecież mamy zimne ognie :)
niedziela, 29 października 2017
Lustra Johanny - czyli znakomite odbicie
Christian Heinrich Trosiener był przekonany, że urodzi mu się syn i nada mu imię Johann. Jednak czasem przekonanie może mylić, i tak stało się również w tym przypadku. Na świat przyszła dziewczynka. Żona pana Christiana, Elżbieta, nie wiedziała, co ma powiedzieć swojemu mężowi, radośnie wchodzącemu do pokoju, w którym znajdowało się jego dziecko. Na całe szczęście z pomocą nadeszła Kasia, służąca państwa Triosienierów! Powiedziała - "To dziewczynka" i pani Elżbieta nie miała już czego ukrywać.
Johanna rosła jak na drożdżach! Dziewczynka uwielbiała się uczyć i miała szczególny talent do języków. Choć w jej domu codziennie witali nauczyciele, Johannie wciąż było mało nauki i wciąż chciała dowiadywać się nowych, ciekawych, niekiedy nawet i wzruszających rzeczy. Wciąż zastanawiała się, jak działa świat. Jednak nie podobało się to jej ojcu. Według pana Trosienera, dziewczynki powinny uczyć się układania kwiatów, cerowania, pielęgnowania dzieci, szycia i wszystkich innych czynności, które będą im w życiu 'potrzebne'. Współczuję dziewczynkom żyjącym w osiemnastym wieku!
Jeden z mentorów Johanny cały czas powtarzał, aby dziewczynka zaczęła pisać, bo już teraz zauważa, że ma do tego niemałe zdolności. Na zachętę dodał, iż "literatura jest lustrzanym odbiciem rzeczywistości". To niezwykle mądre i zmuszające do refleksji zdanie! A do luster wrócimy za chwilkę.
Johanna pisała, lecz dopiero w wieku dziewiętnastu lat zaczęła robić to 'bardziej fachowo'. Pewnego wieczora usiadła przy biurku, zamoczyła pióro w atramencie i przelewała na papier swoją własną, prawdziwą historię. Jak się zapewne domyślacie, była to autobiografia. Autobiografia Johanny Schopenhauer.
A teraz wróćmy do luster. Jako dziecko Johanna spędzała wiele godzin przeglądając się w swoim zwierciadle. Zawsze ciekawiło ją to, co znajduje się po drugiej stronie lustra. Teraz już wiadomo, skąd wziął się tytuł tej biografii. Zdradzę jeszcze, że każdy rozdział rozpoczyna się cytatem związanym właśnie z lustrami lub zwierciadłami. To bardzo ciekawy pomysł. Ja pozwolę sobie wybrać dwa. A brzmią one tak:
1. "Zwierciadło Ci pokaże, jak więdnie uroda, zegar słoneczny powie, jak płyną minuty" - Szekspir
2. "Postaraj się odkryć to, co w danym człowieku najlepsze, i powiedz mu o tym. Każdy z nas potrzebuje takiego lustra" - Khalil Gibran
Johanna Schopenhauer miała bardzo ciekawe i intrygujące życie. Choć główna bohaterka chodziła w sukniach i nosiła na głowie różne skomplikowane fryzury, myślę, że ta książka jest zarówno dla dziewczyn, jak i dla chłopaków. Uczy, aby uparcie dążyć celu, nie zwracać uwagi na zbędne komentarze innych i co jakiś czas podnosić sobie poprzeczkę. To bardzo ważne w życiu każdego z nas.
Można powiedzieć, że "Lustra Johanny" wyszły spod pióra Anny Czerwińskiej-Rydel (niepokonanej biografki dla dzieci) i spod palców oraz całych dłoni wybitnej ilustratorki Marty Ignerskiej. Książka ta, podobnie jak opisywana już przeze mnie pozycja "Którędy do gwiazd?", podzielona jest na dwie części. W samym jej środeczku zagościły ilustracje autorstwa wspomnianej przed chwilką pani Marty. Na tych obrazkach, oprócz charakterystycznych dla pani Marty postaci, pojawiają się różowe odciski, na przykład palców i dłoni. Muszę przyznać, że to również bardzo ciekawy pomysł.
A Wy zapamiętajcie - książka to lustro. Popełnicie ogromny błąd, jeśli nie sięgniecie po tę sztukę!
Tytuł - Lustra Johanny
Tekst - Anna Czerwińska-Rydel
Ilustracje - Marta Ignerska
Wydawnictwo Muchomor, Warszawa 2015
wtorek, 2 maja 2017
Którędy do gwiazd? - czyli niebotycznie dobra książka
Elżbieta Heweliusz miała ciężkie, lecz zarazem przyjemne życie. Była także pierwszą kobietą astronom. Wychowała trzy córki. Urodziła też syna Adeodatusa, który zmarł kiedy miał kilka miesięcy.
Oprócz tego Elżbieta została żoną starszego od niej o trzydzieści sześć lat wybitnego astronoma - Jana Heweliusza. Jednak nie przeszkadzało im to, chociaż ich małżeństwo "wzbudzało szemranie i plotki wśród ludzi".
Pierwsza kobieta astronom wspinała się po schodach prowadzących do obserwatorium, w którym pracowała kiedyś ze swoim mężem. Jeszcze niedawno niosłaby kufel z piwem zapracowanemu astronomowi. Niedawno, trzy miesiące temu Jan odszedł.
Elżbieta robi porządki, szuka starych rzeczy i właśnie w ten sposób przychodzą wspomnienia. Każdy z przedmiotów ma swoją historię, można by powiedzieć, że z gwiazd.
Dążyć do celu - ta myśl często pojawia się w różnych książkach, ale to dlatego, że jest taka mądra. "Nie wolno poddawać się przeciwnościom, jeśli jest się przekonanym o swojej racji. Nawet jeśli wszyscy wokół twierdzą coś innego".
Mamy tutaj ten sam duet, co w książce "Wszystko gra", czyli za tekst odpowiedzialna jest Anna Czerwińska-Rydel, a za ilustracje odpowiedzialna jest Marta Ignerska. W przypadku tej książki napotykamy się na niecodzienny podział. "Którędy do gwiazd?" to dwie książki w jednej. Do strony 47 widnieje sam tekst, a od strony 50 goszczą ilustracje.
Anna Czerwińska-Rydel tak rewelacyjnie napisała tę książkę, że czytając ją, z pewnością pobudzimy nasze emocje. Są nawet momenty, w których chce nam się płakać, więc u wrażliwych osób, chcąc czy nie, łezka poleci po policzku.
Marta Ignerska tak genialnie zilustrowała tę książkę, że oglądając jej ilustracje serce zaczyna nam bić mocniej i mówimy cichutko sami do siebie - 'jakie to piękne!'. Lecz pamiętajcie! Bez przeczytania tekstu nie do końca zrozumiecie sens obrazkowej opowieści, choć pełni ona ważną funkcję w tej książce!
W jednym zdaniu - to historia po prostu z gwiazd!
Tytuł - Którędy do gwiazd?
Tekst - Anna Czerwińska-Rydel
Ilustracje - Marta Ignerska
Wydawnictwo Muchomor, Warszawa 2014
Subskrybuj:
Posty (Atom)




































