sobota, 26 stycznia 2019

W świecie małp - czyli z wizytą w hordzie


Mieszkają na trzech kontynentach - w Ameryce, Afryce i Azji. Ich siła polega na trzymaniu się w grupie, a tak właściwie to w hordzie. Pomysły tych zwierząt nie są niemądre nawet w jednym procencie. Często mówi się, że ogon to ich piąta kończyna. Patrząc na ich sposób poruszania się, naprawdę trudno się z tym nie zgodzić. To nasi najbliżsi kuzyni. Tak, teraz już wszystko jasne. Odchylmy lekkim ruchem dłoni liść monstery i zajrzyjmy do świata małp.


Nie jest tajemnicą to, że małpy dzielimy na rasy. Jedną z nich jest doskonale znany młodemu pokoleniu nosacz sundajski. Jak sama nazwa wskazuje, charakteryzuje się on naprawdę sporym nosem, który może liczyć nawet do dwudziestu centymetrów. Okazałym workiem pod brodą może pochwalić się gibon. Otóż wspomniany worek rozdyma się niczym balon przy wydawaniu odgłosów i staje się nawet większy od głowy. Nie odkryję Ameryki stwierdzając, że samce stroją się jak tylko mogą, aby samiczki poczuły do nich miętę. Uakari podrywają osobniczki na... pyszczki o kolorze krwistej czerwieni.


Energia w postaci pokarmu jest niezbędna do codziennego życia. Patrząc na świat małp, zdobywanie go nam, ludziom, może wydawać się niezwykle trudne. Makak krabożerny jest świetnym pływakiem i nurkiem, jego ulubionym przysmakiem są owoce morza. Natomiast kapucynka ukochała sobie kokosy. Aby dostać się do wnętrza twardego orzecha, rozbija skorupę kamieniem. Dżelady, znane z tego, że mieszkają w górach i na wyżynach Etiopii, uwielbiają soczystą, górską trawę.


Przyjrzyjmy się temu jeziorku, o tam, w oddali. To miejsce spotkań szympansów - małp nazywanych najmądrzejszymi, do czego w głównej mierze przyczyniła się Jane Godall. Dowodem niezawodnej inteligencji szympansów jest między innymi posługiwanie się patykiem tak sprawnie, jak człowiek łyżką. W ten sposób nasze małpki dostają się do wartościowych termitów ukrytych w termitierze. Ich uczucia także porównywane są do emocji ludzi. Zakochują się i obdarzają troską mniejsze osobniki, na przykład żółwie.


Wybierzmy się do dżungli. Tutaj mamy pełno atrakcji zarówno na górze, jak i na dole. Unieśmy nasz wzrok na korony drzew. Możemy zaobserwować tam gerezy, duki, wełniaki szare czy też wyjce. To właśnie one upodobały sobie te najwyższe partie drzew. Spójrzmy teraz nieco niżej. O, jaki potężny gibon! Dokładnie tak, jak jego siostry i bracia, technikę chodzenia, a nawet skakania, na gałęziach i lianach opanował do perfekcji. Zawodowi cyrkowcy nie mają z nimi szans. W oddali można dostrzec mistrzynię skoku w dal, gerezę abisyńską. A tuż pod nią spokojnie siedzą sobie dżelady. Hałas to przede wszystkim ich sprawka. Ale to tylko w ciągu dnia, nocą ich pyszczki nie wydają żadnych głośnych dźwięków. Skierujmy teraz nasze oczy na ziemię. W buszu ogromnych liści schowały się kapucynki. Kilka metrów dalej śpi goryl. Domyślam się, że za chwilkę się przebudzi, aby poszukać pożywienia.


Byliśmy już w ciepłym i gęstym buszu, więc zanurzmy się teraz... w wodzie. Gdy w Japonii pojawia się śnieg, małpy śnieżne czują się wyśmienicie. Mają gęste futro, które chroni je przed zimnem. Aby nie zamarznąć na kość, naszym małpkom pomagają także kąpiele w gorących zbiornikach wodnych nazywanych onsenami. Spędzają tam całe dnie! Małe makaki uwielbiają zabawy w śniegu. Szybko nawiązują także przyjaźnie z większymi osobnikami, jakimi są na przykład siki - jelonki. To właśnie one pomagają makakom przedostawać się z wody na ląd. W zamian za to otrzymują pożywienie i pielęgnację własnej sierści.


"W świecie małp" znajduje się tak wiele interesujących informacji, że wybór tych do recenzji był nie lada kłopotem. Dobrze, ale ja już nic więcej nie ujawnię! Reszta zostaje do samodzielnego odkrycia!

Nasza dzisiejsza pozycja to nie tylko wciągający tekst, ale także bogate ilustracje. A nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że rysunki odgrywają tutaj kluczową rolę. To sprawka Asi Gwis. Być może znacie tą panią z "Jaja", o którym napisałam tutaj. Pani Asi udało się zrobić książkę, która zaspokaja umysł i zachwyca oczy osób w każdym wieku, dosłownie! To co, sprawdzicie?

Tytuł - W świecie małp
Tekst i ilustracje - Asia Gwis
Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Warszawa, 2019

sobota, 12 stycznia 2019

Pod podszewką - czyli dziewiętnaście uszytych opowieści


Sądzę, że nikt nie zaprzeczy przysłowiu "Nie szata zdobi człowieka". Jednak sądzę także, że każdy z nas ma swoje ulubione części garderoby, które lubi zakładać i w których bardzo dobrze się czuje. Dziś podyskutujemy sobie nieco właśnie o ubiorze. Poznamy sposób patrzenia na modę znanych i cenionych pisarzy. A przy okazji w głowie pozostaną nam liczne anegdoty i mądre słowa. A więc wskoczmy prędziutko do szaf osób wielbiących litery!

Zaczniemy od Olgi Tokarczuk, o której huczy cały świat. Jestem pewna, że wszyscy adoratorzy dobrej literatury kojarzą jej charakterystyczną fryzurę. Pani Olga uważa, że moda to "ostatni bastion wolności".  Przyznaje, że tak, jak Picasso ma okresy kolorystyczne w swoim życiu. Istnieje jeden kolor, który towarzyszy jej cały czas (czerń górą!). Niegdyś dominowała czerwień, fuksja i magenta, bordo, a teraz ulubieńcem stał się niebieski. Oczywiście oprócz kolorów, bardzo ważny jest krój. Olga Tokarczuk jest zaprzyjaźniona z sukienkami, i to takimi nieszablonowymi. Sukienka bez podszewki lub elementu wysuwającego się spod niej nie nadaje się do włożenia. Pisarka lubi zaskakiwać nie tylko swoją literaturą, ale także wyglądem.


Otwórzmy teraz drzwi szafy Joanny Bator. Zdecydowanie dominują tam kimona. Autorka w swojej opowieści przybliża nam historię najchętniej odsłanianych części ciała. Kiedyś były to nadgarstki, później honorowe miejsce zajął kark. Teraz trudno nie dostrzec, co jest "na szczycie". Wracając do kimon, to nie jedyny przejaw miłości pani Joanny do Japonii. Mieszkając w tym kraju Joanna Bator zaczęła pisać prozę. Przerzuciła się na minimalizm oraz polubiła naturalność. Bieganie, lekki makijaż i naturalny kolor włosów. Aktualnie pisarka nie mieszka już w Japonii, lecz śmiało można stwierdzić, że państwo to pozostało w jej głowie oraz w szafie.

O, a teraz czas na czerwień! Literatura plus czerwona sukienka równa się Katarzyna Bonda! Pani Katarzyna pokochała sukienki do tego stopnia, że przeznaczyła na nie osobny pokój w mieszkaniu. Zdradza, że ma ich ponad pięćset. Kiedy pracuje nad swoimi książkami, zakłada piżamę bądź polar. Natomiast gdy wychodzi już ze świata fabuły, sukienki towarzyszą jej praktycznie cały czas. Wszystkie szyte są w pracowni krawieckiej Przystanek Haft. Katarzyna Bonda szyje je hurtowo. Czasem tylko po to, aby poprawić sobie humor. Ponoć w mig potrafi poznać po ubiorze charakter danej osoby. Dlatego na spotkanie z panią Kasią trzeba uważnie przemyśleć, co na siebie włożyć!


Od czerwonej sukienki przejdziemy do eleganckich koszul, cylindrów i much. Miłośnikiem tego typu odzieży jest oczywiście Jacek Dehnel. Często ubiór tego pana uznawany jest za dziwny i niemodny. No cóż, to ekstrawagancja z krwi i kości! Trudno przejść obok Jacka Dehnela obojętnie. Twierdzi, że jeśli chodzi o pisarzy, woli szukać czegoś ciekawego w ich książkach, a nie w garderobie (zgadzam się!). Ale wie, że wizerunek jest niezwykle ważny. Zawsze dobiera swój strój z dużą dokładnością. Uwielbia dodatki - szelki, krawaty i laski. A bokobrody komponują się z tym idealnie!


Sylwia Chutnik i Grażyna Plebanek - jeśli chodzi o tę parkę, istnieje sporo kontrastów. Róż na włosach kontra stuprocentowa naturalność, sukienki kontra spodnie. Ale poświęćmy chwilkę właśnie włosom. Grzywki pani Sylwii nie da się zapomnieć. Ten wizerunek już na dobre do niej przylgnął, co bardzo cieszy pisarkę. Pani Sylwia wciąż nie rozumie, dlaczego jeszcze nie stała się twarzą swojej farby do włosów. Natomiast pani Grażyna jest zwolenniczką prostych fryzur. Według niej, najlepszy efekt to naturalne, długie włosy. Jednak Sylwię Chutnik i Grażynę Plebanek łączą wspólne zainteresowania - boks oraz pisanie, wspólnych felietonów również.

Krótkie włosy, męskie koszule oraz perfumy, szeroki uśmiech i ukochane książki wielu młodych dziewczyn. Dorzućmy jeszcze garnitury, szmizjerki i kombinezony. Za tym wszystkim stoi tylko jedna osoba - Anna Dziewit-Meller. Kiedy była członkinią zespołu rockowego, chodziła w skórzanych kurtkach, długich spódnicach, a jej ręce zdobiły liczne rzemyki. Teraz pani Anna kojarzy się z delikatnością i subtelnością. Zawsze zwraca uwagę na swoje ubrania i perfumy. Kiedy ogląda film i widzi na półeczce w tle flakonik, zatrzymuje domowy seans i wyszukuje dane perfumy w internecie. Ma naprawdę ich sporą kolekcję! Jej ulubione to te o zapachu morza, glonów i soli. Zielony kombinezon, czerwona szminka i właśnie takie perfumy. Naprawdę intrygujące!


Łukasz Orbitowski to pan kojarzony z lekkim nieposłuszeństwem i szczyptą adrenaliny. Raczej nikogo nie zaskoczę, jeśli napiszę, że autor uwielbia dres. Ale być może niektórych zaskoczę, gdy wspomnę, że pan Łukasz uwielbia... nosorożce. Niegdyś miał epizod "groźnego metalowca" i nie rozstawał się ze skórzanymi płaszczami. Potem nastąpił czas ubioru studenckiego - golfy i koszule w kratę górowały. Muszę przyznać, że trudno mi wyobrazić sobie Łukasza Orbitowskiego w koszuli. Później przyszedł czas na dres i tak już zostało. Pisarz nie zwraca uwagi na modę. Swój wizerunek kreuje z lekką nonszalancją.


A teraz lekki powrót do elegancji. Garnitur, nieoczywiste okulary i Ministerstwo Głupich Skarpetek. Michał Rusinek zawsze kojarzył mi się z osobą spokojną, dociekliwą i z wyrafinowanym humorem. Osobą, dla której liczy się każdy szczegół. Nic więc dziwnego, że ten (nie)poważny pan uwielbia kolorowe skarpety i fikuśne bryle. Pan Michał twierdzi, że to właśnie oczy powinny przykuwać uwagę, a okulary idealnie w tym pomagają. Jak pewnie większość z Was wie, autora irytują "językowe pypcie". Dlatego też wspomniał, że ubrań się nie "ubiera", tylko "zakłada". "Ubierać" można choinkę. Od tej chwili już nigdy nie ubiorę żadnej koszulki, swetra ani spodni!


Uchyliłam tylko rąbeczek tajemnicy, teraz już nic więcej nie zdradzę. Wspomniałam zaledwie o dziewięciu z zacnego grona dziewiętnastu pisarzy. Olga Tokarczuk, Joanna Bator, Katarzyna Bonda, Jacek Dehnel, Sylwia Chutnik, Grażyna Plebanek, Anna Dziewit-Meller, Agnieszka Wolny-Hamkało, Janusz Leon-Wiśniewski, Wojciech Chmielarz, Łukasz Orbitowski, Mariusz Czubaj, Katarzyna Tubylewicz, Aleksandra Zielińska, Jakub Małecki, Michał Rusinek, Marta Guzowska, Grzegorz Kasdepke i Justyna Sobolewska. Poznajcie ich zdanie na temat mody i tego, co na siebie wkładają (nie ubierają!). Koniecznie sięgnijcie po pozycję o tytule "Pod podszewką" autorstwa Sylwii Stano i Zofii Karaszewskiej (tak, to te panie od "Ady"). Muszę także wspomnieć, że w ramach tego przedsięwzięcia wymienieni pisarze zaprojektowali różne części garderoby. Powstały płaszcze, kaszkiety, spódnice i inne wymyślne stroje. Niekiedy może Was nawiedzić niezłe zaskoczenie!

Nie czekajcie ani chwili dłużej, zajrzyjcie do szaf i pod podszewki cenionych pisarzy!

Tytuł - Pod podszewką. Prawdziwy wizerunek pisarza
Tekst - Sylwia Stano i Zofia Karaszewska oraz Olga Tokarczuk, Joanna Bator, Katarzyna Bonda, Jacek Dehnel, Sylwia Chutnik, Grażyna Plebanek, Anna Dziewit-Meller, Agnieszka Wolny-Hamkało, Janusz Leon-Wiśniewski, Wojciech Chmielarz, Łukasz Orbitowski, Mariusz Czubaj, Katarzyna Tubylewicz, Aleksandra Zielińska, Jakub Małecki, Michał Rusinek, Marta Guzowska, Grzegorz Kasdepke, Justyna Sobolewska
Projektowanie i szycie - Justyna Ołtarzewska
Fotografie - Michał Jaworski
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa, 2018

niedziela, 30 grudnia 2018

Artysta - czyli barwna paleta Kazimierza Manna


Artysta. Zajrzyjmy do księgi synonimów tego słowa. Autorytet, mistrz, człowiek sztuki, malarz. Te wyrazy trafnie określają pewnego człowieka. Człowieka, który nie opuszczał pędzli, spędził dwa lata w stalinowskim więzieniu, kochał zwierzęta, nie popierał szarej rzeczywistości, za to wielbił radosne barwy. To mężczyzna ciut zapomniany, lecz w ostatnim miesiącu odświeżony w pamięci wielu osób. Kazimierz Mann - rozpocznijmy opowieść z tym panem w roli głównej.


Urodził się we Lwowie w 1910 roku. Miał dwóch braci - Tadeusza i Romana. Cała trójka robiła to, co kochała. Tadeusz zajmował się nauką, natomiast Roman umiłował sobie architekturę i film. Bracia Mannowie byli w owych czasach rozpoznawani w swoim mieście. Często odwiedzali rozmaite restauracje i kluby. W takim właśnie miejscu pan Kazimierz poznał Malwinę Niemczewską i od tamtej pory już nic nie było takie, jak wcześniej. Wkrótce do państwa Mannów dołączyła jeszcze jedna osóbka - malutki Wojtek.


Pierwsze wspomnienie pana Wojtka z tatą ma miejsce w więzieniu. Otóż Kazimierz Mann trafił tam za publikację ilustracji w niemieckich gazetach. Zresztą w więzieniu znalazł się wraz ze wszystkim znanym Alfredem Szklarskim. Ale wróćmy do rodziny Mannów. Więzienie to niezbyt przyjemne miejsce, co chyba jest jasne. Dlatego też mały Wojtek był bardzo niechętnie zabierany w odwiedziny do taty. Kiedy pan Kazimierz został wypuszczony na wolność, długo nie mógł się odnaleźć. Oczywiście nie zapomniał o swojej pasji sprzed lat. Wciąż malował, mimo tego, że warunki mu na to nie sprzyjały. Państwo Mannowie zajmowali niewielkie mieszkanie. Problem polegał na tym, że w sąsiednim pokoju brakowało frontowej ściany. Minusy: zimno i niebezpieczeństwo. Plus: miejsce idealne na rozwieszenie prania.


W końcu nadszedł czas na przeprowadzkę. Nowe mieszkanie było nieco większe, przytulniejsze i miało wszystkie ściany. Nawet udało się tam zainstalować pracownię pana Kazimierza, który mimo kiepskiego oświetlenia był niestrudzony w swoim fachu. Niestety była również wada przeprowadzki. Wiele prac naszego artysty zawieruszyło się i ślad po nich zaginął.

Jak już wspomniałam na samym początku, Kazimierz Mann był wielbicielem radosnych barw, co można łatwo dostrzec w jego obrazach. Często ich tematem były kobiety. Przedstawiane z różnych perspektyw i w rozmaitych strojach. Jednak zdanie pana Kazimierza na temat kobiecości było inne niż może się Wam wydawać. Ale tę kwestię zostawię do samodzielnego odkrycia.


Skoro jesteśmy przy kolorach, nie mogę nie wspomnieć o cyrku oraz o plakatach filmowych. Otóż Kaziemierz Mann często zabierał swojego syna właśnie do cyrku. Mały Wojtek zawsze z wielkim zaciekawieniem przyglądał się tańczącym niedźwiedziom, zabawnym słoniom i ludziom chodzącym po linie, natomiast pan Kazimierz raczej nie zwracał na to uwagi. Uważnie obserwował wszystkie światła, barwy i stroje. Później przefiltrowywał to przez swoją wyobraźnię i przenosił na papier.
Było o cyrku, więc teraz czas na film. Zdarzało się, że Kazimierz Mann malował plakaty filmowe. Miał specjalną wejściówkę na seanse pokazywane przed premierą. Niekiedy nastoletni Wojtek wypożyczał ją od taty, nie mówiąc mu o tym, i w tej oto sposób wydłużał swoją listę obejrzanych filmów.


Auto! Posiadanie samochodu w tamtych czasach to była nie lada gratka. Kiedy pan Wojtek wracał pociągiem do Warszawy, na stacji zawsze czekali rodzice, po czym rozpoczynało się polowanie na taksówkę. Jednak pewnego dnia było troszkę inaczej. Pan Kazimierz urządził niezłe przedstawienie. Po wyjściu z dworca krzyknął na cały głos, że na parkingu stoi pusty samochód. Szybko do niego podbiegł, dokładnie go obejrzał, po czym wraz z żoną i synem wsiadł do środka. I już, Škoda Octavia pojechała pod mieszkanie państwa Mannów. Jak się później okazało, podczas nieobecności pana Wojtka, Kazimierz Mann nabył auto i zdobył prawo jazdy. No cóż, nie było ono zdobyte w pełni legalnie.


Na koniec jeszcze na chwilkę wrócimy do kolorów. Nasz bohater zajmował się także projektowaniem murali. Murali, które nieco rozweselały niezbyt barwną rzeczywistość. Ten najbardziej znany znajdował się na ścianie dworca Warszawa Gdańska. Gdy do naszej stolicy przyjeżdżały ważne osobistości, właśnie ten budynek był pierwszym punktem oprowadzania. Niestety, dziś nie zostało ani śladu po dziele pana Kazimierza.


Zapewniam Was, że moje historie to zaledwie skrawki ze spójnej i jakże rozbudowanej całości. Przygoda z samochodem i restauracjami jest o wiele bardziej rozległa. W książce mowa również na przykład o akwarium i... zupie jagodowej. "Artysta. Opowieść o moim ojcu" to znakomicie opisane wspomnienia Wojciecha Manna o swoim tacie. Wspomnienia uzupełnione rysunkami, obrazami i fotografiami, często zabawne i szokujące, porywają nas do świata pędzli i farb. Cieszę się, że pan Wojtek zdecydował się przypomnieć nam postać, która kolorem starała się zakryć szarość ówczesnej codzienności.


Warto poznać życie pana Kazimierza, a przy tym i dzieciństwo pana Wojtka od ciut innej strony. Nie zastanawiacie się, pędźcie po "Artystę"!

Tytuł - Artysta. Opowieść o moim ojcu
Tekst - Wojciech Mann
Wydawnictwo Znak, Kraków, 2018

niedziela, 16 grudnia 2018

Ale miasta! - czyli świat od A do W


Na mapie są niewielkimi kropkami, a w rzeczywiści mogą być wielkimi metropoliami bądź niedużymi zielonymi przestrzeniami. O tych najbogatszych i najdogodniejszych słyszał chyba każdy. Ponad połowa osób żyjących na świecie mieszka właśnie w nich. Śledzimy ich losy z przeszłości zaglądając w szparki historii. Już wiecie, o czym dokładnie mowa? O miastach, rzecz jasna! A więc odwiedźmy teraz kilka wyjątkowych.


Na sam początek zajrzymy do serca Anglii, Londynu. Życie tętni tam na ziemi i pod ziemią. Na górze można dostrzec domy i wieżowce, samochody, wysokie drzewa, a pod tym wszystkim mieści się rozległa sieć korytarzy. To tam znajduje się najstarsze na świecie metro, które wciąż jest rozbudowywane od ponad stu pięćdziesięciu lat. Bez korytarzy miasto nie funkcjonowałoby przez nadmiar ludzi i smogu. Podziemia zdecydowanie ratują Londyn!


Skoczmy teraz na zupełnie inny i odległy kontynent. Kraj - Japonia, miasto - Tokio. Czy wiecie, że mieszkańcy tej ogromnej metropolii, ubrani w odzież roboczą, w towarzystwie mioteł, szufelek oraz worków na śmiecie skrupulatnie sprzątają każdą ulicę swojej dzielnicy? To nie koniec szokujących informacji. Codziennie od godziny trzeciej w nocy do godziny ósmej rano trwa największy na świecie targ ryb. Odbywają się tam poważne zawody właścicieli wielu restauracji. Wygląda to jak aukcja najcenniejszych dzieł sztuki. Wyobraźcie sobie, że tuńczyka ważącego 225 kilogramów sprzedano za 1,38 miliona euro! Tak, to nie brednie!


Otrząśnijmy się troszeczkę z tych niebotycznych liczb i pozachwycajmy swoje oczy. Wśród śnieżnobiałych stert śniegu wznoszą się wielobarwne, drewniane domki. Wszystkie barwy są bardzo spójne, miejsce jest niczym wyjęty z obrazka. Mieszkańcy Kulusuka, miasta na Grenlandii, codziennie upajają swój wzrok takim widokiem. Nie ma się co dziwić, że mimo mroźnych temperatur nie opuszczają swojego miejsca zamieszkania.


Wybierzmy się teraz... nad jezioro. Dorośli chodzą do pracy, a dzieci - do szkoły. Sklepy codziennie są otwarte, w wielu miejscach można dostrzec zieleń. Rozrywki również tam nie brakuje. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że życie mieszkańców Tonle Sap w Kambodży toczy się... na wodzie! Wszystkie budynki stoją na łodziach lub platformach przymocowanych do pali. Wielu ludzi przy swoich chatkach hoduje krokodyle, węże i ryby. Wszystkie dzieci, jeszcze zanim nauczą się chodzić, pływanie mają opanowane do perfekcji. Niektórzy pod wodą są w stanie wytrzymać kilka minut! To świat, w których woda jest serdecznym przyjacielem człowieka.


Znów wrócimy na chwilkę do mroźnych temperatur. Popatrzmy na termometr. Oj, -45 stopni Celsjusza. To oznacza, że dzieci mieszkające w Jakucku nie poszły dzisiaj do szkoły, a dorośli - do pracy. Jakuck to miejsce, w którym zima trwa aż 8 miesięcy. Kiedy na ziemi jest widoczna tylko cieniutka warstwa lodu bądź śniegu, mieszkańców najzimniejszego miasta na świecie ogarnia radość. Lato w owym miejscu to błoto i lekko prószący śnieg. Jednak w Jukucku mieszka aż 300 tysięcy osób. Tajemnica polega na tym, że to właśnie tam znajdują się ogromne złoża diamentów, złota gazu i węgla.


Mrrr, troszkę zmarzliśmy. Powoli zaczniemy podążać w kierunku domu. Wybierzemy drogę zahaczającą o Podkowę Leśną. To chyba najbardziej zielone miasto w naszym kraju. Samochód jest tam prawdziwą rzadkością, natomiast rowery oraz komunikacja miejska to dla mieszkańców Podkowy Leśnej codzienność. Zimą bardzo często spotkacie tam ludzi sunących na nartach czy też dosiadając konie. Natomiast nie spotkacie tam żadnych fabryk czy zakładów przemysłowych. Podkowa Leśna powstała około sto lat temu, w chwili, gdy architektów zaciekawił angielski pomysł, aby miasta przemieniły się w ogrody. Opisywane miejsce zdecydowanie jest „najlepszym miastem do życia”.


I tym zielonym akcentem zakończymy naszą wspólną podróż. Oczywiście pamiętajcie, aby dokończyć ją samodzielnie bądź w towarzystwie innych osób! Zbliżają się święta, a to idealny czas na spędzanie czasu z rodziną przy lekturze. Otwierając książkę „Ale miasta!” możecie odwiedzić: Aleppo, Angkor, Ateny, Bejrut, Berlin, Bodie, Bogotę, Brasilię, Cambridge, Chickén Itzá, Cieszyn, Dźajpur, Dźajsalmer, Dźodhpur, Dżarasz, Gdańsk, Gdynię, Hongkong, Jakuck, Jerozolimę, Kioto, Kolmanskop, Kulusuk, La Rinconadę, Londyn, Masdar, Nikozję, Nowy Orlean, Oxford, Paryż, Pekin, Petersburg, Petrę, Podkowę Leśną, Prypeć, Sopot, Timbuktu, Tokio, Tonle Sap, Waranasi oraz Wenecję, czyli łącznie 41 miast! Zostały one podzielone na 10 rozdziałów, a każdym zostały opisane średnio cztery miasta. Pakujcie potrzebne rzeczy i w drogę!


Ale chwileczkę, chwileczkę. Do naszej wycieczki nie doszłoby, gdyby nie dwie osoby - Joanna Łozińska oraz Maciek Blaźniak. Pani Joanna odpowiedzialna jest za wybór miast oraz tekst, a pan Maciek - za ilustracje. Autorka sama zdradziła, że odwiedziła aż trzy czwarte opisanych miejsc! Pan Maciek skrupulatnie oglądał fotografie i czytał o wybranych miastach, aby później doskonale oddać ich klimat. No cóż, narodził nam się nowy, wspaniały duecik!


Założę się, że Wy także po przeczytaniu tej książki krzykniecie „Ale miasta!”.

Tytuł - Ale miasta!
Tekst - Joanna Łozińska
Ilustracje - Maciek Blaźniak
Wydawnictwo Wytwórnia, Warszawa, 2018

sobota, 1 grudnia 2018

Bystrzak - czyli nie tylko braterska miłość


Niepełnosprawność nie jest schowana w szufladce z rzeczami łatwymi i przyjemnymi. Nie jest także tematem często poruszanym, również w książkach. Wciąż od niej uciekamy, starannie omijamy ją szerokim łukiem. Pewne niedyspozycje niektórych osób są bardzo często wyśmiewane przez młodzież. Czas, aby troszkę o tym porozmawiać.

Kiedy pada słowo „rodzina”, najczęściej wyobrażam sobie mamę i tatę wychowujących z troską i miłością swoje uśmiechnięte dziecko. Niestety, to tylko moja wyobraźnia podpowiada mi takie miłe i piękne obrazy. Relacje w wielu rodzinach mogą wyglądać trochę inaczej.

Bystrzak ma dwadzieścia dwa lata. Mimo tego, że ukończył już wystarczającą ilość wiosen, aby zrobić kroki w stronę dorosłości, wciąż chodzi z pluszowym królikiem w ręku, zdarza mu się pomylić soczek z alkoholem i dość często buduje namiot z kołdry i koca. A to dlatego, że jego rozum zatrzymał się poziomie trzylatka. I wygląda na to, że pozostanie już tak na zawsze. Chłopiec nie wie, że jest pewnego rodzaju kłopotem. Kłopotem dla swojego młodszego brata, siedemnastoletniego Klebera. Kleber marzy o tym, aby ukończyć liceum z wzorowym wynikiem, przeprowadzić się do własnego mieszkania, rozpocząć studia i znaleźć miłość w postaci ciekawej kobiety. Ale niestety, musi opiekować się swoim bratem. W sumie nawet nie musi, lecz chce. Chce, ponieważ wie, że gdy tego nie zrobi, tata wyśle Bystrzaka do zakładu dla upośledzonych umysłowo, gdyż nie ma zamiaru się nim zajmować. Teraz ułożył sobie życie z nową osobą, a już wkrótce ponownie zostanie ojcem. A mama? Oj, to przykra historia.

Kleber postanowił, że opuści dom rodzinny. Oczywiście razem z Bystrzakiem. Robi to przede wszystkim dlatego, że ma dość braku zrozumienia ojca dla Bystrzaka. Tata nie chce uświadomić sobie, jaką krzywdę wyrządza synowi traktując go w ten sposób. Siedemnastolatek stanowczo się temu sprzeciwia. Bracia wyprowadzają się do ciotki, której Bystrzak wciąż prawi „komplementy” dotyczące zapachu, głosu i wyglądu. Któregoś dnia Kleber dostrzegł ogłoszenie dotyczące wynajmu mieszkań ze współlokatorami w Paryżu. Nie zastanawiał się ani chwili dłużej, zadzwonił pod numer telefonu wyraźnie zaznaczony na plakacie. W rozmowie telefonicznej podał się za starszego z braci. Nie wspomniał nic, a nic, o niepełnosprawności umysłowej.

Nadszedł dzień oględzin mieszkania. Już po przekroczenie progu Kleber wiedział, że jest to miejsce odpowiednie do osiedlenia się na długi czas, a już na pewno o niebo lepsze od domu ciotki. Współlokatorzy także wydawali się być niezwykle mili i życzliwi. Decyzja została podjęta! Kilka dni później Bystrzak i Kleber przejęli dwa ostatnie pokoje w mieszkaniu. I tym samym poznali Arię, Emmanuela, Corentina i Enza. Ostatnia trójka, choć nie mówiła tego głośno, była przekonana, że nowi mieszkańcy wprowadzą duże zamieszanie i niepotrzebny chaos. Aria była innego zdania. Sądziła, że trochę urozmaicenia codzienności nie zaszkodzi.


Pierwsze dni przebiegały bardzo sympatycznie. Problem pojawił się dopiero później. Kto przypilnuje Bystrzaka, kiedy Kleber będzie w szkole? Bystrzaka, który rozbija telefony, aby sprawdzić, czy mieszkają w nich „dzidziki”. Bystrzaka, który niekiedy biega po domu bez ubrań. Kleber długo nie mógł znaleźć odpowiedzi na to pytanie. W końcu postanowił, że poprosi o zaopiekowanie się bratem Enza. Enzo niespodziewanie nawiązał z Bystrzakiem tajemniczą więź. Niby wcale nie spędzali ze sobą czasu, a jednak coś ciągnęło ich do siebie. Można wyczuć to choćby po sposobie zwracania się do siebie. Enzo stwierdził, że będzie rzucał okiem na Bystrzaka. I tak też było. Wygodnie rozsiadł się na kanapie oddając się swojej pasji, a jednak co chwilę zerkał na nowego współlokatora.

Jednak bardziej od opiekowania się Bystrzakiem, Enzo interesował się dziewczynami. Był ogromnie zauroczony współlokatorką, która miała już swojego chłopaka. Za wszelką cenę chciał jej zaimponować. Niekiedy tracił rozum i zachowywał się niezbyt mądrze. Któregoś dnia nie zgodził się na opiekę nad 22-latkiem. A Bystrzak przecież nie mógł zostawać sam w domu. Po lekcjach Kleber chciał spędzić choć chwilkę z Beatricé lub z Zahrą... I znowu zaczynają się schody. Strome górki młodzieńczego życia.


Basta! Więcej Wam nie zdradzę. Wiem, powtarzam się niczym zadarta płyta, ale radość z czytania i poznawania nowych wątków książek jest bezcenna. „Bystrzak”, bo taki nosi tytuł dzisiejsza pozycja, to opowieść o relacji z osobami ciut innymi niż my, o pierwszych samodzielnych krokach sunących w dorosłość, o szybszych i gorętszych uderzeniach serca. To książka kierowana do moich rówieśników, a nawet pokusiłbym się o stwierdzenie, że dla nastolatków ciut starszych. Dla dorosłych także. Bo z wymienionymi wcześniej rzeczami spotykają się przecież nie tylko młodzi ludzie.


Marie-Aude Murail. To w głowie tej właśnie pani pojawiły się przemyślenia związane z brakiem tolerancji w świecie dzieci i dorosłych. Postanowiła napisać książkę, która, a nuż widelec, coś zmieni. Byłoby świetnie, gdyby każdy z nas potrafił w odpowiedni sposób podejść do takich osób. Niekiedy trzeba się wykazać cierpliwością i zrozumieniem, ale w wielu przypadkach choćby uśmiech za pomoc jest bezcenny.

Czytając „Bystrzaka” także nieraz się uśmiechniecie. Po tę książkę trzeba sięgnąć, koniecznie!

Tytuł - Bystrzak
Tekst - Marie-Aude Murail
Tłumaczenie - Bożena Sęk
Okładka i projekt graficzny - Łukasz Majewski
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa, 2018

sobota, 17 listopada 2018

Ada, to wypada! - czyli bunt w 21 odsłonach


Czy dwadzieścia jeden inspirujących kobiet wystarczy, aby znacząco zmienić swoje życie, a przynajmniej okres dojrzewania? Ależ oczywiście! Inspiracja to jeden z ważniejszych punktów zmiany i naprawdę warto z niej korzystać. To co, lecimy w świat kobiecej mocy?

Kobiecą mocą z całą pewnością jest obdarzona Ewa Błaszczyk. Trudno nie słyszeć o jej sercu bez dna. Kiedy pani Ewa była małą dziewczynką, poznała pewnego chłopca. Nieopodal jej szkoły znajdował się skład makulatury, do którego mieszkańcy zanosili przeczytane gazety. Nocował tam bezdomny chłopiec. Przykrywał się stertami tektury. Nasza bohaterka postanowiła mu pomóc, oczywiście nie mówiąc o tym nikomu z dorosłych. Przynosiła chłopcu jedzenie, słodkości kupione w kiosku, czy też drobne pieniążki wyskubane z płaszcza rodziców. Jej serce do dziś pozostało niezwykle wrażliwe na ból innych. Wiele lat temu jej córka Ola zapadła w śpiączkę, ponieważ zakrztusiła się tabletką. Po tym nieszczęściu w głowie Ewy Błaszczyk pojawiła się myśl, aby założyć klinikę. Tak też się stało. W "Budziku" obudziło i wciąż budzi się wiele dzieci pogrążonych w śpiączce.


A skoro jesteśmy przy nazwisku na literę B, napiszę o mistrzyni polskiego kryminału. Jestem pewna, że nie macie ani cienia wątpliwości, kim jest ta pani. Kiedy mała Kasia wyjechała do rodziny na wieś podczas wakacji, wujek postanowił zapewnić rodzince rozrywkę. Zabija kurę, aby dzieci mogły popatrzeć na spektakl pod tytułem "Biegająca kura bez głowy". Wszyscy śmieją się w głos. Wszyscy oprócz Kasi. Dziewczynka płakała, i nie był to płacz ze śmiechu. Czuła sie przeokropnie. Obiecała sobie, że ucieknie. Dokładnie obmyśliła plan ucieczki w nocy. Punkt pierwszy wykonany. Teraz pozostaje tylko czekać na pociąg. Jednak w tym momencie na stacji pojawia się rodzina, a drugiego dnia w domu na wsi pojawia się tata. Teraz bohaterki książek Katarzyny Bondy, bo o tej pani mowa, także są odważne i wiedzą, których granic nie powinno się przekraczać.


Przejdźmy teraz do Agnieszki Holland, władczyni na planie. Pani Agnieszka serwuje nam scenariusz dla reżyserki w trzech aktach. Podkreśla, że trzeba być stanowczym w swoich decyzjach i niekiedy powiedzieć po prostu "Dość!". Nie można zapominać przy tym o należytym szacunku do innych. Brak stanowczości i szacunku to kompletna klapa z udanej współpracy. Kiedy Agnieszka Holland była małą dziewczynką, długo zastanawiała się nad tym, kim chciałaby być w przyszłości. A że interesowała się sztuką, opowiadaniem historii i bardzo lubiła mieć władzę nad innymi - postanowiła zostać reżyserką. Z opinii ciut starszych ode mnie wynika, że jest to reżyserka wyśmienita. A świadczą o tym na przykład Oskary.


Pewnie wiele, oraz wielu, z nas przywiązuje bardzo dużą wagę do swojego wyglądu. I o ile istnieją rzeczy, na które wpływu nie mamy, takie jak rysy twarzy, czy też wielkość oczu, zawsze możemy pobawić się swoim ubiorem. Niegdyś Joanna Klimas pragnęła być ambasadorką w Paryżu, a w najgorszym przypadku archeologiem. Po studiach psychologicznych zrozmiała, że nie tędy droga. Niby przypadkiem, ale jednak niezupełnie, zaczęła projektować ubrania. Można by rzec, że pani Joanna kontynuuje wizję Coco Chanel. Ona także uważa, że mniej znaczy więcej. Nasza bohaterka jest zdania, że jednolite ubrania prezentują się niezwykle przyjemnie dla oka. Często wspomina również, że warto przyglądać się dziełom sztuki, aby otworzyć się na przyklad na nowe wzory.


Skoczmy do świata twórczych urwisów. W ich gronie znajduje się Katarzyna Kozyra. W naszej pozycji pod tytułem "Ada, to wypada!" pokazuje, jak ważny jest pomysł, realizacja oraz efekt. Zdradza, że nie zawsze trzeba się trzymać pomysłu w stu procentach, najczęściej warto pozwolić mu się rozwinąć bądź popłynąć w zupełnie innym kierunku. Realizacja to najbardziej pracochłonny proces. Tutaj trzeba popracować nad formą oraz emocjami przekazywanymi w naszej pracy. Należy pamiętać, że zaskakiwanie jest bardzo istotne! I ostatni etap - efekt. Niekiedy nie jest taki, jaki wymarzyliśmy sobie na początku, jednak warto patrzeć na swoje błędy z innego punku widzenia. Te trzy etapy to tory, którymi podąża Katarzyna Kozyra. Dziś jest uważana za jedną z najważniejszych artystek na świecie. Jej prace można spotkać między innymi w Nowym Jorku czy Pekinie. Ale jako dziecko pani Katarzyna zupełnie nie wiedziała, że zostanie artystką. Nie czuła się dobrze w swojej skórze, chorowała na anoreksję i bulimię. Na całe szczęście na studiach wszyściutko się zmieniło!


Wyobraźcie sobie, że jesteście zupełnie sami na łodzi, a wokół Was aż po horyzont rozciąga się woda. Oczy Marty Sziłajtis-Obiegło oglądały taki widok przez bardzo długi czas. Pani Marta opłynęła cały świat jako najmłodsza Polka w historii. Miała wtedy 23 lata. Od zawsze niezwykle interesowało ją żeglarstwo. Zdarzało się, że chłopaki, chcąc zrobić z niej pośmiewisko, zadawali jej dość trudne (a dla mnie wyciągnięte z kosmosu) pytania związane z tematyką żeglarstwa. I wtedy młoda Marta zaginała ich swoją wiedzą. Jako ciekawostka wspomnę jeszcze, że Marta Sziłajtis-Obiegło bardzo skrupulatnie przygotowywała się do wyprawy. Jej pokój był cały obklejony przeróżnymi zapiskami i mapami, a oprócz tego musiała przejść wiele kursów, na przykład naukę zszywania ran.


Aby nie zdradzać zbyt dużo historii, opowiem jeszcze o dwóch kobietach. O kobietach, bez których książka "Ada, to wypada!" nie powstałaby. Jak się pewnie domyślacie, mowa o autorkach - Zosi Karaszewskiej i Sylwii Stano. Te panie ukrywające się pod nazwą Książniczki to siła najszczerszej przyjaźni. Mimo tego, że ich przyjaźń trwa już ponad dwadzieścia lat, wciąż prawią sobie liczne komplementy. W swojej pozycji zaznaczają, że należy to robić. Jednak pamiętajmy też, że co za dużo, to niezdrowo!


W książce autorki przedstawiły nam historie dwudziestu jeden kobiet. Ewa Błaszczyk, Katarzyna Bonda, Marta Dymek, Irena Eris, Magdalena Fikus, Agnieszka Graff i Katarzyna Rosner, Agnieszka Holland, Joanna Klimas, Mela Koteluk, Olga Kozierowska, Katarzyna Kozyra, Ewa Łętowska, Katarzyna Miller, Marta Sziłajtis-Obiegło, Natalia Partyka, Karolina Baca-Pogorzelska, Beata Stelmach, Kamila Szczawińska, Dorota Wellman, Agnieszka Wędłocha. Warto poznać ich historie. Historie kobiet, które podążały własnymi ścieżkami i odważnie broniły swojego zdania. Wiedziały, gdzie postawić granice i uważnie czuwały nad swoją wrażliwością.

Niektórzy z Was już pewnie domyślili się, dlaczego tytuł książki brzmi tak, a nie inaczej. Już wszystko wyjaśniam. Otóż ponad osiemdziesiąt lat temu została nakręcona pewna komedia pod tytułem "Ada, to nie wypada!". Opowiadała o niesfornej i pełnej życia Adzie, której rodzice wciąż wytykali, co wypada, a czego nie. Najczęściej były to uwagi kompletnie niesłuszne. Bo przecież dziewczynkom nie wypada chodzić po drzewach i skakać po kamieniach. To bzdura! Pani Sylwia i pani Zofia postanowiły się temu sprzeciwić. Jak już pewnie się zorientowaliście, efekt jest świetny!


Wspomnę jeszcze o pięciu paniach. Są one odpowiedzialne za ilustracje. Ada Buchholc, Ola i Kamila Romaniak, Dagmara Jagodzińska i Anna Kożdoń. Każda z bohaterek została sportretowana i nie sposób jej nie rozpoznać. Ilustracje sprytnie przeplatające się z tekstem naprawdę ciekawie się prezentują. Jest to książka, którą nie tylko świetnie się czyta, ale na którą bardzo dobrze się patrzy.

Sięgnijcie po naszą "Adę"! Jak to ujęła jedna z autorek, nic nie jest tutaj koloryzowane, choć kolorów cała masa!

Tytuł - Ada, to wypada!
Tekst - Sylwia Stano i Zofia Karaszewska
Ilustracje - Ada Buchholc, Ola i Kamila Romaniak, Dagmara Jagodzińska i Anna Kożdoń
Wydawnictwo Znak, Kraków, 2018