Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michał Rusinek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michał Rusinek. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 listopada 2020

Wihajster, czyli przewodnik po słowach pożyczonych - wycieczka w głąb słownika

Można powiedzieć, że języki żyją własnym życiem. Weźmy na tapet język polski. Ten to ma dopiero bujne życie towarzyskie! Cały czas przychodzi na domówki do swoich kumpli i dzięki nim poznaje nowe słowa. Co więcej, sporą część z nich pożycza i... nie oddaje. Nie świadczy to o jego złym wychowaniu, lecz o chęci powiększenia swojej kolekcji słów. Chcielibyście może poznać zapożyczenia? Tak? Świetnie, z przyjemnością spełnię Waszą prośbę.

Najpierw zajrzyjmy do kuchni. Czy Wy też czujecie unoszący się zapach słodkich wypieków? Spójrzcie, pani kucharka właśnie rozkłada talerze na ceracie. Może załapiemy się na pyszne ciasto! Ale chwilka - czym jest właściwie ta "cerata"? To bardzo stare słowo, które przywędrowało do nas z samej łaciny. W oryginale oznacza ono "coś woskowanego". I rzeczywiście, trudno zaprzeczyć tej definicji. Niekiedy zamiast obrusu na stole ląduje cerata, bo ścieranie z niej plam to bułka z masłem. A w jaki sposób do języka polskiego trafił talerz? Talerz na pewno ma zakwasy, ponieważ pokonał kawał drogi! Przyszedł na świat w łacinie, gdzie jest synonimem wyrazu "kroić". Później przeskoczył do języka włoskiego i tam z kolei zamienił się w "deskę do krojenia mięsa". Po języku włoskim przywędrował do niemieckiego, chwilkę później pojawił się w czeskim, a zaraz potem odwiedził język polski. 

Nie będziecie mieli nic przeciwko, jeśli zostaniemy jeszcze troszkę w kuchni? Pozwólcie, że zajrzymy do dużej, drewnianej miski na warzywa. A co my tutaj mamy? Sałata, pomidor, kalafior... Kalafior, cóż za ciekawe słowo! Okazuje się, że jego korzenie sięgają pewnego włoskiego dialektu, czyli takiego minijęzyka. Kalafior pierwotnie oznaczał "kwiat kapusty". No tylko na niego zerknijcie. On naprawdę wygląda niczym biały kwiat kapusty! A tuż za naszą drewnianą miską na warzywa znajdują się starannie poukładane, podłużne pudełka. W jednym z nich gości kakao. Kakao, podobnie jak talerz, to urodzony wędrowiec. Aztekowie, czyli lud mieszkający na terenie dzisiejszego Meksyku, nazywali ziarna kakaowca słowem "cacaua". Niedługo później Meksyk podbili Hiszpanie, którzy wprowadzili tam swój język. Stwierdzili jednak, że nie będą wyganiać wszystkich wyrazów Azteków i niektóre zostawią w spokoju. Jak już możecie się domyślać, kakao przetrwało! I język polski oczywiście je pożyczył.

Powoli będziemy już wychodzić z kuchni. Aby wydostać się z mieszkania, w którym właśnie jesteśmy, musimy przejść przez salon. O rany, podnieście głowę! Ten pięknie mieniący się żyrandol to zapewne skarb właścicieli mieszkania. Wypowiedzcie to słowo na głos - żyrandol. Czuć tutaj nutkę języka francuskiego, nie sądzicie? Nic dziwnego, w końcu "żyrandol" przyszedł do nas właśnie z francuskiego. Wcześniej zdążył jeszcze zadomowić się w języku włoskim, gdzie wywodził się od czasownika "wirować". Gdy lekko spuścimy swój wzrok z żyrandola, ujrzymy jeszcze bardziej bezcenny skarb, czyli... książki! Są idealnie poukładane na regale. Słowo "regał" najprawdopodobniej przyszło na świat w jednym z niemieckich dialektów. Oznacza ono "stojak" lub "półka". Na przykład taka na cudowne książki.

No dobra, zerknijmy jeszcze na moment do łazienki. Cóż za ogromne lustro! Zostało sprowadzone z Włoch lub z Francji, nie ma tutaj zgodności specjalistów od języka. Właśnie tam lustrem nazywa się blask lub połysk. Ale tak naprawdę jego korzenie sięgają aż łaciny. Łaciński czasownik "lustro" bądź "lustrare" oznacza "oczyszczać, oświecać, oglądać". Natomiast "prysznic" ma zupełnie odmienną historię. To dlatego, że pochodzi od nazwiska austriackiego wynalazcy tego jakże przydatnego urządzenia. Vincent Priessnitz był jednym z twórców wodolecznictwa, czyli takich kąpieli, których możemy zażywać na przykład w uzdrowiskach. A co my jeszcze mamy w tej naszej łazience? Wanna, szampon, prysznic, żyletka, kurek... Uwierzcie mi, że każdy ten przedmiot jest godny uwagi!

Czy wy również czujecie ten przyjemny powiew wiatru? Jak dobrze wyjść na świeże powietrze! Miasto tętni życiem. Przejdźmy się może główną aleją, co Wy na to? Nie do końca wiemy, czy wyraz "aleja" znalazł się w naszym języku dzięki Francuzom, czy dzięki Niemcom, ale na sto procent wiemy, że "aleja" zawsze oznaczała główną ulicę miasta. O rany, jaki piękny budynek! Tutaj, po prawej. To teatr. Do języka polskiego przywędrował prosto z łaciny, natomiast wcześniej mieszkał w języku greckim. "Théatron" to miejsce, z którego dobrze się coś ogląda. Jeżeli kiedykolwiek spotkacie mnie w teatrze, ostrzegam - nie warto za mną siadać! Mimo tego, że nie należę do osób wysokich, moje włosy potrafią zasłonić połowę sceny! Po przedstawieniu teatralnym można wrócić do domu na przykład tramwajem. Ten środek komunikacji miejskiej przyjechał do nas prosto z Anglii jako "tramway". To połączenie dwóch słów: "tram" - szyny oraz "way" - drogi.

O, zobaczcie! Tuż obok nas biegną maratończycy. "Maraton" pochodzi od nazwy greckiej miejscowości, pod którą dawno temu odbyła się bitwa Greków z Persami. Według legendy, po zwycięstwie bitwy Grecy wysłali do Aten swojego posłańca, który chcąc przekazać wspaniałą nowinę rodakom, pędził do Aten, ile sił w nogach. Gdy wreszcie dotarł na miejsce i ogłosił radosną wiadomość, padł z wycieńczenia. Pewnie tak czuje się każdy maratończyk po przebiegnięciu czterdziestu dwóch kilometrów. A skoro jesteśmy już przy sporcie, zahaczmy lekko o kajakarstwo. Kajak przypłynął do Polski aż z języka inuickiego. To język ludów mieszkających na Grenlandii. Kajak oznacza tam "męską łódkę". Jak w takim razie nazywała się "damska łódka"? Jestem niezwykle ciekawa.

Wiecie, skąd wziął się u nas "jacht", "wirus" i "fachowiec"? A może znacie korzenie "szyby", "firanki" lub "bigosu"? W książce "Wihajster, czyli przewodnik po słowach pożyczonych" moim absolutnym ulubieńcem jest historia o "papuciach". Te to dopiero przydreptały do nas z daleka! Michał Rusinek, mistrz posługiwania się słowem, odwiedził odległe zakątki świata i wrócił do Polski z walizkami pękającymi w szwach od ogromu ciekawych historii. Muszę przyznać, że nigdy nie zastanawiałam się nad tym, jakie korzenie mają słowa, które wypowiadam kilka razy dziennie. W książce "Wihajster, czyli przewodnik po słowach pożyczonych" bardzo ważną rolę odgrywają nie tylko słowa, ale również kolorowe i radosne ilustracje Joanny Rusinek. Jeżeli będziecie trzymali tę pozycję w rękach, koniecznie zwróćcie uwagę na rysunki regału oraz pani w wannie - są cudowne. Zawsze będę darzyła sympatią rodzeństwo Rusinków, ponieważ to właśnie z nimi spędzałam niegdyś każdy wieczór. Czytane przez mamę "Wierszyki domowe" lub "Wierszyki rodzinne" były najlepszym zakończeniem dnia po przedszkolnych harcach. Sądzę, że sięgnięcie po dzisiejszą pozycję będzie równie wspaniałym przeżyciem.

No dobra, a na koniec mam do Was śmiertelnie poważne pytanie - co u licha tak naprawdę oznacza słowo "wihajster"?!


Tytuł - Wihajster, czyli przewodnik po słowach pożyczonych

Tekst - Michał Rusinek

Ilustracje - Joanna Rusinek

Wydawnictwo Znak Emotikon, Warszawa, 2020

sobota, 12 stycznia 2019

Pod podszewką - czyli dziewiętnaście uszytych opowieści


Sądzę, że nikt nie zaprzeczy przysłowiu "Nie szata zdobi człowieka". Jednak sądzę także, że każdy z nas ma swoje ulubione części garderoby, które lubi zakładać i w których bardzo dobrze się czuje. Dziś podyskutujemy sobie nieco właśnie o ubiorze. Poznamy sposób patrzenia na modę znanych i cenionych pisarzy. A przy okazji w głowie pozostaną nam liczne anegdoty i mądre słowa. A więc wskoczmy prędziutko do szaf osób wielbiących litery!

Zaczniemy od Olgi Tokarczuk, o której huczy cały świat. Jestem pewna, że wszyscy adoratorzy dobrej literatury kojarzą jej charakterystyczną fryzurę. Pani Olga uważa, że moda to "ostatni bastion wolności".  Przyznaje, że tak, jak Picasso ma okresy kolorystyczne w swoim życiu. Istnieje jeden kolor, który towarzyszy jej cały czas (czerń górą!). Niegdyś dominowała czerwień, fuksja i magenta, bordo, a teraz ulubieńcem stał się niebieski. Oczywiście oprócz kolorów, bardzo ważny jest krój. Olga Tokarczuk jest zaprzyjaźniona z sukienkami, i to takimi nieszablonowymi. Sukienka bez podszewki lub elementu wysuwającego się spod niej nie nadaje się do włożenia. Pisarka lubi zaskakiwać nie tylko swoją literaturą, ale także wyglądem.


Otwórzmy teraz drzwi szafy Joanny Bator. Zdecydowanie dominują tam kimona. Autorka w swojej opowieści przybliża nam historię najchętniej odsłanianych części ciała. Kiedyś były to nadgarstki, później honorowe miejsce zajął kark. Teraz trudno nie dostrzec, co jest "na szczycie". Wracając do kimon, to nie jedyny przejaw miłości pani Joanny do Japonii. Mieszkając w tym kraju Joanna Bator zaczęła pisać prozę. Przerzuciła się na minimalizm oraz polubiła naturalność. Bieganie, lekki makijaż i naturalny kolor włosów. Aktualnie pisarka nie mieszka już w Japonii, lecz śmiało można stwierdzić, że państwo to pozostało w jej głowie oraz w szafie.

O, a teraz czas na czerwień! Literatura plus czerwona sukienka równa się Katarzyna Bonda! Pani Katarzyna pokochała sukienki do tego stopnia, że przeznaczyła na nie osobny pokój w mieszkaniu. Zdradza, że ma ich ponad pięćset. Kiedy pracuje nad swoimi książkami, zakłada piżamę bądź polar. Natomiast gdy wychodzi już ze świata fabuły, sukienki towarzyszą jej praktycznie cały czas. Wszystkie szyte są w pracowni krawieckiej Przystanek Haft. Katarzyna Bonda szyje je hurtowo. Czasem tylko po to, aby poprawić sobie humor. Ponoć w mig potrafi poznać po ubiorze charakter danej osoby. Dlatego na spotkanie z panią Kasią trzeba uważnie przemyśleć, co na siebie włożyć!


Od czerwonej sukienki przejdziemy do eleganckich koszul, cylindrów i much. Miłośnikiem tego typu odzieży jest oczywiście Jacek Dehnel. Często ubiór tego pana uznawany jest za dziwny i niemodny. No cóż, to ekstrawagancja z krwi i kości! Trudno przejść obok Jacka Dehnela obojętnie. Twierdzi, że jeśli chodzi o pisarzy, woli szukać czegoś ciekawego w ich książkach, a nie w garderobie (zgadzam się!). Ale wie, że wizerunek jest niezwykle ważny. Zawsze dobiera swój strój z dużą dokładnością. Uwielbia dodatki - szelki, krawaty i laski. A bokobrody komponują się z tym idealnie!


Sylwia Chutnik i Grażyna Plebanek - jeśli chodzi o tę parkę, istnieje sporo kontrastów. Róż na włosach kontra stuprocentowa naturalność, sukienki kontra spodnie. Ale poświęćmy chwilkę właśnie włosom. Grzywki pani Sylwii nie da się zapomnieć. Ten wizerunek już na dobre do niej przylgnął, co bardzo cieszy pisarkę. Pani Sylwia wciąż nie rozumie, dlaczego jeszcze nie stała się twarzą swojej farby do włosów. Natomiast pani Grażyna jest zwolenniczką prostych fryzur. Według niej, najlepszy efekt to naturalne, długie włosy. Jednak Sylwię Chutnik i Grażynę Plebanek łączą wspólne zainteresowania - boks oraz pisanie, wspólnych felietonów również.

Krótkie włosy, męskie koszule oraz perfumy, szeroki uśmiech i ukochane książki wielu młodych dziewczyn. Dorzućmy jeszcze garnitury, szmizjerki i kombinezony. Za tym wszystkim stoi tylko jedna osoba - Anna Dziewit-Meller. Kiedy była członkinią zespołu rockowego, chodziła w skórzanych kurtkach, długich spódnicach, a jej ręce zdobiły liczne rzemyki. Teraz pani Anna kojarzy się z delikatnością i subtelnością. Zawsze zwraca uwagę na swoje ubrania i perfumy. Kiedy ogląda film i widzi na półeczce w tle flakonik, zatrzymuje domowy seans i wyszukuje dane perfumy w internecie. Ma naprawdę ich sporą kolekcję! Jej ulubione to te o zapachu morza, glonów i soli. Zielony kombinezon, czerwona szminka i właśnie takie perfumy. Naprawdę intrygujące!


Łukasz Orbitowski to pan kojarzony z lekkim nieposłuszeństwem i szczyptą adrenaliny. Raczej nikogo nie zaskoczę, jeśli napiszę, że autor uwielbia dres. Ale być może niektórych zaskoczę, gdy wspomnę, że pan Łukasz uwielbia... nosorożce. Niegdyś miał epizod "groźnego metalowca" i nie rozstawał się ze skórzanymi płaszczami. Potem nastąpił czas ubioru studenckiego - golfy i koszule w kratę górowały. Muszę przyznać, że trudno mi wyobrazić sobie Łukasza Orbitowskiego w koszuli. Później przyszedł czas na dres i tak już zostało. Pisarz nie zwraca uwagi na modę. Swój wizerunek kreuje z lekką nonszalancją.


A teraz lekki powrót do elegancji. Garnitur, nieoczywiste okulary i Ministerstwo Głupich Skarpetek. Michał Rusinek zawsze kojarzył mi się z osobą spokojną, dociekliwą i z wyrafinowanym humorem. Osobą, dla której liczy się każdy szczegół. Nic więc dziwnego, że ten (nie)poważny pan uwielbia kolorowe skarpety i fikuśne bryle. Pan Michał twierdzi, że to właśnie oczy powinny przykuwać uwagę, a okulary idealnie w tym pomagają. Jak pewnie większość z Was wie, autora irytują "językowe pypcie". Dlatego też wspomniał, że ubrań się nie "ubiera", tylko "zakłada". "Ubierać" można choinkę. Od tej chwili już nigdy nie ubiorę żadnej koszulki, swetra ani spodni!


Uchyliłam tylko rąbeczek tajemnicy, teraz już nic więcej nie zdradzę. Wspomniałam zaledwie o dziewięciu z zacnego grona dziewiętnastu pisarzy. Olga Tokarczuk, Joanna Bator, Katarzyna Bonda, Jacek Dehnel, Sylwia Chutnik, Grażyna Plebanek, Anna Dziewit-Meller, Agnieszka Wolny-Hamkało, Janusz Leon-Wiśniewski, Wojciech Chmielarz, Łukasz Orbitowski, Mariusz Czubaj, Katarzyna Tubylewicz, Aleksandra Zielińska, Jakub Małecki, Michał Rusinek, Marta Guzowska, Grzegorz Kasdepke i Justyna Sobolewska. Poznajcie ich zdanie na temat mody i tego, co na siebie wkładają (nie ubierają!). Koniecznie sięgnijcie po pozycję o tytule "Pod podszewką" autorstwa Sylwii Stano i Zofii Karaszewskiej (tak, to te panie od "Ady"). Muszę także wspomnieć, że w ramach tego przedsięwzięcia wymienieni pisarze zaprojektowali różne części garderoby. Powstały płaszcze, kaszkiety, spódnice i inne wymyślne stroje. Niekiedy może Was nawiedzić niezłe zaskoczenie!

Nie czekajcie ani chwili dłużej, zajrzyjcie do szaf i pod podszewki cenionych pisarzy!

Tytuł - Pod podszewką. Prawdziwy wizerunek pisarza
Tekst - Sylwia Stano i Zofia Karaszewska oraz Olga Tokarczuk, Joanna Bator, Katarzyna Bonda, Jacek Dehnel, Sylwia Chutnik, Grażyna Plebanek, Anna Dziewit-Meller, Agnieszka Wolny-Hamkało, Janusz Leon-Wiśniewski, Wojciech Chmielarz, Łukasz Orbitowski, Mariusz Czubaj, Katarzyna Tubylewicz, Aleksandra Zielińska, Jakub Małecki, Michał Rusinek, Marta Guzowska, Grzegorz Kasdepke, Justyna Sobolewska
Projektowanie i szycie - Justyna Ołtarzewska
Fotografie - Michał Jaworski
Wydawnictwo Marginesy, Warszawa, 2018