Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Peggy Parish. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Peggy Parish. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 grudnia 2017

Amelia Bedelia i Boże Narodzenie - czyli historia o tym, jak zrobić z siebie gwiazdę


Jak ten czas szybko leci! Boże Narodzenie tuż za pasem, a przecież niedawno były wakacje! Mogę się założyć, że każdy chce, aby podczas wieczerzy wigilijnej wszystko było dopięte na ostatni guzik. Pani Rogers też tak chciała, jednak Amelia Bedelia, jej zwariowana gosposia, wszystkie polecenia potraktowała bardzo dosłownie! Ci, którzy już ją poznali, mogli się tego po niej spodziewać.


Najpierw Amelia miała upiec świąteczne ciasto orzechowe. A co kojarzy się ze świętami? Kartki z kalendarza! Gosposia wyrwała z niego wszystkie kartki ze świątecznymi datami i wrzuciła je do ciasta. Pieczenie ciast jest jej dobrą stroną, więc Bedelia upiekła również piernik, tak na wszelki wypadek.


Przejdźmy teraz do napełniania skarpetek. Amelia w życiu o czymś takim nie słyszała! Tak, wypełniała nadzieniem indyka, ale skarpetki?! No cóż, gosposia musiała wykonać wszystkie polecenia pani Rogers, napełnianie skarpetek również. Bedelia zrobiła smakowite nadzienie i włożyła go do sześciu wyjętych z garderoby podkolanówek. Amelia napełniła skarpetki, nikt nie może temu zaprzeczyć!


Następnym zadaniem gosposi było ubranie choinki. Na początku Amelia musiała oczywiście wyrównać jej gałęzie, aby drzewko miała kształtną figurę. Później poszła kupić piłki, gdyż bombki, według niej, są tak samo niebezpieczne, jak bomby. Ale to nie koniec niespodzianek! Bedelia musiała przyozdobić czubek choinki gwiazdą, ale jaką gwiazdą? Gwiazdą filmową, gwiazdą rocka, a może gwiazdą sportu? Amelia wykazała się tutaj niezwykła pomysłowością! Na czubku choinki umocowała lusterko oraz napis "Oto świąteczna gwiazda". Wystarczyło tylko podejść do ozdobionego piłkami drzewka i już było się prawdziwą gwiazdą!


A teraz nadszedł czas na moją ulubioną część tej książki, czyli przywitanie ciotki Myry! Ciotka miała przyjechać do państwa Rogers na Wigilię, więc pani Rogers powiedziała, aby gosposia przygotowała kolędy na jej powitanie. Bedelia świetnie wywiązała się z tego zadania. Zacytuję fragmencik:
"- Witamy, witamy, witamy! - powiedziały chórem dzieci.
- O co tu chodzi? - zdziwiła się pani Rogers.
- Mówiła pani, że ciotka Myra bardzo lubi Kolendy, więc zaprosiłam dzieci naszych sąsiadów, państwa Kolendów, żeby ją powitały".
Po przeczytaniu tego kawałka, roześmiałam się w głos!


Warto zaznaczyć, że Peggy Parish nie oszczędziła mojego śmiechu! To tylko pięć arcyśmiesznych historyjek, w książce jest ich więcej. Ich Wam nie zdradzę, lecz gdy przeczytacie książkę zatytułowaną "Amelia Bedelia i Boże Narodzenie", poznacie je, owszem.


Przyszła kolej na tłumacza! Tak, jak cztery poprzednie, tę część przełożył Wojciech Mann. Hmmm, ile czasu trzeba mu klaskać? A z pięć lat świetlnych! Pamiętajcie, że jeśli na świat przyjdzie Wam syn lub córka, musicie przełożyć obowiązek bicia braw na ich barki. No wiecie, po kilkudziesięciu latach klaskania, ręce będę nieźle boleć!


Nadeszła pora na... ilustratora! Książkę tę w prosty, ale jakże świąteczny i zabawny sposób zilustrowała Lynn Sweat. Warto zaznaczyć, że ta Pani ma niezwykle 'słodkie' nazwisko ;)


Święta to magiczny czas, który powinno się spędzać z rodziną. Seria o Amelii Bedelii jest serią, którą wspaniale czyta się w rodzinnym gronie. Życzę Wam wesołych, rodzinnych i książkowych Świąt Bożego Narodzenia!

Tytuł - Amelia Bedelia i Boże Narodzenie
Tekst - Peggy Parish
Ilustracje - Lynn Sweat
Przekład - Wojciech Mann
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017

czwartek, 29 czerwca 2017

Wracaj, Amelio Bedelio! - czyli bardzo dosłowna pomoc


Wiem, że jest sporo osób, które znają już Amelię Bedelię. Ale wiem także, że są osoby, które Amelii Bedelii nie znają. Więc, aby wszyscy mogli poznać naszą bohaterkę, powtórzę po raz czwarty. Amelia Bedelia to szalona gosposia i wszystko wykonuje bardzo dosłownie. Pracuje u państwa Rogers i im pomaga. Lecz tak w sumie, to raczej sprawia kłopoty!


Czwarta część cyklu o Amelii Bedelii zaczyna się smacznie i równie pysznie się kończy. Zaczynamy od ptysiów piekących się w piekarniku. Po ptysiach czeka na nas śniadanie pani Rogers. Pani Rogers poprosiła swoją gosposię, by zrobiła jej płatki z kawą. A kiedy robi się płatki z mlekiem, płatki wsypuje się do mleka, więc Amelia zrobiła to samo, tylko że z kawą. "Zwalniam Cię!" - krzyknęła pani Rogers i Bedelia musiała opuścić jej dom.


Amelia szła po mieście ze smutną miną i zastanawiała się, co ma z sobą zrobić. Nagle ujrzała karteczkę z napisem "Potrzebna pomoc". Nie zastanawiała się długo. Weszła do środka. Jak się okazało, był to salon piękności. Pani w różowym fartuchu potrzebowała pomocy w układaniu włosów. Amelia Bedelia wyjęła z torebki szpilki i zaczęła upinać włosy. Niestety, skończyło się to bardzo boleśnie dla klientki, więc z ust pani w fartuchu wydobyły się słowa "Wynoś się natychmiast". I tak się też stało.


Następnie Amelia trafiła do salonu mody. Tam miała skrócić sukienki, lecz przecież wcale nie trzeba umieć szyć, żeby obciąć ubranie! Ale to również nie skończyło się w sposób miły dla Amelii. Potem Bedelia pojawiła się w biurze i musiała oznaczyć listy oraz doszlifować dokumenty. Położyła koperty na podłodze, po czym je podeptała. I już były oznaczone! Wyjęła pilniczek i dokładnie wyszlifowała dokumenty. Gdy tylko kierownik pojawił się w biurze, Amelia musiała je szybciutko opuścić.


Gosposia weszła do gabinetu lekarskiego. Miała zapraszać pacjentów pojedynczo, więc musiała oddzielić Janeczkę od mamy. Później poszła do recepcji. Następnie została wezwana do doktora. Lekarz potrzebował kilka szwów, aby zaszyć ranę Rysia. Amelia wyjęła ze swojej torebki kolorową nić oraz igłę. "Rękawiczki lekarskie! Natychmiast, proszę!" - rzekł doktor i Amelia założyła rękawiczki, tylko że rękawiczki miał założyć lekarz.


Nagle gosposia przypomniała sobie, że jej ptysie czekają u państwa Rogers na napełnienie czekoladowym kremem. Amelia Bedelia ruszyła biegiem w stronę domu Rogersów. Ale czy została tam na dłuższy czas? Czy zdążyła podgrzać obiad pana Rogersa? Ode mnie się tego nie dowiecie, lecz gdy przeczytacie książkę "Wracaj, Amelio Bedelio!", owszem.


To już czwarta część naszej Amelii i wszystkie książki przekładał na język polski Wojciech Mann. Napiszę po raz czwarty, że panu Wojtkowi należy bardzo długo klaskać za ten przekład. Myślę, że nawet kilka lat świetlnych. Ale czy starczy nam życia? Nie sądzę, ale takie oklaski i książki możemy przekazywać z pokolenia na pokolenia! Ostrzegam, przy tak długim klaskaniu co jakiś czas trzeba myć ręce! No wiecie, pot.


Tę Amelię także zilustrowała inna osoba. Nie jest to ani Fritz Siebel, ani Barbara Siebel Thomas. A więc kto? Podpowiem Wam. Tę część zilustrował Wallace Tripp. Ilustracje są bardzo kres(ków)kowe. Jest tutaj mnóstwo czarnych kreseczek! Obrazki Trippa idealnie nadawałyby się do kreskówek, ale również książki o Amelii Bedelii!


Pierwsza historia - ha! Druga historia - ha, ha! Trzecia historia - ha, ha, ha! Czwarta historia - ha, ha, ha, ha! Wiecie, co mam na myśli? Każda z opowiadań o Amelii Bedelii jest prześmieszna! Czytając, czujemy się, jakby ktoś łaskotał nas po brzuchu! A jeżeli ktoś ma łaskotki na piętach, to i po pietach! Ale uwaga! Gdy się zaczniemy śmiać przy pierwszej części, to i przy drugiej, i przy trzeciej, i przy czwartej nie ma już ratunku! Lecz tak w sumie, śmiech to zdrowie!


A Wy jak myślicie, czy pan Rogers był zadowolony ze swojej podgrzanej zupki?

Tytuł - Wracaj, Amelio Bedelio!
Tekst - Peggy Parish
Ilustracje - Wallace Tripp
Przekład - Wojciech Mann
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Amelia Bedelia i przyjęcie niespodzianka - czyli Amelia na mokro


Zapewne większość z Was zna już Amelię Bedelię. Wiecie, że to szalona gosposia, która wszystkie polecenia traktuje bardzo dosłownie. Ci, którzy czytali lub słyszeli o Amelii Bedelii wiedzą również, że dyspozycje państwa Rogers wykonuje sama. Tym razem tak nie było! Z pomocą nadszedł kuzyn Alcolu!


Jak to w każdy wtorek, do pani Rogers przychodzą koleżanki. Zwykle szydełkują i rozmawiają. Lecz tego wieczoru miało być ciut inaczej. Dziś pani Rogers ze swoimi koleżankami miały oblewać zaręczyny panny Almy. To przyjęcia jest bardzo wyjątkowe dla pani Rogers oraz jej koleżanek. A co więcej, to przyjęcie niespodzianka!

Amelia swą pracę zaczęła od zrobienia lodów czekoladowych. Ale jeszcze wcześniej wytłumaczyła kuzynowi, jak zająć się żywopłotem tak, aby inni podziwiali owoce jego pracy. To proste! Trzeba tylko wyjąć pudełko suszonych śliwek i nakładać je pojedynczo na gałązki! No proszę, jakie piękne owoce pracy!


Jeszcze przed przygotowywaniem przyjęcia niespodzianki, pan Rogers przyszedł do domu z porcją świeżych ryb. Amelia Bedelia miała je obłożyć lodem! Jakie szczęście, że właśnie skończyła robić lody czekoladowe!

Następnie Amelia wraz z kuzynem Alcolu przeleciała żelazkiem po obrusie, włożyła kwiaty cięte do dużej wazy i pięknie ułożyła prezenty. Ale nie było przecież oblewania panny Almy! Tym razem także się nie zawiedliśmy! Amelia Bedelia zapewniła nam zapas śmiechu na dłuższą chwilę. Pomocnicy państwa Rogers ubrali stroje kąpielowe, a potem wzięli wąż ogrodowy. Odkręcili wodę i skierowali wprost na pannę Almę! W ten właśnie sposób Alcolu i Amelia oblewali jej zaręczyny.


O jak dobrze, że nasza gosposia ma rękę do wypieków słodkości! Inaczej byłoby bardzo źle! Domyślacie się, co tym razem upiekła Amelia Bedelia? Podpowiem Wam - to na pewno nie tort cytrynowo bezowy ani szarlotka. I jeszcze coś! Potrawa została podana z lodami!

Myślę, że nie starczyłoby nam życia, aby klaskać panu Mannowi za ten równie genialny przekład! Ci, którzy mają teraz czapki na głowach koniecznie muszą je zdjąć. Ci, którzy ich nie mają, muszą po prostu je założyć, a następnie zdjąć. Czyli w skrócie 'czapki z głów'. Bombastyczny facet z tego pana Wojtka!


Tym razem ilustracje do książki Peggy Parish nie wykonał Fritz Siebel, lecz Barbara Siebel Thomas! Muszę przyznać, że charakter obrazków niesamowicie podobny! A nawet zastanawiałam się, czy ktoś nie przekręcił imienia i nazwiska ilustratora dwóch pierwszych części z serii o Amelii Bedelii!

Dużo razy zostaliście dziś oblani (oczywiście pomijając deszcz)? No bo dzisiaj Śmigus Dyngus! Przypuszczam, że panna Alma ma już dość jakiegokolwiek oblewania!


Tytuł - Amelia Bedelia i przyjęcie niespodzianka
Tekst - Peggy Parish
Ilustracje - Barbara Siebel Thomas
Przekład - Wojciech Mann
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017

czwartek, 2 marca 2017

Dziękujemy ci, Amelio Bedelio! - czyli Amelia piecze szarlotkę

Do państwa Rogers miała przyjechać ciotka Myra, a pani Rogers (chyba z tego przejęcia) zapomniała podać Amelii Bedelii poleceń takich, aby można je było zrozumieć tylko na jeden sposób. No i już możemy się domyślać, że gosposia zrobiła coś zupełnie zwariowanego.

 

Tak, jak już kiedyś pisałam - Amelia Bedelia to szalona gosposia. Pani Rogers chciała, żeby wszystko było dopięte na ostatni guzik. Nie, nie. W tej chwili nie myślcie, że Amelia zapinała guziki, lecz robiła wiele innych rzeczy. Jakich? A mianowicie pierwszym krokiem było podzielenie prześcieradeł. Tylko po co je drzeć? Drugim krokiem było odebranie i sprawdzenie, czy wszystko w porządku z koszulami pana Rogersa, bo pani Rogers wiedziała, że ta pralnia pierze w kratkę. Ale trzeba do tego używać pędzla i farb? Dalsze kroki poznacie po przeczytaniu książki (cały czas łączącej się z takimi samymi nazwiskami - Parish, Siebel, Mann) pt. "Dziękujemy ci, Amelio Bedelio!".


Przejdziemy teraz trochę dalej, bo do rolad z dżemem. Ci państwo Rogers są bardzo niemądrzy według Amelii Bedelii, bo czy da się zrolować dżem? Rzecz jest jasna, że nie! Ale to złe zlecenie pani Rogers, czy też złe wykonanie gosposi?

Już wiemy, że pan Wojtek znów przełożył starą książkę Peggy Parish, jednak po tych dwóch sztukach - można mu klaskać co najmniej tydzień! Tutaj także pokazał, jak powinno się przekładać książki dla dzieci! No normalnie boski chłop!

Opowieść też nie jest za długa, ale ilustracji mnóstwo! Amelia Bedelia wygląda tak samo, państwo Rogers wyglądają tak samo, piesek wygląda tak samo, dom wygląda tak samo... och ta staranność! A czego innego moglibyśmy się spodziewać od pana Fritza Siebela.


Tutaj nie pojawił się bezowo cytrynowy tort, lecz szarlotka. Teraz to zapewne się wahacie - była pyszna, a może jednak spalona? Po takiej kobiecie można się spodziewać wszystkiego! I najważniejsze pytanie - czy ciasto smakowało ciotce Myrze?

Uwaga, uwaga! Tytuł: Dziękujemy ci, Amelio Bedelio!; treść: Peggy Parish; ilustracje: Fritz Siebel; przekład: Wojciech Mann
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017

niedziela, 12 lutego 2017

Amelia Bedelia - czyli bardzo dokładna gosposia

Był to pierwszy dzień pracy Amelii Bedelii u państwa Rogers, a oni niestety muszą wyjechać. Pani Rogers napisała listę rzeczy, które ma zrobić gosposia, lecz mówiąc jej to, podkreśliła słowo -dokładnie-. Czy Amelia zrobiła te rzeczy dokładnie? Oczywiście, że tak, ale chyba nie w sposób, w który chciałaby pani Rogers.

Czy ktoś by pomyślał, aby do:
- zmieniania ręczników użyć nożyc?
- odświeżenia mebli użyć pudru?
- zdjęcia zasłon użyć papieru i kredki?
- wyłączania lamp użyć sznurka i klamerek?
W ten sposób z obowiązków umie wywiązać się tylko "Amelia Bedelia" wymyślona przez Peggy Parish, zilustrowana przez Fritza Siebela i znakomicie przetłumaczona na język polski przez pana Wojtka Manna!


Nasza główna bohaterka zaraz po przekroczeniu progu domu państwa Rogers, tak na rozgrzewkę upiekła cytrynowo bezowy tort. Wielka szkoda, że to sekret jakie składniki znalazły się w tym smacznie wyglądającym torcie - w książce jest napisane, że dodała szczyptę tego i tamtego i jeszcze tamtamtego. Tort oprócz tego, że wyglądał smacznie, to jeszcze był... ale o tym dowiecie się, gdy sięgniecie po ten bestseller Peggy Parish.

Amelia Bedelia po upieczeniu ciasta musiała zmienić ręczniki. A wiecie jak to zrobiła? Po prostu wycięła w nich dziury i już były inne! Następnym zadaniem, było odświeżenie mebli. No, popudrowała je i odświeżone są? Oczywiście, że tak! Jak mamusię kocham, w życiu nie wpadłabym na takie szalone pomysły.

Czy państwo Rogers mogli mieć do Amelii pretensje, skoro zrobiła dokładnie wszystko co było na liście?


Nie będę zdradzała, dlaczego pan i pani Rogers zdecydowali się jednak zostawić ją u siebie w domu.
Jeśli jesteście ciekawi, jaka była reakcja pani Rogers, gdy kolejno sprawdzała jak nasza gosposia wywiązała się ze swoich obowiązków, koniecznie przeczytajcie "Amelię Bedelię".

To krótka opowieść, i to jest jej jedyna wada. Krótka, bo krótka, ale jak świetnie napisana! No, no... tutaj panu Wojciechowi trzeba klaskać dniami i nocami! Przypiął do tej poczytajki nietrudne, ale też nieczęsto spotykane słowa. Muszę się Wam przyznać, że troszeczkę znam pana Manna i wiem, że nie tylko umie on pisać genialnym językiem, ale również umie się w ten sam sposób wypowiadać. Można się o tym przekonać słuchając jego wtorkowych, piątkowych i niedzielnych audycji w radiowej Trójce.


Książka jest ilustrowana na bogato. Nie ma strony bez ilustracji, choćby takiej maleńkiej i już od okładki widać, że powinny przypaść dzieciom do gustu.

Te trzy nazwiska (Parish, Siebel, Mann) stworzyły razem rewelacyjną książkę. A śmiejemy się przy niej, jakby nas ktoś łaskotał po stopach!

Standardowo - tytuł: Amelia Bedelia; napisała: Peggy Parish; zilustrował: Fritz Siebel; przełożył: Wojciech Mann
Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017