niedziela, 15 listopada 2020

Ziemia. Żywa planeta - czyli historia w zaokrągleniu

Nasza planeta jest niezwykle doświadczona i dojrzała. Ma na karku ponad cztery i pół miliarda lat. Całkiem sporo. Dokładnie pamięta wydarzenia, o których my dowiadujemy się dzięki trudnej i wnikliwej pracy badaczy oraz naukowców. Ziemia jest bardzo zmęczona. Liczne wybuchy, zlodowacenia i bombardowania dały jej w kość. A teraz my - ludzie - nie pozwalamy jej na ani sekundę wytchnienia. Temperatura na Ziemi ekspresowo pnie się ku górze. Smog już dawno wymknął się spod kontroli. Trwa masowa wycinka lasów. Pochłaniamy zwierzęta na kilogramy i wyrzucamy plastik w każdy możliwy kąt. Za wszystkie wymienione okropności odpowiadamy my - ludzie, a to właśnie nasza planeta cierpi na tym najbardziej. Dzisiaj jednak nie skupimy się na nadchodzącej katastrofie klimatycznej, lecz na historii Ziemi. W takim razie musimy cofnąć się o ponad trzynaście miliardów lat.

Niecałe czternaście miliardów lat temu nie istniały ani planety, ani gwiazdy. Cały wszechświat był jedną, wielką pustką. Nieco później nastąpił wielki wybuch. Dosłownie w ułamku sekundy kolosalna eksplozja sprawiła powstanie materii, przestrzeni i czasu. Nagle cząsteczki materii fruwały na prawo i lewo. Były zbyt młode, aby posiadać orientację w terenie, więc cały czas się ze sobą zderzały. Dzięki ich "nieudolności" pojawił się Wszechświat, a w nim - gwiazdy oraz planety. Ziemia ukształtowała się z części energii zgromadzonej wokół Słońca. Jednak nie od początku prezentowała się tak pięknie, jak teraz. Najpierw była tylko... rozgrzanym obłokiem.

No dobrze, zatrzymaliśmy się na obłoku. Później zamienił się on w przeraźliwie gorącą materię. Co chwilę wybuchały nowe wulkany. Ziemia została zalewana zniewalającymi ilościami lawy. Erupcje były także obfite w różnego rodzaju gazy i pyły. Planetę często odwiedzały meteoryty. Chociaż "odwiedzały" to chyba zbyt łagodne słowo (o meteorytach napiszę ciut więcej w następnym akapicie, obiecuję!). Wówczas na Ziemi nie istniało jeszcze żadne życie. Z biegiem czasu planeta stygła. I właśnie wtedy nadeszły dwie niezwykle ważne zmiany. Po pierwsze - wytworzyła się atmosfera. Po drugie - pojawiła się woda! Ta ciekła substancja, którą doskonale znamy, gromadziła się w oceanach. Wyobraźcie sobie, że pierwsze oceany powstały ponad cztery miliardy lat temu!


Pod koniec pierwszego etapu dziejów Ziemi, czyli hadeiku, doszło do niezwykłego wydarzenia. Nastąpiło Wielkie Bombardowanie. Dosłownie tak nazwali to naukowcy. Wielkie Bombardowanie było pewnego rodzaju deszczem. Ale nie wyglądał on tak, jak sobie teraz wyobrażacie. W tym deszczu pojawiły się raczej znikome ilości wody. A to dlatego, że był to deszcz meteorytów! Właśnie dzięki niemu chłodzenie skorupy Ziemi trwało tak długo. Meteoryty zaatakowały nie tylko naszą planetę. Na przykład na Księżycu wciąż możemy zaobserwować charakterystyczne kratery, które wielokrotnie widzieliśmy na zdjęciach. Tak, to właśnie dziury zrobione przez meteoryty.

Przeszliśmy już przez Wielkie Bombardowanie i mamy idealnie ostudzoną skorupę ziemską. Weszliśmy w nowy etap istnienia naszej planety. Teraz znajdujemy się już w archaiku. Dokładnie wtedy na Ziemi pojawiło się... życie! Pierwszymi mieszkańcami planety były bakterie. To mikroskopijne żyjątka składające się tylko i wyłącznie z jednej komórki. Bakterie idealnie potrafią przystosować się do ciężkich warunków, dlatego przetrwały do dzisiaj i stały się pierwowzorem wszystkich żyjących istot. Doskonale radziły sobie pod wodą. "Dlaczego nie żyły na lądzie?" - możecie spytać. Z wielką chęcią Wam odpowiem. Dlatego, że wówczas nie było lądu. Całą planetę zalały oceany, natomiast masy lądu zaczęły wychodzić na powierzchnię dopiero trzy miliardy lat temu. 

Jak myślicie - czy wyłaniający się ląd od razu pięknie zajął miejsca kontynentów, które znamy dzisiaj? Oczywiście, że nie. Skorupa ziemska non stop ulegała wielu zmianom. Co więcej, ona wciąż się rusza! Nie odczuwamy tego na własnej skórze, ale musimy mieć świadomość, że zmiany nie zakończyły się sześćdziesiąt sześć milionów lat temu. Wiecie może, jak wyglądały kontynenty Rodinia, Pangea, Laurazja i Gondwana? Nie odbiorę Wam przyjemność z odkrywania tej wiedzy. Zdradzę tylko, że stworzenia żyjące na tych kontynentach byłyby mocno zdziwione, gdyby zobaczyły naszą Azję, Europę i Afrykę.

Dwa i pół miliarda lat temu klimat Ziemi znowu zupełnie się odmienił. Nasza planeta stała się ogromną kulą śniegową. Średnia temperatura powierzchni Ziemi wynosiła aż pięćdziesiąt stopni na minusie! Wszystkie oceany i kontynenty pokryła ponadkilometrowa warstwa śniegu i lodu. Mrozy utrzymywały się przez kilka milionów lat. A później - kiedy Ziemia już przestała być kulą śniegową - zaczęły rozwijać się złożone organizmy, czyli już nie takie jednokomórkowe. Rozwijająca się fauna żyła w głębinach wód. Dzięki skamiałościom wiemy, że morskie istoty miały miękkie, symetryczne kształty i osiągały nawet dwa metry długości!

Tuż po faunie edakariańskiej na Ziemi  "narodziły się" pierwsze rośliny. Powstały grzybowe lasy, które wyglądały naprawdę komicznie. Pojawiały się także nowe stworzenia. Było ich coraz więcej. Czterysta piętnaście milionów lat temu pod wodą zaczęły funkcjonować płazy. Ba, nie tylko pod wodą! Jak już zapewne wiecie, płazy to zwierzęta wodne, które mogą przeżyć także na lądzie. Życie wreszcie wyszło z wody. Zaraz po płazach na Ziemię wkroczyły gady. One raczej niechętnie wchodziły do mórz i oceanów. A jeśli jesteśmy już przy gadach, zostało nam tylko kilka kroków do dinozaurów. Później należy wspomnieć o wielkim wymieraniu, królestwu ssaków, epoce lodowcowej oraz istotach człowiekowatych. Jak myślicie, w jakie zwierzęta ewoluowały wspomniane istoty człowiekowate? Dowiecie się, jeżeli sięgniecie po książkę "Ziemia. Żywa planeta".

Kiedyś wydawało mi się, że historia naszej planety to opowieść z taką warstwą kurzu, że nie sposób się nią w ogóle zaciekawić. Jak bardzo się myliłam! Aina Bestard, artystka z Majorki, zanurzyła się do niesamowicie odległych etapów Ziemi i przedstawiła je nam, czytelnikom, z ogromną lekkością i bez ani cienia nudy. Czytając pozycję "Ziemia. Żywa planeta" w przekładzie Karoliny Jaszeckiej, nie można nie zwrócić uwagi na cudowne ilustracje. Rysunki w książce, przypominające swoim wyglądem sędziwe ryciny, są dokładnie tak samo ważne, jak tekst. Kalki, na które kilkukrotnie trafiamy poznając historię Ziemi, tylko dodają zachwytu nad tą pozycją. "Ziemia. Żywa planeta" Ainy Bestard postawiła niezwykle wysoką poprzeczkę wszystkim twórcom książek przyrodniczych.

Sięgnijcie po tę pozycję! Być może poznanie niełatwych losów Ziemi sprawi, że spojrzycie na nią z jeszcze większą troską.


Tytuł - Ziemia. Żywa planeta

Tekst i ilustracje - Aina Bestard

Przekład - Karolina Jaszecka

Wydawnictwo Tatarak, 2020

3 komentarze:

  1. Mam od dzisiaj,najpierw zachwyciła mnie strona edytorska,bo książka jest po prostu CUDNA!!!! Teraz juz czytam i tresc jest rownie CUDNA.Jest już w wieku senioralnym i właściwie ta książka nie jest dla mnie, jest dla młodzieży.Ale wcale nie czuje się za stary,aby ja czytać i podziwiać.Tatarak jesteście wspaniali.Pomysl wydania tej książki to strzal w 10tke,dziekuje wam bardzo.pozdrawiam i zdrówka zycze.piotr



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w pełni się zgadzam - książka jest CUDNA! Moc serdeczności :)

      Usuń
  2. Mam od dzisiaj,najpierw zachwyciła mnie strona edytorska,bo książka jest po prostu CUDNA!!!! Teraz juz czytam i tresc jest rownie CUDNA.Jest już w wieku senioralnym i właściwie ta książka nie jest dla mnie, jest dla młodzieży.Ale wcale nie czuje się za stary,aby ja czytać i podziwiać.Tatarak jesteście wspaniali.Pomysl wydania tej książki to strzal w 10tke,dziekuje wam bardzo.pozdrawiam i zdrówka zycze.piotr



    OdpowiedzUsuń