Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Tako. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Tako. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 maja 2017

Spacer - czyli zachwycająca przechadzka z Katarzyną Bogucką


Chyba każdy z nas lubi spacerować. A takie ciekawe spacery, podczas których dużo się dzieje to czysta przyjemność! Coś się kończy i zaczyna nowe. Jakieś ważne wydarzenia właśnie się odbywa... na taki "Spacer" zaprasza nas Kasia Bogucka!


Kiedy tylko otworzymy książkę widzimy dwa gołąbki na parapecie, drzwi, okno, drzewa. Robimy krok o jedną stronę. Pewien pan poprawia krawat, dziecko bawi się z mamą, a przed budynkiem rosną kwiaty. Idziemy dalej. Para jedzie na rowerze. Starsza pani pilnuje wnuka, który zaprzyjaźnia się z pieskiem, a pieska trzyma na smyczy pan niosący gazetę.


O nie! Dziecko wybiega na pasy, a samochód jedzie prosto na nie! Mama już pędzi z pomocą! Tuż obok jakiś pan ciągnący za sobą przyczepkę z balonikami idzie w innym kierunku, więc nie może dostrzec przebiegającego chłopca.


Jeden się uśmiecha, drugi płacze, a trzeci jeszcze skacze (te rymy to na prawdę przypadek)! Czwarty ma pieprzyk na nosie, piąty okulary, a szósty tatuaż na ręce! Każdy jest inny. I to także widać na ilustracjach Kasi Boguckiej. Kiedy tylko spojrzymy na okładkę "Spaceru" aż trąbi, że to Bogucka! Tak, tak, ta Pani ma ten swój charakterystyczny styl. Czy już wiecie jakiego rodzaju jest ta książka? Oczywiście, to picture book!


Same ilustracje. Tylko one, a książka szczuplutka wcale nie jest! Są one tak wspaniałe, lecz czy mogliśmy się spodziewać czegoś innego po takiej fenomenalnie uzdolnionej ilustratorce? Osoby rysowane przez panią Kasię nie tylko są przyjemne dla oka, ale także rozpoznajemy ich charaktery. Tutaj możemy poznać mnóstwo ludzi, no bo co to za spacer bez przechodniów?


Idziemy kolejny krok dalej. Chłopiec płacze i wskazuje palcem na karuzelę. Zapewne też chciałby się pokręcić. Pewna dziewczynka je loda i obserwuje dzieci bawiące się na tej właśnie karuzeli. Chops i już następna strona. Jakaś grupa dzieciaczków wkracza lub opuszcza plac zabaw z dwoma paniami. Wszyscy trzymają się skakanki. A my jesteśmy na terenie budowy. Trzech panów ciężko pracuje, lecz gdy przyszedł do nich chłopak, który tańczy, troszkę ich rozproszył.


Kupując "Spacer" mamy do wyboru aż trzy okładki. Na pierwszej widnieje miasteczko, na drugiej zgromadzeni ludzie, a na trzeciej drzewko i roślinki. Ja posiadam tę pierwszą, jednak każda z nich ma swój zadziwiający urok!


Książkę można oglądać na dwa sposoby. Pierwszy - po prostu obejrzeć ilustracje i je zachwalać, bo na to zasługują. Drugi - przyglądać się szczegółom i zadawać sobie pytania (co stało się wcześniej?; dlaczego akurat to?; czemu świat się zmienia? i wiele innych), a następnie zachwalać ilustracje, bo na to zasługują. Myślę, że większość osób wybierze ten drugi sposób. Ale muszę Was przed czymś ostrzec! Czas spędzony na spacerze z pani Kasią mija błyskawicznie, lecz nie jest to czas stracony!


Gdy dokładnie obejrzałam tę książkę, aż mnie wzięło na spacerowanie! Niestety, u mnie na dworze brzydka pogoda, ale cieszę się, że mogę przechadzać się uliczkami miasta z tak świetną ilustratorką! Miłego spacerowania!

Tytuł - Spacer
Ilustracje - Katarzyna Bogucka
Wydawnictwo Tako, Toruń 2017

czwartek, 23 lutego 2017

Czerwony Kapturek - czyli klasyka z "niezwykłymi" ilustracjami

Nie ma co ukrywać, że słynną baśń braci Grimm - "Czerwonego Kapturka" - znają wszyscy. My, rodzice, dziadkowie..., lecz w tej książce chciałabym opowiedzieć najwięcej o "niezwykłych" ilustracjach. Znacie już "niezwykłą Joannę Concejo"? Jestem pewna, że ten, kto czytał na tym blogu o "Księciu w cukierni" oraz "Dymie" zna jej ilustracje znakomicie!



Jak wszyscy wiemy, pewnego razu żyła sobie malutka, słodka dziewczynka. Lubił ją każdy, ale najbardziej kochała ją babcia. Już nie wiedziała, co ma dać swej wnuczce w prezencie, więc wymyśliła, że da jej czerwony kapturek. Dziewczynce bardzo się on spodobał i chodziła w nim cały czas. Nie można było jej zobaczyć bez kapturka i dlatego inni nazywali ją Czerwonym Kapturkiem. W większości książek właśnie tak opisana jest główna bohaterka, ale Joanna Concejo wpadła na pomysł i zilustrowała to ciuteńkę inaczej.


Gdy otworzymy książkę, na pierwszej stronie widnieje piękna ilustracja. Jest na niej las, a na drugim planie ścieżka. Na ścieżce stoją sobie dwa jeleniowate. Już po pierwszym rysunku widzimy, że jakaś akcja będzie rozgrywała się właśnie w domu drzew - lesie. Jeżeli przewrócimy na kolejną stronę, także zastaniemy las, tylko że już wewnątrz. Od razu z przodu rosną paprotki, które rzucają nam się w oczy. Te dwa rysunki zrobione były ołówkiem, lecz w następnej ilustracji tylko niebo i twarz dziewczynki zostały wykonane tym narzędziem. Chociaż drzewa są mocno zielone, w pierwszej kolejności zauważamy jaskrawoczerwoną sukienkę, właśnie "Czerwonego Kapturka".


Następny rysunek też wykonany jest ołówkiem. Autorka ilustracji pokazała tutaj miasteczko Czerwonego Kapturka oraz domek babci. Już wiemy jak daleko dziewczynka musiała dotrzeć, aby zanieść ciasto i wino babci. Ludzie z wzrokiem sokoła mogą także zauważyć wilka, który jest tak charakterystyczny dla tej baśni.

Mnie najbardziej zachwyciła ilustracja z babcią, a nad jej głową wypchane dzikie zwierzęta. Wygląda to naprawdę imponująco. Ciekawe, co tam robi ten czerwony czajniczek...


Ilustracji jest wiele i niewątpliwie, jest to atut tej książki. Nad każdą powinniśmy się zastanowić. Te w niezabawnym tonie budzą w nas niepokój. Tam, gdzie w treści jest smutek... ilustracje także są ponure. Tam, gdzie w tekście jest beztrosko i wesoło... rysunek jest radosny. Gdybyśmy co dzień otwierali książkę na tej samej ilustracji, dostrzegalibyśmy coraz więcej drobiazgów. I to jest magia rysunków pani Joanny Concejo!

Jeszcze nigdy nie spotkałam się z tym, aby Kapturek zaraz na początku książki zgubił swój kapturek! I czy jest to możliwe, by Kapturek zgubił kapturek? No, bo jaki Kapturek bez kapturka! Kapturek Joanny Concejo na głowie nie ma kapturka. Ale to i tak świetny Kapturek!

Rzecz jasna. Musi się znaleźć na końcu - tytuł: Czerwony Kapturek; tekst: Wilhelm i Jakub Grimm; ilustracje Joanna Concejo; przekład: Łukasz Musiał
Wydawnictwo Tako, Toruń 2015

niedziela, 5 lutego 2017

Dym - czyli historia, która wyciska łzy

Żaden z nas nie chciałby trafić do oświęcimskiego obozu koncentracyjnego, a szczególnie wtedy, gdy wiemy co nas czeka. Główny bohater "Dymu" też nie wiedział jak to się zakończy, ale na pewno miał świadomość, że nie dzieje się nic dobrego.


Pewien chłopiec nie może zrozumieć, czemu jadą takim długim pociągiem i jest to pociąg inny niż zawsze, dlaczego po przyjechaniu na miejsce był tylko z mamą, a tatę oddzielili, czemu jędzą surowe ziemniaki, pilnują ich żołnierze, muszą ciężko pracować, idą do domu z kominem i... dorośli już wiedzą, jak to się może zakończyć.

Książkę Antóna Fortesa pt. "Dym" może przeczytać mały i duży czytelnik, jednak to rodzic powinien zdecydować, czy jego dziecko jest na to gotowe. Opowieść przedstawiona jest z perspektywy małego chłopca. Jest w niej pokazane, jak dzieci przeżywały to okrucieństwo, w jak bestialskich sytuacjach musiały się znaleźć! Pan Fortes przedstawił do czego zdolna jest mama, aby ochronić własne dziecko.

"Mama mówi, że muszę zjadać wszystko, żebym nie był chory i zawsze oddaje mi część swojej porcji".

Chłopiec poznaje swojego jedynego przyjaciela Vadia. Razem pracują i wspierają się, a gdy przychodzi ta chwila, trzymają się za ręce. To miało być niby takie "oczyszczanie robaków".


Rodzice raczej unikają takich książek dla swoich synów lub córek, ale ja myślę, że opowieść pana Fortesa powinna trafić do rąk większości nastolatków. Jestem przekonana, że w takim wieku zrozumiemy tę książkę mimo wielu niedopowiedzeń.

Antón nie opisał tego nieszczęścia okrutnymi słowami. Zrobił to bardzo łagodnie, jeżeli zawierzymy tłumaczeniu pani Beaty Haniec. Przez tę książkę poznajemy malutką część życia rodzin z obozu koncentracyjnego. Nie wiedzieli co ich czeka, jak skończy się ten dramat. Chłopiec już nigdy nie zobaczy swojej mamusi i tatusia, ale my możemy zobaczyć jakie nieludzkie wydarzenia miały miejsce ponad pół wieku temu.

Gdy przeczytałam koniec tej opowieści, jednocześnie chciałam wszystko zapomnieć, ale też wiedziałam, że nie mogę. Nigdy nie wymażę "Dymu" z pamięci i nie wiem czy tego żałować, czy nie. Ta historia zostawia po sobie trwały ślad już na zawsze.



No to teraz coś wesołego, lecz nie do końca. Jeżeli Wam podpowiem, że ilustracje są autorstwa osoby, której styl jest mi najbliższy, domyślicie się o kogo chodzi? O "niezwykłą Joannę Concejo"! Nie ma co nawet mówić, obrazki są zachwycające! Znów wykazała się sercem. Do ołówka i kredek też. Każda z ilustracji jest jednocześnie piękna, ale budzi niepokój. Ma pani Joasia niesamowite wyczucie do takich rzeczy! Po prostu mistrzyni!

Tytuł: Dym; tekst: Antón Fortes; ilustracje: Joanna Concejo; przekład: Beata Haniec
Wydawnictwo Tako, Toruń 2011