Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Literatura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Literatura. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 sierpnia 2018

Król - czyli zrządzenie losu


Chłopiec imieniem Patryk miał się bardzo dobrze. Spokojnie leżał na trawie swojego ogródka wpatrując się w życie malutkich robaczków, podczas gdy rodzice wraz ze znajomymi urządzali grilla. Po tym, jak wszyscy ze smakiem zjedli kiełbaski popijając je zimnym napojem, Patryk razem z rodzicami wrócił do swojego dużego, przytulnego domu. Wszystko świetnie się układało. Ale jak wiadomo, los to figlarz. Życie nie jest usłane landrynkami. Zdarzają się także góry. Niekiedy nawet i te zupełnie pionowe.

Nagle firma taty Patryka bankrutuje. To przez okropny przekręt jednego z pracowników. Cała rodzina zostaje przeniesiona do obskurnego budynku. Ktoś napisał na nim napis "Brooklyn". Od tamtej pory dzielnica zamieszkiwana przez osoby, którym się nie powiodło w życiu nazywana jest Brooklynem. W Brooklynie nie istnieje coś takiego, jak kultura osobista, dobre wychowanie. Tutaj każdy kolejny dzień jest walką o to, aby zarobić parę groszy. Wielu osobom idzie to z wielkim oporem. Wśród nich znajduje się tata Patryka. Swoje smutki topi w kieliszkach. A raczej całych butelkach. Codziennie idzie do pobliskiego sklepu na zakupy. Codziennie kupuje jeden produkt. Codziennie się przewraca. I... codziennie bardzo boleśnie bije swoją żonę i swojego syna.

Wkrótce tata trafia do szpitala. Tam tkwi przywiązany do łóżka pasami. Patryk nie chce go odwiedzać. Stara się o nim zapomnieć, choć na krótki czas, ale nie może. O tacie wciąż przypominają mu blizny na ciele. Chłopiec nałogowo pochłania książki. To na chwilę odrywa go od szpitala, w którym przebywa myślami. Ale wystarczy, że Patryk spojrzy na swoje nogi. Znów "wita tatę". Teraz nie myśli już o tacie. Myśli o swoim ojcu. O złym ojcu.


Patryk śmiało przyznaje, że odkąd ojca nie ma w domu, czuje się o wiele bezpieczniej. Brakuje mu teraz tylko mamy, która od wczesnego ranka do późnego wieczora ciężko pracuje uganiającymi się po korytarzach z mopem.

Pewnego dnia Patryk ubiera długie spodnie. Długie, aby nikt nie mógł spostrzec śladów na jego nogach, które pozostawił po sobie ojciec. Wychodzi do parku. Spotyka tam mężczyznę w papierowej czapeczce, najprawdopodobniej wykonanej z najnowszego numeru gazety sprzedawanej z kioskach. Z biegiem czasu okazuje się, że to człowiek imieniem Celestyn. Celestyn mówi, że jego portfele odmawiają już zamykania, takie są pełne oraz że mieszka z hotelu dla VIP-ów. Ponoć wychodzi stamtąd rano i przychodzi wieczorem. Okazuje się także, że mężczyzna jest zaciekawiony Patrykiem. Patryk także chce poznać Celestyna bliżej. Dlatego też obydwoje postanawiają, że spotkają się następnego dnia w tym samym miejscu - przy ławeczce w parku.

Spotkania Patryka i Celestyna przeistaczają się w codzienne rozmowy o życiu. Nieznajomy staje się autorytetem chłopca, jego mentorem. Celestyn nalega, aby Patryk wykonywał ćwiczenia fizyczne. Zabiera go na obiady, na które zawsze ma "zaproszenia". Uczy pływać i robić latawce. Wygłasza także bardzo potrzebne w dorosłym życiu mądre słowa. Patrząc na naszą parkę śmiało można stwierdzić, że wyglądają jak syn z tatą. Tak, Celestyn mógłby zostać moim tatą - myśli nasz bohater.


Kim tak naprawdę był Celestyn? Dlaczego postanowił spędzać tyle czasu z Patrykiem? Czy ojciec znowu zawita w Brooklynie i wszystko wróci do codzienności, w której nasi bohaterowi żyli przed bankructwem firmy? A co z mamą? I kto jest tytułowym królem? Jeśli chcecie poznać odpowiedzi na te pytania, nie szukajcie ich u mnie. Po prostu weźcie do ręki książkę „Król” i zanurzcie nos w znakomitym piórze Katarzyny Ryrych.

Dzisiejsza pozycja to lektura o przemocy w domu, o przyjaźni, o tym, że nie szata zdobi człowieka, o tym, że nie wszystko jest takie, jakie może wydawać się od pierwszego spojrzenia. Historia rodziny Patryka jest tego idealnym przykładem.

Koniecznie pędźcie po „Króla”. Uwaga! Ostrzegam wszystkich, że podczas czytania mogą pojawić się wzruszenia.

Tytuł - Król
Tekst - Katarzyna Ryrych
Wydawnictwo Literatura, Poznań, 2015

piątek, 14 kwietnia 2017

Niezłe ziółko - czyli jak wyciągnąć Eryka z berberysu


W domu Eryka miała zamieszkać Babcia Malutka. Ośmioletni chłopiec aż zaniemówił z wrażenia! Aby dowiedzieć się więcej na temat przyjazdu babci, Eryk odpuścił nawet ulubione, poranne grzanki! Ale wiedział, że była to nieodpowiednia pora na wyjaśnienia. Musicie wiedzieć, że śniadanie Eryka, to maraton. On jednak nie lubi takich wyścigów. Robi to tylko dla rodziców. Wygra ten, kto jako pierwszy wpakuje talerz do zmywarki.

Babcia Malutka to mama mamy Eryka. Podróżowała i zbierała różne zioła. Na tym zna się najlepiej. Starsza pani uwielbiała również przejażdżki na swoim pstrokatym motocyklu, ale teraz wszystko jest inne. Babcia jeździ na wózku inwalidzkim.


Podczas babcinych opowiadań o ziołach i podróżach, Eryk postanowił, że zostanie mnichem lub podróżnikiem. Babcia zapytała go, kim chciał zostać, zanim postanowił, że stanie się mnichem lub podróżnikiem. Koszykarzem! - krzyknął Eryk. Babcia Malutka była znakomitą "rozwiązywaczką języków". Przy niej mówiło się wszystko, nawet to, czego wcale nie chciało się powiedzieć. Eryk zrezygnował z koszykówki, bo był "baletnicą na boisku". Przynajmniej tak przezywali go chłopcy.

Od tej pory zaczęły się treningi koszykówki! Babcia Malutka dodała Erykowi takiej motywacji, że zaraz wziął się za ćwiczenie rzutów. Wychodziło mu to całkiem nieźle, pomijając oczywiście rozbite szyby garażu.

Eryk kończy już osiem lat. Ten czas tak szybko minął! Nasz solenizant zapomniał o swoich urodzinach! Ale największe zaskoczenie czekało w niespodziane od babci! W pudełku znajdowały się saszetki z przeróżnymi ziołami, doniczki i zeszyt z napisem 'Moja zioła'. Był to raj dla Eryka! Miał nawet miejsce, w którym mógł pielęgnować swe roślinki.


I tak się też stało! Eryk bardzo często przychodził, by sprawdzić czy z jego ziołami wszystko w porządku. Opiekował się nimi, tak, jak mamusia swoim dzidziusiem lub wnuk babcią.

Pewnego ranka do domu Eryka zawitał doktor. Babcia źle się czuła. I po kilku dniach odeszła od wszystkich. No, prawie. Została z Erykiem. Z nim jest zawsze i jeździ do niego na pstrokatym motocyklu! Zapewne domyślacie się jak to możliwe, ale po przeczytaniu "Niezłego ziółka" przekonacie się czy mieliście rację.


Babcia pomogła Erykowi uwierzyć w siebie. Nie musiał on już tylko siedzieć w kłującym berberysie i patrzeć jak koledzy z klasy grają w koszykówkę. O nie! Mógł nie tylko dotknąć piłki, ale i... nie, nie, nie! Co ja piszę! Przecież nie można zdradzać rzeczy, które znajdują się na końcu książki!

Barbara Kosmowska pokazuje mam, jak ważna jest dla nas relacja z drugim człowiekiem. W tym przypadku członkiem rodziny, babcią. Bo właśnie starsze osoby mają większe doświadczenie życiowe. Kiedy zbliżymy się do nich, łatwiej będzie nam porozmawiać o rzeczach trudnych. A kiedyś z pewnością przyjdzie taki czas, że to oni będą nas potrzebować.


Książkę wzbogacają ilustracje Emilii Dziubak. Gdy patrzymy na narysowane przez panią Emilię zioła, czujemy ich aromatyczny zapach! Kiedy widzimy zilustrowany dym wydobywający się z pstrokatego motocyklu Babci Malutkiej, odczuwamy go na twarzy! Czyż nie brzmi to zachęcająco? Mam nadzieję, że tak!


Tytuł: Niezłe ziółko; tekst: Barbara Kosmowska; ilustracje: Emilia Dziubak
Wydawnictwo Literatura, Łódź 2016









Życzę Wam radosnych Świąt w gronie najbliższych!

wtorek, 3 stycznia 2017

Dynastia Miziołków - czyli wcale nie nudna lektura

Miziołek. Każdy dziesięcioletni uczeń, który przeczytał lekturę "Dynastia Miziołków" zna tego chłopca. Nie zawsze jest on grzeczny, ale u każdego dziecka budzi sympatię. Podziwiam Joannę Olech, bo podobnie jak Astrid Lindgren lub Krystyna Drzewiecka, umiała się wcielić w rolę dziecka i napisać kapitalną książkę, jak pamiętnik młodego człowieka.


Mamiszon, Papiszon, Kaszydło i Mały Potwór - tak wygląda rodzinka Miziołków. Przepraszam, przepraszam! Jeszcze szczurek o imieniu Ogryzek. Mamiszon (czyli mama) nie jest podobny do prawdziwej mamusi. Jak jest napisane w książce "Mamiszon to kulinarny głąb". Natomiast Papiszon (papa lub tata) siedzi w swojej norze z komputerem i nawet potrafi przez cały dzień nie wychylić z niej nosa! Kaszydło (młodsza siostra Miziołka - Kaśka) zawsze dręczy Miziołka, gdy tylko się obudzi. A Mały Potwór to "samiczka gatunku -homo sapiens-. Trojga imion: Anna Klementyna Natalia. Jesienią skończyła rok. Pierwszą świeczkę na urodzinowym torcie najpierw zdmuchnęła, potem zjadła. Ma siedem zębów i nie zawaha się ich użyć. Dowody?... Ślady mleczaków na meblach. W celach taktycznych udaje głupszą, niż jest w rzeczywistości - leje w majtki, pije z butelki i odmawia mówienia w ludzkim narzeczu, a wszystko po to, żeby utrzymać posadę Ukochanego Dzidziusia Mamusi". Gdy przeczytałam ten fragment, śmialiśmy się całą rodziną!

Kreskówkowe obrazki. Śmieszne, z humorem. Czytadełko zilustrowne przez samą pannę Joannę Olech. Świetnie ujęła osoby przedstawione w książce. Ilustracje idealnie zgadzające się z treścią książki, ale gdyby tak przeczytać samą poczytajkę, bez rysunków, w życiu nie pomyślelibyście, że właśnie tak wyglądają bohaterowie "Dynastii Miziołków".

Lektura? Pewnie nudna - tak myśli większość dzieci, a jednak przeogromnie się mylą. Lektura napisana przez panią Olech jest świetna i muszę dodać, że dostała ona (książka) nagrodę im. Kornela Makuszyńskiego.

No, a pani Joasia jest bardzo zdolna, bo za teksty i ilustracje zdobyła wiele nagród, m.in. nagrodę Naszej Księgarni, nagrodę im. Kornela Makuszyńskiego oraz nagrodę specjalną Polskiej Sekcji IBBY.


Tytuł: Dynastia Miziołków; autor tekstu i ilustracji: Joanna Olech
Wydawnictwo Literatura, Łódź 2016