Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Małgorzata Glasenapp. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Małgorzata Glasenapp. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 grudnia 2019

Tippi i ja - czyli magia dwóch sióstr


Rodzeństwo. Domyślam się, że jeśli jesteście siostrą lub bratem, macie na ten temat dużo do powiedzenia. Posiadanie rodzeństwa złożone jest z zalet oraz wad. Plusem jest na przykład to, że o każdej porze dnia i nocy możecie razem tarzać się po podłodze i łaskotać na łóżku rodziców. Wygłupów i śmieszków nigdy za wiele, wiadomo. Jednak czasami nasze rodzeństwo doprowadza nas do szału i mówi rodzicom o tych rzeczach, o których nie do końca powinni wiedzieć (pozdrawiam mojego brata!). Gdyby pojawiło się pytanie "czy fajnie mieć brata lub siostrę?", a ja miałabym do wyboru dwie odpowiedzi - tak lub nie - zdecydowanie wybrałabym tę twierdzącą. Ale czy chciałabym spędzać z moim bratem tysiąc czterysta czterdzieści minut na dobę? Niekoniecznie.

Tippi i Grace to wzorowa miłość rodzeństwa, uwierzcie mi. Nawet Vincent van Gogh i jego brat nie darzyli się aż takim uczuciem. Dwie, wspomniane wcześniej dziewczyny nieco wyróżniają się w tłumie. To dlatego, że... są połączone w biodrach. Mają dwa serca, cztery ręce i dwie nogi. Mama Tippi i Grace chroni swoje córki aż do szesnastego roku życia. Dziewczyny nie chodzą do szkoły. W takiej publicznej placówce znajduje się mnóstwo nietolerancyjnych i niewyrozumiałych osób, które mogłyby je skrzywdzić. Naszym bohaterkom nigdy nie przeszła do głowy myśl, że będą musiały iść do szkoły. A jednak, stało się. Rodzinie zaczyna brakować pieniędzy na indywidualne (choć tak naprawdę to podwójne) nauczanie. Od września Tippi i Grace prawie codziennie będą musiały przekraczać próg, za którym czają się podejrzane spojrzenia i ukryte uśmieszki.

Przedstawię Wam teraz rodzinę nastolatek. Zacznijmy od siostry. Tak naprawdę ma na imię Nicola, ale Tippi i Grace mówią na nią Dragon. A to dlatego, że kiedy miała dwa lata, namiętnie udawała smoka - zioła ogniem i tupała nogami. Dragon uwielbia tańczyć i malować paznokcie. Chodzi na balet i ponoć całkiem nieźle jej idzie. Marzy o kosztownym wyjeździe na baletowy turniej. Mama jest niezwykle troskliwą osobą. Jej życie to niestety praca, praca, praca i martwienie się o rodzinę. Chce, aby wszystkie trzy córki czuły się w domu jak najlepiej. Czasami zjadają ją stres i nerwy. Natomiast tata kompletnie różni się od mamy. Bardzo często udaje - nie tylko przed rodziną, ale również przed samym sobą. Na przykład udaje, że chce znaleźć pracę. Pokazuje swojej żonie, że bardzo mu na tym zależy. Jednak wszyscy bardzo dobrze wiedzą, że to nieprawda. Tata ma wiernego, nierozłącznego przyjaciela. To alkohol. Jest on powodem wielu kłótni w domu. Pochłania także sporo pieniędzy niezbędnych do wychowania córek. Babcia cały czas usprawiedliwia swojego syna, co jest strasznie irytujące. Mimo tego Tippi i Grace czasami lubią z nią rozmawiać.


Pierwszy września zbliża się wielkimi krokami. Z każdym kolejnym, upływającym dniem napięcie w domu rośnie. Pójście do szkoły naszych dwóch bohaterek jest małym świętem, które wywołuje sporo stresu. Dragon daje swoim siostrom niezbędne rady. Opowiada też o głupocie czyhającej w szkole. I o tym, żeby wiele osób oraz rzeczy traktować z przymrużeniem oka. Tippi i Grace są dla siebie wielkim wsparciem. Dużo ze sobą rozmawiają, co zapewne nie jest zaskoczeniem. Gdy nadchodzi tak długo wyczekiwany dzień, dziewczyny znajdują się w gabinecie dyrektorki. Kobieta od razu zaznacza, że nie rzuci naszych bohaterek na pożarcie. Dlatego wybrała dla nich przewodniczkę i przyjaciółkę. Ma na imię Yasmeen. Jej włosy są różowe, a nadgarstki podejrzanie chude.

Yasmeen okazuje się być dziewczyną inną niż wszyscy. Nie zadaje pytań "w jaki sposób robicie siku?" i nie mówi "takie życie musi być koszmarem". Jeśli nawiązuje do tematu wyglądu swoich nowych koleżanek, robi to w bardzo umiejętny sposób. Nie jest lubiana w szkole. Większość uczniów się jej boi. Gdy tylko ktokolwiek rzuci obraźliwe słowa w kierunku sióstr syjamskich, czeka go wysłuchiwanie krzyków Yasmeen. Świeżo poznana dziewczyna staje się pewnego rodzaju autorytetem dla Tippi i Grace. Siostrom imponuje jej niezależność oraz to, że ma chłopaka. Bo one niestety nie mogą.

Przewodniczka przyznana naszym bohaterkom oraz jej chłopak stają się dla Tippi i Grace prawdziwymi przyjaciółmi. Nie podchodzą do nich ze współczuciem albo wyższością. Bardzo szybko akceptują ich odmienność. Można nawet powiedzieć, że chyba ją polubili. Podczas spotkań z Yesmeen i Jonem, nastolatki czują się swobodnie. W tym samym czasie, w domu ubywają pieniądze. I to w coraz szybszym tempie. Jak już wcześniej wspomniałam, Dragon marzy o wyjeździe na prestiżowy i kosztowny turniej baletowy. Jak się pewnie domyślacie, rodzice nie mają na to funduszy. Dlatego Tippi i Grace podejmują niezwykle ryzykowną decyzję. Pozwalają nakręcić o sobie dokument do telewizji, za co dostaną kolosalną sumę. Robią to, ponieważ kochają swoją rodzinę.

Pierwszym zaskoczeniem jest kolosalna suma za udział we wspomnianym dokumencie. Główne bohaterki nawet nie śniły o takiej kwocie. Ale cała rodzina miała zupełnie inne wyobrażenie na temat programu z udziałem Tippi i Grace. Kamera będzie je śledzić przez praktycznie dwadzieścia cztery godziny na dobę. To oczywiście nie koniec niespodzianek w książce "Tippi i ja". Ale jeśli chodzi o treść, ja już milknę i nie zdradzę Wam nic więcej.

Muszę przyznać, że nigdy nie zastanawiałam się nad tym, jak wygląda życie sióstr syjamskich. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, z iloma problemami spotykają się w ciągu choćby jednego dnia. Sarah Crossan (autorka "Kasieńki" oraz "My dwie, my trzy, my cztery") zdecydowanie otworzyła mi oczy. Dzięki dzisiejszej pozycji doświadczyłam radości, smutku i wzruszenia, które bardzo płynnie przeplatały się ze sobą. "Tippi i ja" to pamiętnik Grace pisany wierszem od sierpnia do marca. Te osiem miesięcy były wypełnione zmianami i wydarzeniami, które naprawdę warto poznać. 

Tytuł - Tippi i ja
Tekst - Sarah Crossan
Przekład - Małgorzata Glasenapp
Okładka - Zosia Frankowska
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa, 2019

sobota, 16 lutego 2019

My dwie, my trzy, my cztery - czyli mocna seria zaskoczeń


Dwa tygodnie temu zanurzyliśmy się w świat książek dla nastolatków i dzisiaj również z niego nie wyjdziemy. Otóż ostatnio na naszym rynku pojawiła się pozycja, która zachwyciła wiele osób. Przez niektórych, została nawet okrzyknięta najlepszą książką dla młodzieży. Dla mnie z pewnością jest jedną z najciekawszych i najmądrzejszych. Dobrze, wejdźmy już do domu Apple, prędziutko!

Właśnie przed chwilą wspomniana bohaterka wróciła z babcią ze szkoły. Babcia wciąż nie rozumie, że wiek trzynastu lat jest zdecydowanie odpowiedni na samodzielne powroty do domu. Ta sama babcia nie pozwala jej też wychodzić z koleżankami. Uważa, że Apple jest jeszcze za mała. Między innymi w takich momentach Apple pragnie, aby mama znów się pojawiła... Głęboko w to wierzy. Wyczekuje tej chwili jeszcze bardziej niż najlepszych prezentów. Mama odeszła ponad 10 lat temu. Uwaga, dosłownie odeszła! Po prostu spakowała swoje rzeczy i wyszła z mieszkania. Za oknem hulała burza i padał grudniowy śnieg. Apple, leżąc w swoim łóżku piętro wyżej, słyszała okrzyki dwóch kobiet. To wspomnienie szczególnie zapadło jej w pamięci - mimo tego, że miała tylko dwa lata. No raczej nie wymyślałaby czegoś aż tak nieprzyjemnego.


Jak już wcześniej wspomniałam, nastolatka ma serdecznie dosyć swojej babci. Kocha ją, jednak uważa, że w wielu sytuacjach zdecydowanie przesadza. Po takich chwilach na drugi dzień oddawała swoje łzy do koszulki Pilar, najlepszej przyjaciółki. To ona była jej największym wsparciem. To właśnie z nią Apple dzieliła się swoimi sekretami. Jednak do czasu. Do czasu, gdy Donna ukradła naszej bohaterce przyjaciółkę. Do czasu, gdy Pilar zdradziła tajemnice Apple. Nastolatka nie spodziewała się takiej zdrady. Była zrozpaczona. Ale miała nadzieję, że los być może jeszcze się odmieni.


Teraz Apple cały czas jest sama. Sama na przerwach, sama po lekcjach. Jedyną istotą, której może się zwierzać jest jej pies - Reks. Ukojenie znajduje także w... pisaniu poezji. Swój talent odkrywa dzięki panu od języka angielskiego. A trzeba zaznaczyć, że jest to talent, obok którego nie można przejść obojętnie. Przekonajcie się sami:

Wojna
To wcale nie wygląda jak wojna,
Chyba żeby przyjrzeć się bliżej - założyć najpierw okulary
I przejechać palcem po pęknięciach przyjaźni.
Byłyśmy we dwie,
Drużyna na dwieście punktów,
Aż Donna zabrała ją
Ode mnie.
Spadła jak kamień i zabrała Pilar,
Jak ptak chwytający rybę przy brzegu oceanu.
Nie wiedziałam, że coś takiego może się wydarzyć.
Myślałam, że przyjaźń zawsze oznacza właśnie to:
Na zawsze i zawsze, i zawsze.
Teraz wiem, że oznacza:
Dopóki.
Dopóki nie zjawi się ktoś ciekawszy,
Dopóki nie zjawi się ktoś lepszy,
Dopóki dyrygentka nie machnie batutą,
Wybierze ciebie, a nie mnie
I zakończy naszą symfonię.

Przenieśmy się w świąteczny czas. Apple nigdy go nie lubi. Ma ku temu dwa powody. Po pierwsze - ten wieczór przypomina jej ucieczkę mamy. Po drugie - właśnie wtedy do babci przyjeżdża tata wraz ze swoją partnerką, czyli macochą Apple. To jeden z nielicznych dni w roku, podczas których okazuje jakiekolwiek zainteresowanie swoją córką. Czyli podsumowując - nie przywiązuje do niej praktycznie żadnej uwagi.


Te święta są jeszcze bardziej nieszczęśliwe i przygnębiające dla naszej bohaterki. Dowiaduje się o nowinie, która powinna ją cieszyć i sprawiać, że poczuje się szczęśliwsza, jednak wcale tak nie jest. Osoby, które mnie ociupinę znają pewnie domyślają się, że nie zdradzę, co było wspomnianym prezentem. Oczywiście tak też zrobię. Pozwólcie, że zostawię to do odkrycia czytelnikowi.

Aby ochłonąć po rodzinnych informacjach, Apple wychodzi z Reksem na spacer. Jest z lekka zdruzgotana. Właśnie wtedy dostrzega sąsiada w swoim wieku. Ma na sobie sweter, gumiaki i wchodzi do pobliskich posiadłości przez dziury w ogrodzeniach. Mimo tego, że wcale nie zna Apple, próbuje jej pomóc. Jednak nastolatka odpycha go niemiłym spojrzeniem i wymownymi wypowiedziami. Chciałaby otrzymać pomoc tylko od jednej osoby. Marzy o tym, aby mama wróciła. I faktycznie, marzenie się spełnia! Jednak jak wszystkim wiadomo, los to niezły figlarz i rzeczy nie są takie, jakimi mogą się wydawać.


Tak jak zdradziłam na samym początku, "My dwie, my trzy, my cztery" jest książką absolutnie wyjątkową. Porusza kilka z tematów, które są niezwykle istotne. Bezgraniczna miłość rodziny i także jej brak, relacja z rodzicami, niedotrzymywanie obietnic, moc poezji, zdrada najlepszej koleżanki i przyjaźń ze zwierzakiem, pierwsze gorące uderzania serca i pewność siebie. Autorce należą się ogromne gratulacje i brawa. Być może znacie już Sarah Crossan z jej pozycji "Kasieńka" (aw, jakaż ona była wspaniała!). Tutaj nasza pisarka również wykazała się wielkim zrozumieniem, jeśli chodzi o świat problemów nastolatków. To, podzielona na sześć części, trzecia pozycja z serii, w której znalazły się także "Pasztety, do boju!" oraz "Bystrzak". Trudno nie przyznać racji temu, że poziom znów został utrzymany!

Wy także sięgnijcie po „My dwie, my trzy, my cztery” i rozwiążcie zagadkę związaną z tytułem!

Tytuł - My dwie, my trzy, my cztery
Tekst - Sarah Crossan
Przekład - Małgorzata Glasenapp
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa, 2018