Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gosia Herba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gosia Herba. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 listopada 2019

Balonowa 5 - czyli barwna jedenastka


Sąsiedzi. Z pewnością każdy z Was mieszka pod, nad lub obok osób, które darzy sympatią. Ba!, niekiedy zdarza się, że łączy nas z sąsiadami magiczna więź w postaci prawdziwej przyjaźni. Gramy razem w bierki, jemy lody na patyku, oglądamy horrory lub chodzimy na koncerty. Najczęściej wygłupów również jest co niemiara. Chcecie zajrzeć do mieszkań przy ulicy Balonowej 5? Zegar wybił właśnie kilka minut po siedemnastej. Zadzwońmy pod jedynkę!


Na parterze znajduje się terytorium Myszki. To słynny raper, jest wielbiony i kochany. Właśnie szykuje się do wyjścia. Dopasował już prawie wszystkie części swojej garderoby. Dopina właśnie ostatni guzik. Wisienką na torcie ma być kapelusz. Ale chwila, chwila... Gdzie on może być? Myszka zupełnie nie może sobie przypomnieć, ma pustkę w głowie. Szuka go wszędzie. Może jest za adapterem? Nie! Pod dywanem? Nie! Za ekspresem do kawy? Nie! W cukiernicy? Nie! Między książkami? Nie! W imbryku? Też nie! A w piekarniku? Myszce zniknął uśmiech z twarzy. No to gdzie jest jego kapelusz, jak myślicie?


Zapukajmy do mieszkania numer dwa. Drzwi otworzyła nam Małpa. Wraz ze swoimi lokatorkami piecze ciasto według przepisu z książki kucharskiej o tytule "Małpy w kuchni". Trzeba przyznać, że nasze kucharki narobiły niezłego bałaganu! W żółtej kuchni aż roi się od porozrzucanych składników. Pozwólcie, że przedstawię Wam przepis na wypiek o nazwie Piegowaty Orangutan. "Weź pół kostki masła, rozpuść w rondelku i odstaw do wystygnięcia. Szklankę białek ubij na sztywno ze szklanką cukru. Ostrożnie połącz pianę ze szklanką mąki i szklanką suchego maku. Na koniec dodaj ostudzone masło i...". Właśnie, i co jeszcze?


Dobrze, pobiegnijmy piętro wyżej. Teraz czas na trójeczkę. Mieszka tam Sowa. Ta postać najczęściej kojarzy się nam z mądrością. Dzisiejsza bohaterka nie jest wyjątkiem. Jej dom to wprost kraina książek, łamigłówek i gier planszowych. Na czerwonym stole możemy dostrzec jeszcze gorącą herbatę. W kominku wciąż widać ogień. Jednak Sowy nie ma w domu. W takim razie - gdzie uciekła? Może wyszła na chwilkę do sklepu? Skoczyła do sąsiada na pierogi? A może schowała się w łazience i chce zrobić nam psikusa? Tego nie wiemy.


Czwórkę przejął Kot. Właśnie wygrzewa się na parapecie w promieniach słońca. Jest bardzo ostrożny, bo nagrywa na dyktafonie głosy ptaków. Zerka na nie jednym okiem. Dokładnie nasłuchuje śpiewu dochodzącego z drzew. Fiu, kszt, pli, pąk, pip, kwik, tirli, dik, ćwierk. O nie, co to za przeraźliwy hałas? Od tego jakże donośnego dźwięku trzęsie się cały blok. A tak, to pewnie Hipopotam. O tej porze zazwyczaj rozpoczyna swoją poobiednią drzemkę.


O, odwiedźmy teraz Czarną Panterę pod piątką. To wielki miłośnik kwiatów doniczkowych. Sądzę, że jego serce jest zielone w stu procentach! W tym momencie podlewa swój ulubiony okaz - szeflerę. Robi to z wielką dokładnością i skupieniem. W końcu szaflera jest prezentem urodzinowym od ciotki z Tajwanu. Pantera ma w swoim domu przeraźliwie dużo roślin ze wszystkich kontynentów (zazdroszczę!). Jego fikuśne lilie pływają nawet w wannie. Wśród tej różnorodnej dżungli trudno dostrzec podłogę, uwierzcie mi.


No dobrze, a kto mieszka pod szóstką, siódemką i ósemką? Kogo rzeźbi Pies pod dziewiątką? Jak tańczy Nietoperz pod dziesiątką? Kim jest tajemnicza postać pod jedenastką? Co wydarzy się o godzinie osiemnastej? Jeżeli chcecie lepiej poznać naszych bohaterów, koniecznie sięgnijcie po "Balonową 5" Gosi Herby i Mikołaja Pasińskiego.


Jestem pewna, że znacie wspomniany wcześniej duet, który wspólnie stworzył między innymi "Słonia na Księżycu". Tekst to sprawka pana Mikołaja. Trzeba przyznać, że jest go niewiele, ale pełni niezwykle istotną rolę. Nie brakuje w nim także humoru. Za ilustracje jest odpowiedzialna pani Gosia. Zapewne już zauważyliście, że oglądając "Balonową 5" można porządnie nacieszyć swoje oczy. Ilustratorka postanowiła, że wprowadzi do tej książki troszeczkę zmian. Podczas pracy nad nią porzuciła tablet i sięgnęła po kredki! Muszę przyznać, że bardzo mnie to cieszy.


Szukajcie na księgarnianych półkach oraz w internecie kolorowej i pogodnej okładki! "Balonowa 5" kierowana jest przede wszystkim do dzieci w wieku przedszkolnym, ale starsi czytelnicy również będą mieli niezłą frajdę sięgając po dzisiejszą pozycję. 

Tytuł - Balonowa 5
Tekst - Mikołaj Pasiński
Ilustracje - Gosia Herba
Wydawnictwo Egmont, Warszawa, 2019

niedziela, 21 października 2018

O kotach - czyli sześć ścieżek


Ludzkość dzieli się na dwie grupy. Pierwszą są wielbiciele kotów, a drugą - wielbiciele psów. A że zaliczam się raczej do drugiej grupy, przeczytałam książkę o kotach 🙂 Odkryłam nową perspektywę patrzenia na te zwierzęta, wydawałoby się, że tak leniwe i niezbyt mądre. A dlaczego tak sądziłam? Na przykład dlatego, że koty spędzają około pięciu godzin dziennie na wpatrywaniu się w świat za szybą okna. Jednak oprócz tego robią także różne inne, ciekawe rzeczy. Nie oznacza to oczywiście, że przypatrywanie się codzienności nie jest interesujące!


Koty, koty, koty. Kiedy usłyszycie bądź przeczytacie te słowa, jakie skojarzenia przyjdą Wam do głowy? Może... alergeny i kupka sierści na czterech łapach? A może - pełne troski i wdzięku, dumnie chodzące, niesprawiedliwie niedoceniane osobniki? No właśnie, niedoceniane. Jak się okazuje z felietonu numer jeden, autorstwa Stefana Chwina (a w książce "O kotach" znajduje się ich sześć), koty są nawet mądrzejsze od ludzi. To w takim razie czemu nie zawładnęły galaktyką? Ponoć jeszcze szykują wielki plan podbicia całej Ziemi. Stopniowo wzbogacają swoją wiedzę słuchając kocich mędrców wygłaszających mądrości na gałęziach jarzębiny. Jednym z takich właśnie osobników jest Hawana Brown. Hawana Brown poświęcał cały swój czas na to, aby edukować swoje siostry i swoich braci. Problem polega na tym, że niewielu chciało go słuchać... Jednak było również nieliczne grono kotów, które wsłuchiwały się w każde jego słowo. Zaliczała się do niego między innymi Fiona, kotka o dobrym serduszku i dużej gracji. Fiona darzyła Hawanę Brown wielkim zaufaniem. Dlatego też to właśnie do niego zwróciła się z prośbą o pomoc. Ale nie jest to historia tylko o mędrcu, kotce i pomocy. Przewija się tu również wątek miłości, uchodźców i wojny. Czy oby na pewno ten świat jest światem kocim? Jeśli kolejkują się Wam teraz w głowie pytania, wystarczy, że książka "O kotach" pojawi się w waszych dłoniach, i wszystkie znikną!


Był Stefan Chwin, a teraz weźmy sobie na tapetę Małgorzatę Rejmer. Zacznijmy opowieść. Kobieta o imieniu Olga od zawsze chciała mieć kota. Marzyła o porannym miauczeniu, zatapianiu ręki w puszystej sierści i zabawie z laserem. Czuła, że moment, w którym kot pojawi się w jej domu nadejdzie już niebawem. W przeciwieństwie do swojego partnera Ervina, przy każdej, nawet tej najkrótszej, przechadzce na świeżym powietrzu, wypatrywała futrzaków. I pewnego razu znalazła małego, strachliwego, schowanego pod samochodem kotka. Troska, bo tak miała na imię, zamieszkała razem z Olgą i Ervinem. Ale jako najukochańszego opiekuna nie wybrała kobiety. Wolała spędzać czas z mężczyzną, a przecież to właśnie Olga oddała jej całe swoje serce. Kotka każdy swój ruch kierowała w kierunku Ervina. Olga uznała, że brakuje jej stworzenia, które wtulałoby się w jej swetry i niezdarnie wdrapywałoby się na nogi. Jakiś czas później w domu pojawił się Lucek. I tak, jak przypuszczała na początku, polubili się. Od tej pory rodzinę tworzyli Olga, Ervin, Troska i Lucek. Ale nie myślcie sobie, że to koniec historii. To dopiero naparstek z całej szklanki. Niezwykle istotną rolę odgrywa tutaj czarny kot. Nic więcej na jego temat nie zdradzę, nawet nie próbujcie mnie namawiać.


Przejdźmy teraz do mojej ulubionej części tej książki i ostatniej, o której napiszę na blogu. To felieton Pawła Sołtysa. Zapewne kojarzycie tego pana ze sceny muzycznej oraz "Mikrotyków", o których huczno już od dnia premiery. Ale my nie o "Mikrotykach" i piosenkach, tylko o kotach. A tak właściwie to o wnuczku, dziadku i jego kocie.

Wnuczek straszliwie lubił przychodzić do swojego dziadka. Dziadka, który siedząc w fotelu oraz głaszcząc swojego kota, czytał gazetę i palił fajkę. Dziadka, który traktował wnuczka jak przyjaciela. Nic przed nim nie ukrywał. Otwarcie mówił mu o historiach sąsiadów z drugiego piętra, o amerykańskich aktorkach, czy też o swoich wahaniach i zagwozdkach. Chłopiec niezwykle to doceniał. Uwielbiał, kiedy rodzice wyjeżdżali, wtedy mógł spędzać czas ze swoim dziadkiem i jego kotem. Mimo tego, że wiek ośmiu lat raczej nie jest odpowiednim, dziadek pozwalał chłopcu oglądać wieczorami filmy, w których dojrzałe panie tańczyły podnosząc spódnice do góry. Z tych kilku zdań można wywnioskować, że jest to opowieść o relacji między dziadkiem i wnukiem oraz o przechadzającym się w tle kocie. Nic bardziej mylnego. Pojawia się również babcia. Babcia, która podobnie, jak swój mąż, chodzi własnymi ścieżkami.


Jestem pewna, że osobom, których dzieciństwo przypadło na lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte, czytanie tego felietonu przyniesie wielką radość. Zapewne przypomni im to chwile spędzane u dziadków, brak koloru w telewizji i charakterystyczną woń tytoniu. Kiedy ja czytałam ten rozdział, zapragnęłam, aby w moim pokoju pojawił się stary, bujany fotel i czarno-białe czasopismo. Nawiedziła mnie także chęć, żeby jakiś puszysty kot pojawił się na moim parapecie. Ale ta druga myśl była tylko chwilowa.


Pozycja "O kotach" to książka idealna na podróż czy deszczowy, jesienny wieczór. Sześć opowieści sześciu pisarzy. Stefan Chwin, Olga Drenda, Piotr Paziński, Małgorzata Rejmer, Piotr Siemion, Paweł Sołtys. Bardzo ważna jest tutaj jeszcze jedna osoba, Gosia Herba. Okładka i ilustracje wyszły właśnie spod jej ręki. Wielu z Was pewnie rozpoznałoby jej rysunki już z daleka. Oczywiście Gosia, tajfun pracy, świetnie poradziła sobie z niełatwym zadaniem zilustrowania książki. Dzięki niej "O kotach" nie tylko świetnie się czyta, ale także znakomicie się ogląda.

Pozwólcie zaprosić się do świata kotów! Poznajcie je z zupełnie innej strony. Zdradzę jeszcze, że ukazał się również tomik "O psach" wyrysowany przez Olę Niepsuj. Coś czuję, że psy już wkrótce pojawią się na moim biurku.

Tytuł - O kotach
Tekst - Stefan Chwin, Olga Drenda, Piotr Paziński, Małgorzata Rejmer, Piotr Siemion, Paweł Sołtys
Ilustracje - Gosia Herba
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec, 2018

piątek, 20 kwietnia 2018

Pasztety, do boju! - czyli szprychy w podróży kulinarnej




Muszę przyznać, że za każdym razem, kiedy spotykam się z pouczającymi, i zarazem przepełnionymi śmiechem, książkami dla młodzieży, towarzyszy mi radość. Kiedy już się zaprzyjaźnię z tego typu lekturą, zazwyczaj dodaje mi ona skrzydeł i pokazuje, że świat można zmieniać. Tak też jest z dzisiejszą pozycją. Do boju wkroczyły Pasztety! A, tak, tak, już wszystko wyjaśniam. Otóż pewien bardzo niemądry i złośliwy chłopak imieniem Malo założył na Facebooku głosowanie na Złotego, Srebrnego i Brązowego Paszteta. Tegoroczne 'nagrody' zostają przyznane Mireille Laplanche, Astrid Blomvall i Hakimie Idriss. No i dziewczyny są najbrzydszymi uczennicami w całej szkole. A to pech! Przecież wyglądu się nie wybiera...

Dwa lata temu Złotego Paszteta zdobyła Mireille. Rok temu zresztą też. Od tamtej pory podchodzi do konkursu na Pasztety z dystansem. Nie za bardzo przejmuje się tym, że została okrzyknięta Brązowym Pasztetem. Brzydotę odziedziczyła po swoim ojcu, który się do niej nie przyznaje. Kiedyś, dawno, dawno, bo aż szesnaście lat temu, był promotorem pracy doktoranckiej mamy Mireille. No i zupełnie niespodziewanie owocem ich spotkań była dziewczynka, jak na złość bardzo podobna do 'tajemniczego' ojca. Ale ten musi zachować pełną dyskrecję. Jest mężem bardzo wpływowej osoby we Francji. Na tyle wpływowej, że od dwóch lat zasiada na tronie tego kraju.




Aktualnie tatę Mireille zastępuje Philippe Dumont. Philippe Dumont, który jest taki sam, jak wskazuje to jego nazwisko. Próbuje on wypełnić lukę w życiu dziewczyny, jaką zostawił po sobie 'tajemniczy' ojciec. No i troszkę mu to nie wychodzi. Nie rozumie, że rzecz nie tkwi w przedmiotach materialnych, takich jak perfumy, które zresztą Mireille wylała do toalety i specjalnie nie spuściła wody, aby Philippe poczuł, że jego pieniądze wylądowały w sedesie.

W dniu ogłoszenia pasztetowych zwyciężczyń do Mireille przychodzi nasz 'Srebrniak', Astrid. Astrid z zezem, kaprawymi oczami i równie galaretowatym tyłkiem. Obie postanawiają wybrać się do Złotego Paszteta, Hakimy, choć jest już po dziesiątej wieczorem. Chcą zapomnieć o tym żałosnym konkursiku. I faktycznie, zapominają. A tak właściwie, to zapomina Mireille. I to już po otwarciu drzwi do domu swojej nowej przyjaciółki! A to dlatego, że otwiera je... Słońce! Oczywiście nie dosłownie, bo robi to Kader Idriss, żołnierz, który stracił obydwie nogi w wielkiej katastrofie. Ale dla zauroczonego Pasztecika Kader jest Słońcem. Pewnie domyślacie się, z czym jest to powiązane. 

Jak się później okazuje, wszystkie (trzy) dziewczyny za wszelką cenę chcą udowodnić, że 'brzydsze' wcale nie oznacza 'gorsze'. I nie zgadniecie, co postanawiają w związku z tym zrobić! Ich celem jest dotarcie z Bourg-en-Bresse do Paryża. Ale nie będzie to taka zwykła wycieczka, nawet tak sobie nie myślcie! Nasze kochane Pasztety pojadą tam na rowerach! I jakby na przekór wszystkiemu, podczas podróży będą sprzedawały... paszteciki! Paszteciki, które pociągną za sobą w przyczepce od mamy Hakimy. Paszteciki, które będą sprzedawały z przeróżnymi sosami. No to w drogę!


Krokiem pierwszym jest oczywiście wykonanie przeogromnej ilości pasztetów i sosów. Tylko jak to zrobić, jeśli do sprawek kulinarnych ma się dwie lewe ręce!? Na całe szczęście dziadkowie Mireille są właścicielami i jednocześnie kucharzami pewnej restauracji z szyldem "Georges & Georgette". To właśnie tam nasze bohaterki uczą się wykonywać wegetariańskie paszteciki i sosy 'niezbędne' do ich spożycia. Trzeba też przyznać, że z babci taka kucharka, że podczas nauki dziewczyn... improwizuje. Całkiem nieźle jej to wychodzi.



No dobrze, przyczepka załatwiona, paszteciki wykonane. Pasowałoby teraz namówić rodziców Hakimy, żeby zgodzili się, aby ich córka mogła wyruszyć w podróż do Paryża. Wszystkie trzy domyślają się, że będzie to bardzo trudne zadanie. Hakima miała przecież dopiero dwanaście lat, a Astrid i Mireille były od niej starsze o niecałe cztery lata. Wyrażenie zgody rodziców Złotego Paszteta wprost graniczyło z cudem! Na całe szczęście Słońce, to znaczy Kader, świetnie znało swoją siostrę i wiedziało, jak ważna jest dla niej podróż z nowymi przyjaciółkami. Obiecał rodzicom, że weźmie dziewczyny pod swoją opiekę. Trzeba przyznać, że Mireille była tym zachwycona...


8 lipca to dzień, w którym trzy pasztety wyruszają w drogę. Peleton prowadzi Kader na swojej odlotowej maszynie, tuż za nim jadą dziewczyny na rowerach - ciągną nielekką przyczepkę pełną pasztetów i sosów. Ich start odbija się szerokim echem! Bohaterkom przybywają nie tylko zakwasy, ale również wierni kibice. W sumie nic dziwnego, o naszych Pasztetach piszą w jednej z najlepiej sprzedających się francuskich gazet. No, niezły początek. Później przychodzi czas na telewizję, a po kilku dniach - na transmisję podróży na żywo.


Dziewczyny muszą dotrzeć do stolicy Francji 14 lipca. Pewnie zastanawiacie się, dlaczego. Otóż właśnie tego dnia odbywa się bardzo ważna impreza w Pałacu Elizejskim. Jej gośćmi będą niesłychanie istotne dla naszych Pasztetów osoby, takie jak... Oj, ale bym się wygadała! To niech zostanie tajemnicą. Mam nadzieję, że odkryjecie ją samodzielnie. 

Jak wspomniałam już na samym początku, "Pasztety, do boju!" dodają skrzydeł, pokazują, że w wielu przypadkach "chcieć" znaczy "móc", że "brzydkie" wcale, ale to wcale, nie oznacza "gorsze". Nie szata zdobi człowieka. Trzy Pasztety są tego idealnym przykładem. Mogę się założyć, że wielu czytelników chciałoby je poznać (oczywiście włączając w to mnie). A przecież dziewczyny do ładnych nie należały.




Każdy, kto sięgnie po "Pasztety, do boju!" nie zaprzeczy temu, że Clémentine Beauvais jest po prostu mistrzynią! Idealnie wskoczyła w skórę prawie szesnasto-letniej Mireille, o czym świadczy (nienadużywany) język nastolatków. Nie ma się co dziwić temu, że została okrzyknięta gwiazdą francuskiej literatury młodzieżowej. A, wspomnę jeszcze nawiasem, że pojawi się tutaj kilka brzydkich wyrazów, ale to nie jest aż tak istotne. Oczywiście pamiętajmy, że nie należy ich powtarzać!


Okładka książki wykonana przez niepowtarzalną Gosię Herbę jest taka sama, jak treść lektury, czyli fantastyczna! Znakomicie oddaje klimat towarzyszący czytaniu "Pasztetów", można by nawet powiedzieć, że już po pierwszym rzuceniu okiem udziela się nam adrenalina bohaterek. A, i jeszcze jedno. Grzbiet i okładka wyróżniają się wśród innych, nie tylko ze względu na kolory!


A Wy sięgnijcie po tę pozycję i pozwólcie dodać sobie skrzydeł!

Tytuł - Pasztety, do boju!
Tekst - Clémentine Beauvais
Przekład - Bożena Sęk
Okładka - Gosia Herba
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa, 2017

niedziela, 1 października 2017

Nie ma się co obrażać - czyli 22 mistrzowskie kreski


Czy zastanawialiście się, jak wyglądały pierwsze rysunki najbardziej rozchwytywanych polskich ilustratorów i co było na nich przedstawione, jakie szkoły ukończyli, jakie były ich pierwsze publikacje, czym jest dla nich zawód ilustratora, jakie mieli absurdalne sytuacje i po prostu - kim są? Mogę się założyć, że jeżeli jesteście prawdziwymi adoratorami ilustracji, tak!


Patryk Mogilnicki, zawzięty rysownik oraz ilustrator, wpadł na rewelacyjny koncept! Wybrał 22 polskich ilustratorów z charakterystycznym stylem, aby ci opowiedzieli o swojej pracy. Każdy z tych wybrańców narysował swój autoportret i razem z nim pokazał w tej książce kilkanaście swoich prac. Jak dowiedziałam się czytając tekst na tylnej okładce, na stronach tej sztuki znajduje się około 400 ilustracji, czyli monstrualnie dużo! To prawdziwy rarytas dla ich wielbiciela!


Droga Karola Banacha do celu o nazwie 'Wspaniały ilustrator z charakterystycznym stylem' była "kręta i wyboista". Jego ulubionym tematem są rośliny i zwierzęta - uwielbia je ilustrować! Swoje prace wykonuje na starym tablecie otrzymanym od kolegi, i jak się z nim zaprzyjaźnił, tak nie może się teraz z nim rozstać. Aktualnie mieszka w Toruniu, wstaje o 6.00 rano, parzy kawę i zabiera się do pracy!


Barbara Dziadosz jest ogromną adoratorką grafik z pudełek po zapałkach. Jako dziecko uwielbiała rysować przeróżne ziny. Świat ilustracji złapał ją za rękę i już jej nie wypuścił. W 2016 roku przyszła na świat córka pani Barbary, która okazała się wspaniałą asystentką! Pewnego razu panią Barbarę spotkała bardzo absurdalna sytuacja. Poproszono ją o podrobienie stylu innego ilustratora, gdyż tamten nie zgodził się na współpracę. Rzecz jasna, pani Barbara odmówiła.


A teraz czas na Gosię Herbę! Kiedy tylko ujrzałam jej autoportret, powiedziałam - "O! Pani Gosia" i uśmiechnęłam się od ucha do ucha! Ilustrowanie pani Gosi zaczęło się od rysowania pogrzebów, nieźle, prawda?! Jako dziecko mieszkała tuż przy cmentarzu, więc widok pogrzebu nie był niczym nadzwyczajnym. Kiedy tylko zauważyła jakąś procesję, wołała brata i razem urządzali sobie konkurs na najlepszą pracę. Ta ilustratorka po prostu lubi rysować, wszystko. Jej ilustracje powstają we Wrocławiu, a konkretniej w dziesięciometrowej pracowni.


Pierwszy rysunek Pawła Jońcy to jego własny pokój z pomarańczowymi meblami. Pracuje on w swojej pracowni i jak na mężczyznę, bardzo, bardzo często się wzrusza (przyznam szczerze, że kiedy czytam o wzruszeniach pana Pawła, sama się wzruszam!). Na zawsze zapamiętam jedno zdanie wypowiedziane (lub napisane) właśnie przez niego, a brzmi ono tak: "Zaletą jest to, że pracuję sam. Wadą jest to, że pracuję sam".


Bartek Arobal Kociemba jest samoukiem. Uwielbia rysować ludzi i kwiaty, co można zauważyć na jego ilustracjach. W książce pojawiła się zabawna anegdotka. Otóż kolega pana Bartka wylał wino na jego pracę, a że autorowi pracy nie za bardzo chciało się rysować wszystko od początku, na nowej warstwie papieru narysował zalany element i tak powstała bardzo ciekawa wycinanka. W ten oto sposób motyw wycinanki już na stałe zamieszkał w pracach Arobala.


Przyznam szczerze, że nigdy wcześniej nie słyszałam o Agacie Marszałek, lecz od teraz, gdy tylko zobaczę jej rysunek, powiem - "O! To ilustracja Agaty Marszałek" i uśmiechnę się od ucha do ucha! Pani Agata uwielbia rysować portrety. Muszę powiedzieć, a raczej napisać, że te jej portrety zachwyciły mnie! Pani Agacie pomaga w pracy słońce wychodzące zza chmur. Mnie zresztą też.


Praca Dawida Ryskiego rozpoczęła się od rysowania aut. Kolega namówił go do narysowania samochodów i wygląda na to, że rysowanie samochodów spodobało się małemu Dawidowi. Pan Dawid pochodzi z rodziny strażaków, więc jednym z jego pierwszych rysunków były pożary oraz wozy strażackie. Najbardziej lubi ilustrować plakaty koncertowe. A oprócz tego, pan Ryski jest wielbicielem muzyki! Muzyka pomaga mu w pracy, zawsze przed jej rozpoczęciem musi mieć przygotowaną tak zwaną 'playlistę'. Gdy dawno, dawno temu, pierwszy raz usłyszałam imię i nazwisko tego pana, pomyślałam (i jak się później okazało, moja myśl okazała się prawdą) właśnie tak: To na pewno wyjątkowy ilustrator i ogromny wielbiciel muzyki! Otóż imię Dawid kojarzy mi się z pewnym wokalistą, a nazwisko Ryski z rysowaniem, rzecz jasna!


Marianna Sztyma po dyplomie z grafiki warsztatowej wyruszyła na "podbój" Warszawy z teczką pod pachą. Teraz ilustruje głównie książki dla dzieci, z czego jest bardzo zadowolona. Pierwszym poważnym rysunkiem pani Marianny był banan, oczywiście rysowany z głowy, gdyż wtedy nie było ich w Polsce. Pani Marianna ma dwa miejsca pracy. Jedne z nich nazywa się "czyste", a drugie "brudne". Jak się zapewne domyślacie, to "czyste" jest miejscem z komputerem i skanerem, a "brudne" ze sprejami, farbami oraz sztalugą. Muszę przyznać, że to bardzo rozsądny podział!


Ale się rozpisałam! Oczywiście to tylko 8 z 22 ilustratorów, bo kiedy zdradziłabym kilka zdań o wszystkich... no wiecie, żaden czytelnik nie miałby frajdy z poznawania ich historii! Wyjaśnię jeszcze tylko skąd wziął się tytuł książki. Otóż zdanie "Nie ma się co obrażać" wypowiedział Daniel Gutowski, kiedy mówił o tym, iż jego zdaniem w Polsce można dostawać zlecenia tylko i wyłącznie wtedy, kiedy prace danego ilustratora są śmieszne lub ładne, jednak jak ich się nie dostaje, "nie ma się co obrażać".


Już sam tytuł i okładka przyciągają czytelników, a środek to już magia! Opowieści o pracy aż 22 ilustratorów wybranych przez Patryka Mogilnickiego to fascynująca i arcyciekawa lektura, nie tylko dla dorosłych!

Tytuł - Nie ma się co obrażać. Nowa polska ilustracja
Wybór, wstęp i redakcja - Patryk Mogilnicki
Opowieści i ilustracje - Karol Banach, Ada Buchholc, Dominik Cymer, Barbara Dziadosz, Zosia Dzierżawska, Ania Goszczyńska, Daniel Gutowski, Gosia Herba, Tymek Jezierski, Paweł Jońca, Izabela Kaczmarek-Szurek, Jan Kallwejt, Bartek Arobal Kociemba, Michał Loba, Agata Marszałek, Paweł Mildner, Patryk Mogilnicki, Ola Niepsuj, Dawid Ryski, Maciej Sieńczyk, Marianna Sztyma, Magda Wolna
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2017

sobota, 25 marca 2017

Słoń na Księżycu - czyli historia nie z tej Ziemi


Każdego dnia o godzinie 22:00 Astronomka siadała na stołeczku i przez teleskop obserwowała Księżyc ze swojego obserwatorium. Znała go jak własną kieszeń. Nawet nie widząc Księżyca mogła opisać wszystkie jego góry, kratery i oceany srebrnego globu.

Pewnego wieczora Astronomka odkryła coś zadziwiającego! Coś, w co nie może uwierzyć żaden uczestnik Towarzystwa Księżycowego. Zobaczyła słonia mieszkającego na Księżycu! Spadliście ze stołeczków? Nie ma się co dziwić.


Nie znalazł się nikt taki, który zaufałby od razu Astronomce, więc aby udowodnić prawdę dzielna obserwatorka Księżyca zaprosiła do swojego domowego obserwatorium Towarzystwo Księżycowe. Niestety, plan nie wypalił. Słoń schował się i nie można było go ujrzeć z Ziemi. Taki pech!


Wszyscy wyśmiewali Astronomkę. Ale ona nie przejmowała się tym i nie spoczęła na laurach. Zbudowała rakietę i fruuu! Spokojnie wylądowała na Księżycu. Gdy wyszła z kosmicznego pojazdu przyjaźnie przywitał ją słoń. Tak, to był ten słoń, którego nasza bohaterka widziała przez teleskop. Ale to musiało być zaskoczenie! Zdradzę Wam, że największe zaskoczenie czeka troszkę dalej.


Mikołaj Pasiński pokazuje nam, że nie należy przejmować się złymi ocenami innych na temat nam bliski. Po prostu trzeba robić swoje. Nie widzieć tych "przyjemniaczków" tylko cel. I w ten właśnie sposób patrzyła na świat i także wszechświat Astronomka. No bo jak myślicie, gdyby brała sobie do serca opinie innych zbudowałaby rakietę i spełniłaby swoje marzenia, dosłownie wzięte, z Księżyca?!


"Słonia na Księżycu" zilustrowała Gosia Herba. Wykonała kawał dobrej roboty! Teleskopy, planety, rośliny, okulary... to chyba jej specjalność. Na pewno w tej książce. Przeglądając ją, czuje się tę podróż Astronomki na Księżyc. Wyczekujemy momentu, w którym spotka się ze słoniem. Aż się w nas gotuje, a może to ta atmosfera?


Po roku do Towarzystwa Księżycowego przychodzi paczka z Księżyca, a w niej coś naprawdę kosmicznego!

Kosmoloty stop, bo przyleciał - tytuł: Słoń na Księżycu; tekst: Mikołaj Pasiński; ilustracje: Gosia Herba
Wydawnictwo Centrala, Poznań 2016