Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Höglund. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anna Höglund. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 czerwca 2018

Czy umiesz gwizdać, Joanno? - czyli mocna każda strona


Uwielbiam książki, które jednocześnie poruszają i uruchamiają uśmiech. Książki, które czytamy całymi dniami, choć nie są obfite w ilość stron. Książki proste, lecz trudne. Jedną z tych pozycji jest lektura "Czy umiesz gwizdać, Joanno?". Hmn... chyba ociupineczkę przesadziłam z tą nostalgiczną atmosferą. Choć w sumie nie, jest idealnym wprowadzeniem!

Wszystko rozpoczyna się od pewnej rozmowy dwóch chłopców - Bertila i narratora. Rozmowy o dziadku drugiego z chłopców. Kiedy narrator przychodzi do swojego dziadka, na twarzy staruszka zawsze maluje się uśmiech. Dziadek częstuje go wtedy kawą i obdarowuje pięcioma koronami. Chłopiec bardzo lubi odwiedzać swojego dziadka! Bertil czuje, że też by to lubił. Tylko że problem tkwi w tym, że Beril niestety dziadka nie ma.




Narrator postanawia pomóc Bertilowi w (uwaga, uwaga!) odnalezieniu nowego dziadka. A gdzie jest najwięcej staruszków, którzy tęsknią dniami i nocami za swoimi wnukami? Oczywiście, że w domu starców! Właśnie w tamtym kierunku podążają chłopcy. Bertil ubrał się wtedy wyjątkowo ładnie. Miał na sobie białą koszulę, ranę na brodzie starannie zakleił plastrem, a w ręku trzymał nagietka. To był dla niego niezmiernie ważny dzień!




Korytarz domu starców był dość mroczny. Bertil nie miał ani zielonego, ani niebieskiego, pojęcia, które drzwi otworzyć, aby trafić na odpowiedniego dziadka, który częstowałby go kawą i co wizytę dawałby mu pięć koron. Zerknął przez uchylone drzwi. Ujrzał siedzącego na krześle staruszka układającego na stole karty do gry. Bertil (z lekką pomocą swojego przyjaciela) odważył się i wszedł do pokoju.




Chłop
iec uprzejmie się przywitał i podarował staruszkowi kwiatek. Ten zaś niezmiernie się ucieszył. Staruszek i on od razu się zrozumieli. Bertil wiedział, że trafił na odpowiednią osobę! Tak, już teraz miał dziadka. Dziadka Nilsa. Od tamtej pory Bertil był największym skarbem starego Nilsa. I z wzajemnością.

Od czasu, kiedy się poznali, Bertil odwiedzał swojego dziadka bardzo często. Wspólnie spędzony czas wypełniały czynności, które spajały ich uczucia. Niekiedy były one najzwyklejsze, takie jak granie w karty czy też nauka gwizdania, a niekiedy niekoniecznie, na przykład wsłuchiwanie się w krople deszczu oraz wpatrywanie się w zdjęcie młodej kobiety z dużymi oczami.



Jednak jak każdy z nas wie, wszystko ma swój kres. Życie także. Najczęściej życie osób w dojrzałym wieku. Nawet, jeśli są najszczęśliwsze na świecie, kiedyś odchodzą. I już nie wracają. Wtedy nie możemy już z nimi porozmawiać, złapać ich za rękę. Lecz możemy przywołać je wspomnieniami. To także bardzo cenne!



Ulf Stark i Anna Höglund wykonali naprawdę świetną robotę! Trudną historię z - no cóż, trzeba to przyznać - mocnym zakończeniem przedstawili w sposób pogodny. Wzruszenie następuje po skończonej już lekturze, kiedy zaczynamy o niej rozmyślać. To wcale nie tak łatwe zadanie - znaleźć sobie dziadka ot tak, po prostu. Jak bardzo trzeba być odważnym, aby otworzyć drzwi i wejść do pokoju w domu starców. Chłopiec przywiązał się do dziadka, a po niedługim czasie musi się pogodzić z jego odejściem.



Dobrze, spójrzmy teraz na naszą pozycję z ciut innej strony. Choć dziadek odszedł, w głowie Bertila pozostały wspomnienia, do których będzie wracał z wielką przyjemnością. Przecież przeżył ze swoim dziadkiem tyle niezapomnianych przygód, spędził z nim wspaniały czas. Co prawda nie będzie mógł już złapać dziadka za rękę, ale zawsze będzie mógł dotknąć go w swoim świecie wyobraźni. Dziadek Nils będzie po prostu żył w głowie swojego wnuka, to jest pewne!




Nie ma się co zastanawiać, sięgnijcie po tę pozycję i sprawdźcie, co kryje się za tajemniczym tytułem, bo (jak się zapewne sami domyślacie) nie zdradziłam Wam wszystkiego, oj nie!


Tytuł - Czy umiesz gwizdać, Joanno?
Tekst - Ulf Stark
Ilustracje - Anna Höglund
Przekład - Katarzyna Skalska
Wydawnictwo Zakamarki, Poznań, 2016

środa, 21 marca 2018

O tym można rozmawiać tylko z królikami - czyli wstrząsają lektura bez wątku trzęsienia ziemi


"Przyszedłem na świat pewnego wiosennego dnia trzynaście lat temu. Prawie natychmiast tego pożałowałem". To dwa pierwsze zdania książki "O tym można rozmawiać tylko z królikami". Po ich przeczytaniu, od razu wiemy, że nie będzie to łatwa lektura. Natomiast jeszcze nie wiemy, że za prostymi zdaniami będą kryły się przenośnie i pod każdym z wyrazów napisanych w tej książce czają się wieloznaczności. Jest ich naprawdę wiele.


Gdy tylko nasz bohater się urodził, miał wyjątkowo dobry słuch. W sumie, to nic dziwnego, że został przedstawiony jako królik. Nic, a nic, nie pomogło wkładanie waty do uszy. On po prostu za dobrze słyszał. Słyszał całym sobą. To już o czymś świadczy. Słyszeć praktycznie wszystko. Kiedy dłużej się zastanowimy, odkryjemy nowy sens tych słów.


Wróćmy do tekstu. Wszyscy uważają, że główny bohater przesadza. Nie chce uczestniczyć w spotkaniach urodzinowych innych dzieci. Chce być sam. My już znamy jeden z powodów tej chęci. Inni "myślą, że to jakieś fanaberie", a przecież wcale tak nie jest. Wpychają go na te urodziny. Ale z biegiem czasu nasz królik nauczył się mówić 'nie'. Tak długo mówił 'nie', że zapomniał mówić 'tak'.


Trzynastolatek nie pamięta, czy był szczęśliwy, kiedy był mały. Słowo 'mały' nic mu nie mówi. A może on sam chce, by ono nic mu nie mówiło? A może nie wie, co to znaczy 'być szczęśliwym'? Obie wersje są bardzo możliwe. Jednak cały czas coś podpowiada mi, że bardziej możliwa jest ta druga. Choć mogę się mylić.


"Moi najbliżsi, to znaczy moi rodzice, stoją w kuchni bardzo blisko siebie, a jednak odległość między nimi można liczyć w kilometrach". Kolejne mocne, zastanawiające zdanie. Jeszcze bardziej utwierdza nas w przekonaniu, że wspomniana kilka chwil wcześniej 'druga wersja' jest bardziej prawdopodobna. Dziewiętnaście zacytowanych powyżej słów udowadnia, że bohater dobry ma nie tylko słuch.


Dokładnie pamięta moment, w którym znalazł słowo opisujące jego uczucia. Znalazł je, kiedy spojrzał w górę. Otaczało ono świat, było tuż nad nim. Wiem, zdziwicie się, gdy przeczytacie to słowo. Brzmi ono: bezsens. A to świadczyło, że przed naszym królikiem żyły inne króliki. Króliki, które znalazły się w identycznej sytuacji. Króliki, które nie wiedziały, czym jest bliskość. Po prostu nie wiedziały. Nigdy jej nie doznały.


Bohater potrzebuje być sam. Sam. Aby się nie rozpłynąć.


W opisywanej pozycji każde zdanie jest przemyślane. Każde słowo jest trafne. Weźmy na przykład fragment: "Czasem, będąc w towarzystwie, czuję się jak przebrany za kogoś innego. Kogoś, kto co prawda przypomina mnie, ale ja stoję obok". To kolejny cytat, świadczący o wyjątkowości tej książki.


Pozycja ta jest oszczędna w słowach, natomiast obfita w treść. Opowiada o inności, bliskości i miłości. O szczęściu i jego braku. "O tym można rozmawiać tylko z królikami" na długo zapada w pamięci. Z każdą kolejną stroną Anna Höglund wyjaśnia, że wszystkiego trzeba szukać w sobie. Bo to, co najważniejsze kryje się w nas. Tylko i wyłącznie w nas. Warto powtarzać sobie to zdanie w trudnych chwilach. Pomaga!


Tłumaczenie. Ależ to musiało być trudne zadanie! Przełożyć z języka szwedzkiego książkę tak, aby zachować wszystkie wieloznaczności. Sprostała temu zadaniu Katarzyna Skalska. Myślę, że dyplom uznania to zdecydowanie za mało.


Przyszedł czas na ilustracje, które również wykonała Anna Höglund. Już sama mroczna okłada przyciąga oko, a środek to magia. Styl pani Anny bardzo mi odpowiada! Idealnie oddała uczucia towarzyszące głównemu bohaterowi. Były nawet momenty, w których zastanawiałam się, czy to czasem nie ona jest tym innym, odrzuconym, ale jakże silnym królikiem.


Sięgnijcie po to wydawnictwo i pamiętajcie, że bliskości należy szukać w sobie.

Tytuł - O tym można rozmawiać tylko z królikami
Tekst i ilustracje - Anna Höglund
Przekład - Katarzyna Skalska
Wydawnictwo Zakamarki, Poznań, 2018