niedziela, 13 sierpnia 2017

S.Z.T.U.K.A. - czyli opowieść pełna królików!


Gdy tylko usłyszymy lub przeczytamy słowo 'sztuka', od razu w głowie pojawiają nam się rzeźby, obrazy i galerie. A czemu słysząc bądź widząc je, na myśl nie przychodzą nam takie wyrazy jak 'kostka o dziewięciomilimetrowej krawędzi', 'szklanka, która jest dębem", 'wyspy w spódnicach', 'ogromne kule śnieżne w środku lata' czy też 'plastikowa palma w Warszawie'? Sebastian Cichocki chciał, aby się to zmieniło. I trzeba przyznać, że nieźle się mu to udało! Jego książka to naprawdę dobra sztuka!


Czy słyszeliście kiedyś o malutkiej kostce, która ma dziewięciomilimetrowe krawędzie? Jestem (prawie) przekonana, że nie! Chodzicie po ogromnej galerii i nic nie widzicie. Dopiero po jakimś czasie dostrzegacie bardzo niewielką kostkę położoną na podłodze. I nawet taki sześcian uważany jest za dzieło sztuki!


A czy słyszeliście o szklance-dębie? Z pewnością kiwacie teraz głowami w prawo i lewo! Otóż Michael Craig-Martin wziął szklankę, nalał do niej wody i powiedział, że to dąb! Jak to możliwe? Tego nie wie nikt!


Wiele razy widzieliście kobietę lub dziewczynkę w spódnicy. Ale czy widzieliście wyspę w spódnicy? Ja widziałam tylko na ilustracji Aleksandry i Daniela Mizielińskich, ale to już coś! Christo i Jeanne-Claude wykorzystali ogromny różowy materiał i otoczyli nim bezludną wyspę nieopodal amerykańskiej Florydy! Wyspa ta miała ubranko o szerokości pięćdziesięciu metrów. Ależ była ona szykowna!


Ogromne kule śnieżne w środku lata... musiały chłodzić jeszcze lepiej niż lodówka! Andy Goldsworthy przywiózł je do Londynu i rozłożył w przeróżnych miejscach! Mało tego! Umieścił w nich ptasie pióra, szyszki, gałęzie, ziemię oraz owczą wełnę! A skoro możliwe jest, aby śnieg pojawił się w środku lata, to czy palma może pojawić się w Warszawie? Oczywiście, gdyż palma stojąca na rondzie przy Alejach Jerozolimskich jest zrobiona z plastiku!


Wszystkie powyżej wymienione rzeczy nazywane są 'sztuką'. Dzieł opisanych w książce jest aż pięćdziesiąt jeden! Ja streściłam tylko pięć historii, gdyż nie chcę zdradzać całej książki i odbierać czytelnikom radości z poznawania kolejnych, ponieważ każdy rozdział jest ciekawy. Czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, co może być 'sztuką'. Z tej właśnie książki zatytułowanej "S.Z.T.U.K.A." dowiedziałam się, że spacer to także sztuka, więc każdy z nas jest artystą!


Z książki tej można wyczytać naprawdę wiele, na przykład w którym roku przecięto pewien dom na dwie części lub w jaki sposób wybudowano pole błyskawicowe. Czemu wieloryb znalazł się w bibliotece i czy istnieje maszyna, która potrafi robić... kupy! Teraz wszystko w Waszych rękach! Zrobicie wielki błąd, gdy nie sięgniecie po tę sztukę!


Wspaniały tekst Sebastiana Cichockiego wzbogacają kapitalne ilustracje Aleksandry i Daniela Mizielińskich, ilustratorów z niepowtarzalnym stylem! Po każdym z rozdziałów jest dwustronicowy obrazek. To prawdziwy rarytas dla oczu, ale także dla naszego głosu! Ilustracje te nie są pozbawione humoru, więc można się śmiać i śmiać! Spodobają się one praktycznie każdemu!


Muszę dodać, że autor tekstu jest prawdziwym fanem królików! Dowiecie się więcej na ten temat po przeczytaniu niezłej sztuki!

Tytuł - S.Z.T.U.K.A*
Tekst - Sebastian Cichocki
Ilustracje - Aleksandra i Daniel Mizielińscy
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2011

*Szalenie Zajmujące Twory Utalentowanych i Krnąbrnych Artystów

czwartek, 10 sierpnia 2017

Kiedy dojrzeją porzeczki - czyli historia rysowana ilustracjami i szczyptą tekstu


Henryk robił sobie śniadanie. Szklankę herbaty oraz kanapkę z masłem i dżemem. Przygotowując je myślał o swoich niedobudzonych rękach. Szklanka wydawała mu się większa, cięższa. Z kanapką było tak samo. Musiał poświęcić więcej czasu, aby rozsmarować masło i dżem. Zjeść kanapkę, wypić herbatę. Ale Henryk miał mnóstwo czasu. Zużył z niego siedemdziesiąt lat. Dla niego było to nieskończenie mało. Dla niego było to TYLKO siedemdziesiąt lat.


Henryk miał "więcej czasu, żeby patrzeć przez okno". Był sam. Sam. I czekał na list. Jednak jego skrzynka była pusta. Pomijając rachunki i reklamy, nic się w niej nie znajdowało. Powtórzę - Henryk był sam, a jej fartuch jeszcze wisiał. Jeszcze wisiał. W domu siedemdziesięciolatka były również zdjęcia. Rodzinne zdjęcia. Także jej zdjęcia. Jej.


"Kiedy dojrzeją porzeczki" to książka, którą każdy zrozumie na swój sposób. Tekstu jest tu niewiele, ale aż roi się od ilustracji. Są osoby, które przeczytają ją w kilka minut i powiedzą, że to piękna sztuka. Są osoby (na przykład ja), które będą wracać do niej często, a dokładne przeczytanie i obejrzenie książki zajmie im kilka godzin. Po jej przeczytaniu i obejrzeniu, oraz po odpowiedzeniu sobie na pytania kłębiące się nam w głowie po tej lekturze (a pytań tych jest mnóstwo i nie każde musi mieć tylko jedną odpowiedź), powiedzą, że to jedna z najwspanialszych książek na calutkim świecie!


Pozycja ta to opowieść rysowana ilustracjami i szczyptą tekstu. To książka obrazkowa - picture book. To książka, przy której możemy się wzruszyć, ale również zaśmiać. Dla każdego, kto tylko zetknie się z "Porzeczkami", będą one choć ciut inne. Wszystko zależy od czytelnika. Właśnie to jest magia picture booków!


Książka ta jest wyjątkowa. Już chyba wiecie, kto ją zilustrował, prawda? Jeśli myślicie, że Joanna Concejo - jest to strzał w dziesiątkę! Pamiętacie tę "niezwykłą" ilustratorkę? Jeżeli czytaliście o "Księciu w cukierni", "Dymie" oraz "Czerwonym Kapturku", jestem przekonana, że tak! Bardzo ciężko opisać tak wspaniałe ilustracje, ale spróbuję. Gdy tylko na nie patrzę, oczy od razu chcą wyskoczyć mi z orbit! Oczywiście przytrzymuję je, bo przecież wyjdą jeszcze inne książki, które będę podziwiać. I choć przeczytałam i obejrzałam historię o Henryku już pięć razy, teraz również nie potrafię przestać się zachwycać! A mogę nawet powiedzieć, że nie chcę skończyć z tymi zachwytami!


W naszych "Porzeczkach" bardzo ważne są także dopiski pod lub też nad ilustracjami. Są to pewnego rodzaju niedopowiedzenia, ręcznie napisane przez samą autorkę. I trzeba czytać je uważnie! W książce są ukryte również daty. Ja znalazłam dwie. Jestem ciekawa, czy je odnajdziecie!


Joanna Concejo nie tylko nieziemsko zilustrowała tę książkę, ale też ją napisała! I to w jak piękny i poetycki sposób. Bo kto potrafi użyć takich wyrażeń jak "dalej, za polami, milczało jezioro" czy też "stały skrzynki na listy rozsianych wśród pól okolicznych domów"? Prawdziwy mistrz słowa!


Choć są wakacje, ja zadam Wam pracę domową! Jednak termin ważny jest to końca życia! Uważnie przeczytajcie tekst i dokładnie obejrzyjcie ilustracje oraz odnajdźcie swoją porzeczkową historię*!

Tytuł - Kiedy dojrzeją porzeczki
Tekst i ilustracje - Joanna Concejo
Wydawnictwo Wolno, Lusowo 2017









*Pamiętajcie! Historia może się powtarzać! A najciekawiej jest, jak za każdym razem jest inna!

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Wiktorio, I love you - czyli o łacinie i książkobusie


Linn ma dziewięć lat, uczy się łaciny (umie już wiele sentencji, a jej ulubiona to "per aspera ad astra") i zaginął jej kot, Gwoździk. Bez niego jest jakoś pusto w domu. Ale pewnego dnia, tuż obok mieszkania Linn, do kostki cukru (i nie chodzi tutaj o słodki kwadracik, na przykład do kawy czy herbaty) wprowadza się Wiktoria, bibliotekarka i parkuje swój książkobus właśnie przed ową kostką! Dziewięciolatka widzi ją ze swojego okna. Linn i Wiktoria bardzo się polubiły. Dziewczynka praktycznie codziennie puka do jej drzwi. Wiktoria jest miłą osobą, jednak w mieście Linn mieszkają również osoby niesympatyczne, na przykład Runa, która zawsze narzeka na innych.


Linn nie ma koleżanek, lecz ma jednego kolegę - Simona. Spotkała go w książkobusie Wiktorii. Po kilku dniach zobaczyła go ponownie, i tak naprawdę właśnie wtedy zaczęła się ich znajomość. Simon zaprosił Linn do swojego domu, a że interesuje się samolotami i chciałby zostać pilotem, kiedy będzie duży, jego pokój to lotnisko miniaturowych samolotów. Linn chciałaby zostać kierowcą maszyny, która kładzie asfalt. Ekscentryczne marzenie, jak na dziewczynę.


Co tak właściwie oznacza "per aspera ad astra"? Czy Gwoździk się znalazł, a jeżeli tak, to kto go odszukał? Czy Runa się zmieniła? Skąd Linn wzięła pomysł, aby jako dorosły człowiek kłaść asfalt? Czym jest kostka cukru? Czemu Simon aż tak bardzo lubi samoloty? Dlaczego książka ta nosi taki, a nie inny tytuł? Oczywiście to tylko garstka z całej masy pytań! Odpowiedzi na nie możecie szukać w książce Mai Hjertzell oraz Anny Nilsson zatytułowanej "Wiktorio, I love you"!


Wcale nie trzeba mieć dużo koleżanek, aby poczuć, że jest się wartościowym. Czasem wystarczy tylko jeden, prawdziwy i szczery przyjaciel. Niekiedy musimy trochę poczekać, żeby trafić na właściwą drogę. Drogę do przyjaciela. Nie ważne, jak on wygląda. Liczą się jego wnętrze (rzecz jasna, chodzi mi o serce)!


"Wiktorio, I love you" to książka adresowana w szczególności do dzieci, jednak rodzice również powinny ją przeczytać. Myślę, że może pomóc im zrozumieć najmłodszych mieszkańców naszej planety (ale wystarczy też naszego domu) i dzięki niej, zaczną trochę uważniej ich słuchać. Nie wszystko, co powiedzą jest niemądre i bezsensowne. Zdarza się, że rodzice nie wiedzą o swoich dzieciach bardzo ważnych rzeczy. A to dlatego, że ich nie słuchają lub mają zbyt duże dziury w uszach! Jednym uchem wlatuje, a drugim wylatuje.


Już sam pomysł na książkobus, samoloty Simona i kostkę cukru jest genialny! A jeśli zaufać świetnemu tłumaczeniu Marty Wallin, wykonanie jest równie niezwykłe! Samo to, że książka ma napisane w sobie łacińskie sentencje czyni ją wyjątkową! A jeżeli dodamy Gwoździka, Runę i ciut wyżej wymienione rzeczy, wyszło kapitalne czytadełko!


Gdy tylko ujrzałam ilustracje Anny Nilsson, od razu przed oczyma ukazała mi się gazeta z nagłówkiem "Piękne kwiaty"! Obrazki te idealnie pasują do czasopism, ale również książek dla dzieci! Ktoś, kto nie docenia ilustracji, powie zapewne, że to tylko jakieś dziecięce rysunki, lecz ktoś, kto choć ociupinkę się na tym zna, wie, że każda oddzielna ilustracja to małe dzieło! Ja jestem za tą drugą wersją.

Do tej książki powinni zajrzeć wszyscy książkarze! Bez wyjątku! Książkobus to potwierdza!

Tytuł - Wiktorio, I love you
Tekst - Maja Hjertzell
Ilustracje - Anna Nilsson
Przekład - Marta Wallin
Wydawnictwo Zakamarki, Poznań 2016

poniedziałek, 31 lipca 2017

Fajna ferajna - czyli plujka, piwnice i broń


1 sierpnia 1944 roku, dokładnie o godzinie 'W', warszawskie dzieci zaczęły biegać po ulicach w strojach wojskowych z biało-czerwonymi opaskami na rękach. Niektórzy roznosili paczki i listy, inni byli kolporterami prasy powstańczej, wieszali na murach plakaty i malowali kotwice, jeszcze inni dostarczali broń. Ale potrzebne były również "Szczury kanałowe". I to była najohydniejsza i najbardziej śmierdząca robota!


Wszyscy bohaterowie "Fajnej ferajny" przeżyli Powstanie Warszawskie. Każdy z nich miał swoje przygody - bardziej, lub też mniej, niebezpieczne, ale jednak miał. Mirek Jajko uciekł z domu, aby walczyć na pierwszej linii. Jaga pomagała powstańcom i podnosiła ich na duchu. Jurek, najmłodszy zaprzysiężony żołnierz Armii Krajowej, musiał opiekować się mamą, lecz to nie przeszkodziło mu być jednym z największych patriotów. "Miki" był Żydem i również walczył za naszą ojczyznę. "Kazimierz" roznosił prasę powstańczą, odgruzowywał ludzi oraz przyklejał plakaty na budynkach. Basia mieszkała w piwnicy i przez całe Powstanie jadła suchary. "Hipek" należał do "Szczurów kanałowych" i bardzo często musiał zostawać na noc wśród gryzoni. Natomiast Halusia opiekowała się psami i kotami.


Powstanie trwało 63 dni i przez ten czas ósemka dzieci opisana w tej książce bardzo ciężko pracowała na to, by nasza ojczyzna była wolna. Nie przespali wiele nocy, często głodowali. Ale byli dumni z tego, że mogą nosić biało-czerwone opaski na rękach. Dzień kapitulacji był jednym z najsmutniejszych dni na całym świecie. Właśnie wtedy bardzo dużo osób opuściło Warszawę, ponieważ to miasto kojarzyło im się z kałużami krwi.


Czy Mirek wrócił do domu? Dlaczego Jaga był narzeczoną Antka "Rozpylacza"? Czy mama Jureczka przeżyła Powstanie? Jak "Miki" zdołał uciec z getta? Czemu "Kazimierz" patrzył na latające fortece przez dziurę w dachu, na stryszku? Gdzie zamieszkała Basia po wojnie? Czym tak właściwie były "Szczury kanałowe" i jak "Hipek" się do nich dostał? Czy Halusia do dziś opiekuje się psami i kotami? Odpowiedzi na te pytania możecie szukać w książce o Powstaniu Warszawskim napisanej przez Monikę Kowaleczko-Szumowską i w biało-czerwonych barwach zilustrowaną przez Elżbietę Chojną.


Czytając "Fajną ferajnę" aż nie możemy uwierzyć, że właśnie w takich warunkach żyli ludzie podczas wojny. Czasem dreszcz przechodzi nam po ciele i straszy. Polacy musieli jeść plujkę. Zupkę z niełuskanego jęczmienia. A niektórzy nawet nie myśleli o jedzeniu. Pragnęli, żeby się napić. Są momenty, kiedy mamy łzy w oczach, ale są to łzy potrzebne. I nie należy ich ukrywać.


Ilustracje są tylko i wyłącznie biało-czerwono-szaro-czarne. Elżbieta Chojna tymi kolorami idealnie oddała atmosferę Polski tamtych czasów. Z pewnością przyciągną wzrok czytelnika!


Dzięki tej książce bardzo wiele osób przypomni sobie czasy drugiej wojny światowej....a . To było to okropne sześć lat (bo tyle trwała wojna). Jednak Polska nie traciła nadziei i wybuchło Powstanie Warszawskie. Powstanie mające na celu wyzwolić Warszawę. Powstanie trwające 63 dni. Mimo kapitulacji wygraliśmy tę walkę. Po przeczytaniu "Fajnej ferajny" zapamiętamy, że dzieci, które biegały po ulicach całymi dniami i nocami pragnęły, aby ich ojczyzna była wolna. Ich marzenie się spełniło.


Dokładnie 73 lata temu, godzina 17:00 była od dawna wyczekiwaną i jedną z najszczęśliwszych godzin dla Polaków. Nie wolno zapomnieć o tym czasie. Trzeba o nim pamiętać. A przede wszystkim o ludziach walczących za wolną Polskę!

Tytuł - Fajna ferajna
Tekst - Monika Kowaleczko-Szumowska
Ilustracje - Elżbieta Chojna
Wydawnictwo Bis, Warszawa 2015

niedziela, 30 lipca 2017

Wędrowne ptaki - czyli historia nie o ptakach


Kiedy Łukasz siedział na gałęzi, zobaczył, jak nadlatywały wędrowne ptaki. Przyglądał się im uważnie. Chwilkę porozmawiali, nie był to długi dialog, gdyż chłopiec nie znał języka przybyszów. Ale wiedział, co odczuwają, więc "zjedli razem chleb". Minęło kilka dni, wędrowne ptaki zbudowały sobie gniazda. Jednak nie każdy przyjmował imigrantów z otwartymi rękami. O nie! Wręcz przeciwnie, niektórzy wyganiali ptaki. Nie chcieli ich tutaj.


Na szczęście Łukasz taki nie był. Bawił się z nową koleżanką, Paulinką. Nie do końca znali swoje języki, lecz nie przeszkadzało im to. Mogli się bawić całymi dniami. "Łukasz coraz lepiej rozumiał ptaki". Polubił Paulinkę. Bardzo dużo rzeczy robili razem. To, że byli zupełnie inni nie miało żadnego znaczenia. Jednak ptaki wędrowały. Nie zostawały na zimę. Mimo tego, że Paulinka wiele razy bardzo chciała zobaczyć śnieg, musiały lecieć, aby nie zamarznąć i nie umrzeć z głodu.


Czy jednak wędrowne ptaki zatrzymały się w mieście Łukasza i Paulinka została razem z chłopcem? Dlaczego przybysze głodowali zimą? Czemu niektórzy musieli odlecieć daleko? Dowiemy się tego tylko wtedy, gdy przeczytamy bardzo wzruszającą książkę, wprost z najwyższej półki. Książkę pełną mądrości i pięknych ilustracji.


Powtórzę - nie każdy przyjmował wędrowne ptaki z otwartymi rękami. Ale czemu? Bo były inne. Nie wszyscy uważają, że powinniśmy pomóc drugiemu w potrzebie. Jednak co my byśmy robili, gdybyśmy nie mieli dachu nad głową? Najprawdopodobniej to samo, co one. Polecielibyśmy dalej i staralibyśmy się nie tracić nadziei, że znajdzie się dom, w którym przyjmą nas. Czasem wystarczy tylko wyjąć materac, aby pomóc wędrownym ptakom. Wystarczy tylko materac.


Czym różnią się ludzie z południa od nas? Może wyglądem, lecz niczym innym. Ale dla niektórych ludzi to wrogowie. Wrogowie, którzy nigdy nie zasłużyli sobie, żeby tak ich nazywać. To książka dla dzieci i dorosłych, bo być może dzięki niej popatrzymy na przybyszów z innej strony. Pomożemy im.


"Wędrowne ptaki" to książka, która powinna zachwycić każdego, nie tylko tematyką, lecz również ilustracjami. Michael Roher nie tylko ją napisał, ale także zilustrował. Jego ilustracje przyciągną uwagę wszystkich osób, których wzrok padnie na tę książkę. Myślę, że ilustracje jego autorstwa powędrują naprawdę daleko, chyba, że już to zrobiły.


Opowieść tę, na język zrozumiały dla nas, w bardzo poetycki sposób, przełożyła Krystyna Bratkowska. Z początku wydaje nam się, że tekst ten jest bardzo prosty, jednak jak będziemy czytać uważnie, zauważymy, jakie tajemnice skrywa w sobie język tłumaczki.


Ta książka jest bardzo potrzebną lekturą, nie tylko dla dzieci. Bo nie wszyscy wiedzą, że czasami trzeba otworzyć drzwi i wyjąć materac.

Tytuł - Wędrowne ptaki
Tekst i ilustracje - Michael Roher
Przekład - Krystyna Bratkowska
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2017

środa, 26 lipca 2017

Podpalacze Książek. Mój brat strażnik - czyli przestępca, artystka i książki


August ma 14 lat, siostrę artystkę, talent do jujitsu, nauczyciela, który (jak się później okazało) jest jego ojcem chrzestnym, sposób na podrywanie dziewczyn. Ale nie ma jednej z najważniejszych osób. Nie ma taty. A jak to się stało, że go stracił? Huk, uderzenie w samochód, przybycie policjantów. Gdy tylko mama dowiedziała się, że jej mąż nie żyje, zemdlała. Na oczach swojego syna i małej artystki. Artystki wrażliwej, lecz nie dającej poznać po sobie żadnych uczuć. Artystki bardzo pomysłowej, błyskotliwej, bo w wieku siedmiu lat przerabia materiał, który dzieci poznają dopiero w gimnazjum!

Gdy tata poszedł ze swoim synem, Augustem, odwiedzić mamę i malutką siostrę w szpitalu, lekarze oznajmili, że Cezaryna, ten malutki osesek, jest autystyczna. Jednak August zrozumiał 'artystyczna' i tak zostało do dziś. Rodzina Marsów, bo takie mają nazwisko nasi bohaterowie, ma wielki skarb, prawdziwą artystkę, która zna się na wszelakich cyfrach, jak prawdziwy Podpalacz na zapalniczkach. Ale kim są Ci Podpalacze?


Marsowie mają również inny skarb, skarb mający największą wartość. Pilnują CAŁEJ WIEDZY ZAWARTEJ W KSIĄŻKACH! Nam wydaje się to fantastyczne, jednak to monstrualna odpowiedzialność. Oprócz tego trzeba podzielić się na trzy grupy: Strażników, Tropicieli oraz Krzewicieli. Każdy z nich ma swoje zadanie do wykonania. Lecz są także Podpalacze, ich pojawienie nie znaczy ani krzty dobroci!

Czy Podpalacze postanowią zaatakować, a jeżeli tak, to kiedy i co zrobią? Do której z trzech grup dołączy August? Czy nauczyciel - ojciec chrzestny również będzie strzegł książek? Dlaczego Cezaryna nie umie się uśmiechać? Co to jest Komandoria? Czy tata miał coś wspólnego ze spiskiem Podpalaczy? Czemu wszyscy (prócz osób bliskich) uważają Augusta za niebezpiecznego przestępcę? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań możecie szukać w pierwszym tomie serii o Podpalaczach Książek!


"Mój brat strażnik" to książka, która uczy bardzo wielu rzeczy, jednak najważniejsze są dwie - tolerancja i szacunek, nie tylko do książek. Tych dwóch cech niestety niektórym brakuje, a są one bardzo istotne w życiu każdego z nas! Na niektórych ludzi trzeba czasem troszkę przymrużyć oko, dać im drugą szansę, ale bardzo często musimy ich po prostu zdzierżyć. Jak myślicie, czy mimo swoich niezmiennych wad, August kocha Cezarynę? Oczywiście, ona jest przecież jego siostrą! Ten oto wolumin naszych "Podpalaczy" może otworzyć nam serce, znaleźć w nim miejsce dla innej osoby.

To książka, którą powinni przeczytać również rodzice, ponieważ pomoże im ona zrozumieć uczucia dzieci. Dzięki niej przypomną (bo przecież sami kiedyś byli dziećmi), co siedzi w ich głowach, kiedy mają problemy. August jest tego przykładem!

Trylogia "Podpalacze Książek" to debiut powieściowy Marine Carteron, jednak trzeba przyznać, że wyszedł jej wyśmienicie! Muszę dodać, że tłumacz, Przemysław Szczur, wykonał tutaj kawał dobrej roboty, bo używał słów, które spotyka się raz na bardzo długi czas! Wzbogacił mój słownik co najmniej o trzydzieści procent!


Kiedy wejdziemy do którejś z księgarń (oczywiście chodzi mi o księgarnie, w których będą dostępne "Moi bracia strażnicy"), okładka naszych "Podpalaczy" od razu rzuci nam się w oczy! Wykonała ją Anna Niemierko i jak dowiedzieliście się już wcześniej, to nie jedyny atut tej książki!

Ta sztuka ma ponad trzysta stron, jednak z pewnością bardzo szybciutko Was pochłonie! A z resztą są wakacje, więc czasu wolnego jest tyle, że z pewnością skończymy czytać ten tom do czwartego września! Pamiętajcie, po przeczytaniu pierwszej części, czekają jeszcze dwie!

Tytuł - Podpalacze Książek. Mój brat strażnik
Tekst - Marine Carteron
Przekład - Przemysław Szczur
Wydawnictwo Wytwórnia, Warszawa 2015