niedziela, 15 października 2017

Ilustrowany elementarz polskiego dizajnu - czyli od 1918 do 2017 w świetnym wydaniu


Czy wiecie, w którym roku Zofia Stryjeńska wymyśliła swojego drewnianego Smoka Wawelskiego; jak powstało Ptasie Mleczko; jaką nazwę mają ołówki, które zdobyły złoty medal podczas światowej wystawy w Paryżu i do czego służą urny Kosaka? Jestem przekonana, że nie!


Zapewne chodzi Wam teraz pewne pytanie po głowie, a brzmi ono tak - skąd ja to wiem? Taką wiedzę można nabyć, kiedy przeczyta się książkę noszącą tytuł "Ilustrowany elementarz polskiego dizajnu". Myślicie teraz, że już pisałam o tej książce, prawda? Drobny błąd, gdyż recenzowałam "Ilustrowany elementarz dizajnu"! No, to tylko jeden wyraz, każdemu mogło się pomylić.


Odpowiem Wam na pytania zadane kilka chwil temu. Smok Wawelski Zofii Stryjeńskiej, księżniczki polskiego malarstwa (bo tak ją nazywano) został zaprojektowany (przez naszą malarkę, rzecz jasna) w 1918 roku.


Wielu z Was, jeżeli nie wszyscy, jadło kiedyś Ptasie Mleczko. Dawno, dawno temu Jan Wedel, słynny cukiernik, wrócił z podróży po Francji i zainspirowany tamtejszymi specjałami wymyślił ten oto przysmak. Nie jestem pewna, czy znacie świetne ołówki techniczne o nazwie Polonia, ale z pewnością wiecie już, jakie zdobyły wyjątkowe trofeum!


A teraz ostatnia odpowiedź - w urnach Bogdana Kosaka umieszcza się prochy zmarłych. Urna raczej kojarzy się niewesoło, ale czy pocieszę Was, jeżeli dodam, że te od Kosaka są bardzo kolorowe i mają ciekawe kształty? Mam taką nadzieję.


Jestem ciekawa, czy zastanawiacie się, czemu napisałam 'od 1918 do 2017'. Już wyjaśniam. Otóż pierwszy przedmiot opisywany w tej książce (czyli znany Wam już Smok Stryjeńskiej) powstał w 1918 roku, a ostatni (koszulki Pan Tu Nie Stał) w 2017. Skróciłam to wszystko o kilka wyrazów, dodałam trzy i włala! Tytuł recenzji już gotowy!


Rzecz, która najbardziej spodobała mi się w tej książce i bardzo chciałabym ją mieć to stylowe okulary Massada! Bardzo pięknie prezentują się na nosie narysowanej przez Mariannę Sztymę pani i myślę, że na moim piegowatym również ładnie by wyglądały. O rajuśku, prawie zapomniałam o jednej z najważniejszej rzeczy o tej książce!


Tak jak pierwsza część, ta również została zilustrowana przez 25 ilustratorów i każdy z nich wykonał po cztery ilustracje! A oto oni: Jacek Ambrożewski, Edgar Bąk, Maciek Blaźniak, Katarzyna Bogucka, Ada Buchholc, Iwona Chmielewska, Robert Czajka, Agata Dudek, Emilia Dziubak, Małgorzata Gurowska, Monika Hanulak, Marta Ignerska, Tymek Jezierski, Paweł Jońca, Agata Królak, Grażka Lange, Piotr Młodożeniec, Patryk Mogilnicki, Anna Niemierko, Ola Niepsuj, Marianna Oklejak, Paweł Pawlak, Dawid Ryski, Marianna Sztyma i Ola Woldańska-Płocińska.


Dobrze, teraz dokończę historię o stylowych okularach Massada. Zaprojektowała je Katarzyna Łupińska i chodzą w nich panie z Tokio, Paryża i Londynu, jednak mało kto wie, że to polski produkt. Oprawki robione są ręcznie w Anglii z najlepszych materiałów. Są one okrągłe, więc osobom już w pełni dojrzałym przypominają filmy z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych! Bardzo ciekawe są również okulary przeciwsłoneczne Massady, gdyż mają niepowtarzalny kolor szkieł! Malowane są one ręczne w zakładzie pod Warszawą! Chciałabym móc kiedyś skusić się na jedną sztukę!


Nasz "Elementarz" kierowany jest również do osób nieco starszych. Może przypomnieć im kotwicę PW, grę "Hodowla zwierzątek" (dzisiaj - "Superfarmer") czy też słynną książkę Jana Wojeńskiego "Technika liternictwa".


"Ilustrowany elementarz polskiego dizajnu" to książka trzy w jednym (pomijając tę trójkę: kapitalny koncept, niesamowite ilustracje i świetny tekst): dowiadujemy się o historii bardzo ciekawych przedmiotów, możemy powspominać dawne czasy i znaleźć rzecz, którą warto mieć!


Muszę dodać, że Ewa Solarz nie była tutaj jedyną autorką tekstu! Zaprosiła do współpracy Agnieszkę Kowalską, dziennikarkę i autorkę książki "Hej, Szprotka!" oraz Agatę Szydłowską, historyczkę dizajnu. Jak dowiadujemy się z tekstu Ewy Solarz, lista przedmiotów, które zasługują na uwagę była jeszcze dłuższa niż spis rzeczy opisanych już w "Elementarzu"!


A Wy pooglądajcie 100 ilustracji, przeczytajcie 100 historii i spędźcie czas z rodziną, bo to książka (jak już wcześniej wspominałam) dla dorosłych i dla dzieci!

Tytuł - Ilustrowany elementarz polskiego dizajnu
Tekst - Ewa Solarz, Agnieszka Kowalska, Agata Szydłowska
Ilustracje - Jacek Ambrożewski, Edgar Bąk, Maciek Blaźniak, Katarzyna Bogucka, Ada Buchholc, Iwona Chmielewska, Robert Czajka, Agata Dudek, Emilia Dziubak, Małgorzata Gurowska, Monika Hanulak, Marta Ignerska, Tymek Jezierski, Paweł Jońca, Agata Królak, Grażka Lange, Piotr Młodożeniec, Patryk Mogilnicki, Anna Niemierko, Ola Niepsuj, Marianna Oklejak, Paweł Pawlak, Dawid Ryski, Marianna Sztyma, Ola Woldańska-Płocińska
Wydawnictwo Wytwórnia, Warszawa 2017

***

Aktualizacja (21 października 2017):
Jeżeli przeczytaliście tę recenzję wcześniej, należy się Wam krótkie wyjaśnienie dotyczące tytułu posta.
Dopiero dziś przeglądając po raz kolejny "Elementarz", zauważyłam, że popełniłam gafę i należy się Wam wyjaśnienie.
"Ilustrowany elementarz polskiego dizajnu" w wersji elektronicznej, którą otrzymałam przed korektą, kończył się na koszulkach Pan Tu Nie Stał z 2015 roku, a wydanie książkowe zamyka rok 2017. Gdy przywiozłam go z Warszawy, nie spojrzałam na ostatnią stronę i opublikowałam post z błędem, więc tytuł powinien brzmieć - "Ilustrowany elementarz polskiego dizajnu - czyli od 1918 do 2017 w świetnym wydaniu".

niedziela, 8 października 2017

Oto jest Nowy Jork - czyli uroki spaceru po NYC przed 50 laty!


Czy byliście kiedyś w Nowym Jorku? Ja, choć nie miałam żadnego biletu, nie leciałam samolotem i nie spędziłam w tym gigantycznym mieście więcej niż godzinę, śmiało mogę stwierdzić, że tak! Jednak muszę dodać, iż miałam przewodnika. Był nim Miroslav Šašek, fenomenalny czeski ilustrator i pisarz dla dzieci. Bardzo możliwe, że skądś go kojarzycie, gdyż napisał i zilustrował wiele książek o największych miastach świata!


"Cofnijmy się w czasie o 50 lat"...


Wyobraźcie sobie, że najlepszy interes w historii Ameryki miał miejsce w pierwszej połowie siedemnastego wieku! Peter Minuit kupił od Indian Manhattan za przedmioty o wartości tylko i wyłącznie 24 dolarów! To się aż w głowie nie mieści! Historycy stwierdzili, że to raczej legenda, lecz w każdej legendzie jest choć odrobinka prawdy, więc możliwe, że historia z 24 dolarami jest prawdziwa.


Na początku naszej wyprawy w Nowym Jorku przechodzimy pod Empire State Building, czyli największym budynkiem na świecie. Ten kolosalny budynek ma 449 metrów wysokości - 102 piętra! Ale nie myślcie sobie, że aby dostać się na ostatnie piętro trzeba wchodzić po schodach! W Empire State Building są 74 windy. To bardzo dobre rozwiązanie - mniejsze kolejki!


W Nowym Jorku są również wielkie samochody i chyba wszyscy wiedzą, że jest ich okropnie dużo, a to oznacza "największe korki świata". W tym ogromnym mieście znajduje się, każdemu znana, Statua Wolności, monstrualna dama! Wchodząc na jej głowę można podziwiać zapierające dech w piersiach widoki rozciągające się setkami kilometrów.


Jestem ciekawa, czy znacie na pamięć 5 wszystkich dzielnic Nowego Jorku. Jeżeli nie, podpowiem Wam. Ich nazwy brzmią: Manhattan, Brooklyn, Queens, Bronks oraz Richmond, nazywany także Staten Islad. Jak myślicie, czy jest możliwe, żeby w NYC znajdowała się jakaś wioska? Tak! Greenwich Village jest malutką częścią Manhattanu z malutkimi domkami, malutkimi uliczkami i malutkimi sklepikami.


Jeżeli jesteśmy już przy sklepach, to zdradzę Wam jeszcze, że w tym mieście można zrobić zakupy w praktycznie każdym języku: "po niemiecku, w jidysz, po czesku i słowacku, po węgiersku, po włosku, po ukraińsku, a nawet po angielsku"!


Nie wiem czy wiecie, że ruch w Nowym Jorku odbywa się w dwóch kierunkach - do centrum i z centrum. Dotyczy to wszystkich linii metra, samochodów, autobusów, turystów i mieszkańców. A jeśli jesteśmy już w centrum, to dodam, że w Central Parku można jeździć na łyżwach nawet w ciepłe dni! Można tam również karmić orzeszkami niemałe i puszyste nowojorskie wiewiórki!


A teraz przechodzimy ulicą służącą do zabawy. Wyobraźcie sobie, że nowojorska policja zamknęła wiele ulic, aby dzieci mogły na nich urządzać przeróżne zabawy! To naprawdę ciekawe! Więcej już Wam nie zdradzę, dalszą część naszej wyprawy musicie przebyć sami. Uważajcie, aby się nie zgubić! Lecz to nie koniec recenzji, zostańcie jeszcze na chwilkę!!!


Na samym końcu tej lektury znajdziemy rozdział zatytułowany "Oto jest Nowy Jork - dziś". Książka ta powstała w 1960 roku (aż 57 lat temu!) i od tej pory wiele zmieniło się w tym tętniącym życiem mieście. Z tekstu na ostatniej stronie dowiemy się, na przykład, że Empire Stete Building był najwyższym budynkiem do 1972 roku, obecnie pałeczkę przejął dubajski Burdż Chalifa.


Teraz kilka słów o autorze. Jeżeli zawierzyć tłumaczeniu Katarzyny Domańskiej, Miroslav Šašek jest nie tylko fenomenalnym ilustratorem, ale również świetnym pisarzem! Napisał tę książkę tak samo rewelacyjnie, jak ją zilustrował, a już po okładce widać, że lektura ta będzie niezłym rarytasem dla oka!


Jeszcze raz przejdźcie pod Empire State Building, wejdźcie (dosłownie) na głowę Statule Wolności, pospacerujcie ulicami Manhattanu, Brooklynu, Queens, Bronks oraz Richmond i podziwiajcie to zachwycające miasto - Nowy Jork!

Tytuł - Oto jest Nowy Jork
Tekst i ilustracje - Miroslav Šašek
Przekład - Katarzyna Domańska
Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2015

niedziela, 1 października 2017

Nie ma się co obrażać - czyli 22 mistrzowskie kreski


Czy zastanawialiście się, jak wyglądały pierwsze rysunki najbardziej rozchwytywanych polskich ilustratorów i co było na nich przedstawione, jakie szkoły ukończyli, jakie były ich pierwsze publikacje, czym jest dla nich zawód ilustratora, jakie mieli absurdalne sytuacje i po prostu - kim są? Mogę się założyć, że jeżeli jesteście prawdziwymi adoratorami ilustracji, tak!


Patryk Mogilnicki, zawzięty rysownik oraz ilustrator, wpadł na rewelacyjny koncept! Wybrał 22 polskich ilustratorów z charakterystycznym stylem, aby ci opowiedzieli o swojej pracy. Każdy z tych wybrańców narysował swój autoportret i razem z nim pokazał w tej książce kilkanaście swoich prac. Jak dowiedziałam się czytając tekst na tylnej okładce, na stronach tej sztuki znajduje się około 400 ilustracji, czyli monstrualnie dużo! To prawdziwy rarytas dla ich wielbiciela!


Droga Karola Banacha do celu o nazwie 'Wspaniały ilustrator z charakterystycznym stylem' była "kręta i wyboista". Jego ulubionym tematem są rośliny i zwierzęta - uwielbia je ilustrować! Swoje prace wykonuje na starym tablecie otrzymanym od kolegi, i jak się z nim zaprzyjaźnił, tak nie może się teraz z nim rozstać. Aktualnie mieszka w Toruniu, wstaje o 6.00 rano, parzy kawę i zabiera się do pracy!


Barbara Dziadosz jest ogromną adoratorką grafik z pudełek po zapałkach. Jako dziecko uwielbiała rysować przeróżne ziny. Świat ilustracji złapał ją za rękę i już jej nie wypuścił. W 2016 roku przyszła na świat córka pani Barbary, która okazała się wspaniałą asystentką! Pewnego razu panią Barbarę spotkała bardzo absurdalna sytuacja. Poproszono ją o podrobienie stylu innego ilustratora, gdyż tamten nie zgodził się na współpracę. Rzecz jasna, pani Barbara odmówiła.


A teraz czas na Gosię Herbę! Kiedy tylko ujrzałam jej autoportret, powiedziałam - "O! Pani Gosia" i uśmiechnęłam się od ucha do ucha! Ilustrowanie pani Gosi zaczęło się od rysowania pogrzebów, nieźle, prawda?! Jako dziecko mieszkała tuż przy cmentarzu, więc widok pogrzebu nie był niczym nadzwyczajnym. Kiedy tylko zauważyła jakąś procesję, wołała brata i razem urządzali sobie konkurs na najlepszą pracę. Ta ilustratorka po prostu lubi rysować, wszystko. Jej ilustracje powstają we Wrocławiu, a konkretniej w dziesięciometrowej pracowni.


Pierwszy rysunek Pawła Jońcy to jego własny pokój z pomarańczowymi meblami. Pracuje on w swojej pracowni i jak na mężczyznę, bardzo, bardzo często się wzrusza (przyznam szczerze, że kiedy czytam o wzruszeniach pana Pawła, sama się wzruszam!). Na zawsze zapamiętam jedno zdanie wypowiedziane (lub napisane) właśnie przez niego, a brzmi ono tak: "Zaletą jest to, że pracuję sam. Wadą jest to, że pracuję sam".


Bartek Arobal Kociemba jest samoukiem. Uwielbia rysować ludzi i kwiaty, co można zauważyć na jego ilustracjach. W książce pojawiła się zabawna anegdotka. Otóż kolega pana Bartka wylał wino na jego pracę, a że autorowi pracy nie za bardzo chciało się rysować wszystko od początku, na nowej warstwie papieru narysował zalany element i tak powstała bardzo ciekawa wycinanka. W ten oto sposób motyw wycinanki już na stałe zamieszkał w pracach Arobala.


Przyznam szczerze, że nigdy wcześniej nie słyszałam o Agacie Marszałek, lecz od teraz, gdy tylko zobaczę jej rysunek, powiem - "O! To ilustracja Agaty Marszałek" i uśmiechnę się od ucha do ucha! Pani Agata uwielbia rysować portrety. Muszę powiedzieć, a raczej napisać, że te jej portrety zachwyciły mnie! Pani Agacie pomaga w pracy słońce wychodzące zza chmur. Mnie zresztą też.


Praca Dawida Ryskiego rozpoczęła się od rysowania aut. Kolega namówił go do narysowania samochodów i wygląda na to, że rysowanie samochodów spodobało się małemu Dawidowi. Pan Dawid pochodzi z rodziny strażaków, więc jednym z jego pierwszych rysunków były pożary oraz wozy strażackie. Najbardziej lubi ilustrować plakaty koncertowe. A oprócz tego, pan Ryski jest wielbicielem muzyki! Muzyka pomaga mu w pracy, zawsze przed jej rozpoczęciem musi mieć przygotowaną tak zwaną 'playlistę'. Gdy dawno, dawno temu, pierwszy raz usłyszałam imię i nazwisko tego pana, pomyślałam (i jak się później okazało, moja myśl okazała się prawdą) właśnie tak: To na pewno wyjątkowy ilustrator i ogromny wielbiciel muzyki! Otóż imię Dawid kojarzy mi się z pewnym wokalistą, a nazwisko Ryski z rysowaniem, rzecz jasna!


Marianna Sztyma po dyplomie z grafiki warsztatowej wyruszyła na "podbój" Warszawy z teczką pod pachą. Teraz ilustruje głównie książki dla dzieci, z czego jest bardzo zadowolona. Pierwszym poważnym rysunkiem pani Marianny był banan, oczywiście rysowany z głowy, gdyż wtedy nie było ich w Polsce. Pani Marianna ma dwa miejsca pracy. Jedne z nich nazywa się "czyste", a drugie "brudne". Jak się zapewne domyślacie, to "czyste" jest miejscem z komputerem i skanerem, a "brudne" ze sprejami, farbami oraz sztalugą. Muszę przyznać, że to bardzo rozsądny podział!


Ale się rozpisałam! Oczywiście to tylko 8 z 22 ilustratorów, bo kiedy zdradziłabym kilka zdań o wszystkich... no wiecie, żaden czytelnik nie miałby frajdy z poznawania ich historii! Wyjaśnię jeszcze tylko skąd wziął się tytuł książki. Otóż zdanie "Nie ma się co obrażać" wypowiedział Daniel Gutowski, kiedy mówił o tym, iż jego zdaniem w Polsce można dostawać zlecenia tylko i wyłącznie wtedy, kiedy prace danego ilustratora są śmieszne lub ładne, jednak jak ich się nie dostaje, "nie ma się co obrażać".


Już sam tytuł i okładka przyciągają czytelników, a środek to już magia! Opowieści o pracy aż 22 ilustratorów wybranych przez Patryka Mogilnickiego to fascynująca i arcyciekawa lektura, nie tylko dla dorosłych!

Tytuł - Nie ma się co obrażać. Nowa polska ilustracja
Wybór, wstęp i redakcja - Patryk Mogilnicki
Opowieści i ilustracje - Karol Banach, Ada Buchholc, Dominik Cymer, Barbara Dziadosz, Zosia Dzierżawska, Ania Goszczyńska, Daniel Gutowski, Gosia Herba, Tymek Jezierski, Paweł Jońca, Izabela Kaczmarek-Szurek, Jan Kallwejt, Bartek Arobal Kociemba, Michał Loba, Agata Marszałek, Paweł Mildner, Patryk Mogilnicki, Ola Niepsuj, Dawid Ryski, Maciej Sieńczyk, Marianna Sztyma, Magda Wolna
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2017

niedziela, 24 września 2017

Mały atlas ptaków Ewy i Pawła Pawlaków - czyli co łączy akwarele, wycinanki i pióra


Zapewne często zastanawiacie się, jak wygląda dzień ilustratora, jakie panują u niego zwyczaje i co (oprócz ilustrowania) robi najczęściej. Z atlasu, który właśnie mam przed oczami, dowiemy się jakie ptaszki goszczą w ogrodzie Ewy i Pawła Pawlaków! Przeglądając tę książkę zastanawiałam się, czy skrzydlate stworzenia, które kiedyś zobaczyłam lub widzę na co dzień, są kuzynami ptaków gatunku Pawlakowatych. Po obejrzeniu "Małego atlasu ptaków Ewy i Pawła Pawlaków" jestem przekonana, że niektóre z nich tak!


Otwieramy atlas i na pierwszej stronie widzimy kopciuszka. Nie myślcie sobie, że jest to ten Kopciuszek z baśni, o nie! Ten kopciuszek jest pięknym ptaszkiem z ognistą sterówką, który zasiedla ruiny. Jak piszą autorzy tej książki, nie był to komplement dla ich domu.


Przewracamy tekturowe kartki dalej i naszym oczom ukazuje się szpak stroszący pióra. Tak w sumie, to tych szpaków jest aż sześć. Jeden jest autorstwa pani Ewy, drugi, trzeci i czwarty pana Pawła, piąty został narysowany przez Hanię, a szóstemu szpakowi zrobiono zdjęcie i właśnie ta fotografia trafiła do książki.


Następnie widzimy sikory. Sikory bogatki, sikorę ubogą i sikory modre. Czytamy, że te ostatnie zwane są również modraszkami. Gdy tylko autorzy tej książki dostali "ptasie pyzy", sikory podleciały do kulek z ziarnami i zostały w ogrodzie państwa Pawlaków już na zawsze! Dowiadujemy się także, iż ten gatunek lubi siedzieć na tej samej gałęzi, na której niegdyś wisiały wspomniane już "pyzy".


I tak przewracając kolejne strony dotrzemy do ostatniego, dwudziestego ptaka i będziemy chcieli jeszcze raz obejrzeć tę książkę, gdyż jest ona tak piękna, że aż w głowie się nie mieści! Mnie najbardziej podobają się mazurki. Mogłabym wpatrywać się w nie długi, a nawet bardzo długi czas. Jak sam tytuł wskazuje, te mazurki nie są ciastami, lecz ptaszkami, rzecz jasna. Dodałam to tak dla pewności, abyście nie myśleli, że atlas leży na boku, a ja zachwycam się ciastem!


Uwielbiam obserwować ptaki, i te za oknem, a od teraz i te w książce państwa Pawlaków. Już sam koncept jest wspaniały, a wykonanie... pierwsza klasa! Chyba wszyscy wiedzą, jak mistrzowskie ilustracje wykonuje ten duet! Tym razem pan Paweł chwycił za pędzel, pani Ewa za nożyczki i tadam! Dołączyła do nich również Hania, która złapała za kredki.


"Mały atlas" to lektura kierowana zarówno do miłośników ptaków, jak i wielbicieli dobrych ilustracji! Każdy będzie zadowolony z tej książki, obiecuję!


A ja zachęcam Was do obserwowania ptaków. Tych za oknem, ale również tych na ilustracjach.

Tytuł - Mały atlas ptaków Ewy i Pawła Pawlaków
Tekst i ilustracje - Ewa Kozyra-Pawlak i Paweł Pawlak
Rysunki - Hania Cisło
Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Warszawa 2017

niedziela, 17 września 2017

Słońcem na papierze - czyli bezgrzeszne lata Kornela Makuszyńskiego i nie tylko


W pewnej malutkiej miejscowości o nazwie Stryj, w 1884 roku na świat przychodzi dziecko, które zawsze promieniuje słoneczną radością! Na imię ma Kornel, a jego nazwisko brzmi Makuszyński. Mały i wesoły Kornel był rozpieszczany przez swoje siostry (a miał ich niemało, bo aż sześć!) tak bardzo, jak tylko to możliwe! Z drugiej strony, nie ma się co dziwić. Był przecież jedyną męską perełką wśród dzieci Julii i Edwarda Makuszyńskich. Choć w dzieciństwie Kornel przeżył trzy okropności (pożar, powódź i śmierć ojca), nie zapadł w depresję i już jako dziecko pisał wierszyki, które kilka lat później przeobraziły się w profesjonalną poezję!


Trzeba przyznać, że życie młodego Makuszyńskiego nie było łatwe! Po śmierci ojca, matka nie mogła utrzymać swoich dzieci, więc Kornel wyjechał do Lwowa. Już w wieku czternastu lat utrzymywał się z korepetycji, a pisząc wiersze dla kolegów, dostawał bułki z kiełbasą. Jednak nie znaczy to, że uśmiech chłopca znika! Chłopak jest wielkim optymistą. Ma opracowaną technikę na wchodzenie za darmo do teatru, co świadczy o jego sprycie. A pewnego razu... zakochuje się w dziewczynce o imieniu Kazia i musi dosłownie WACZYĆ o jej rękę! Bitwa o rękę Kazi niestety kończy się bardzo nieszczęśliwie...


Mija kilkanaście lat. Makuszyński właśnie siedzi sobie w swoim gabinecie i czyta listy od dzieci, a jest ich naprawdę mnóstwo! Starszy pan jest przeszczęśliwy! Mieszka w Zakopanem w stylowym góralskim domku, na koncie ma już wiele książek, między innymi przygody każdemu znanego Koziołka Matołka, swoją autobiografię zatytułowaną "Bezgrzeszne lata" oraz, na przykład opowieści o Jacku i Placku. Pewnego dnia pan Kornel czuje się słabo, kładzie się na łóżku i... już niestety nie wstaje. Lecz zostało po nim mnóstwo książek, dla dorosłych i dla dzieci.


A Wy jak myślicie, co takiego robiły siostry Kornela, aby malutki Makuszyński zawsze miał uśmiech na twarzy? Jak zakończyła się bójka o rękę Kazi? Czy słynny poeta od początku swojej kariery lubił pisać dla dzieci? Jak Makuszyński przeżył obie wojny światowe? Gdzie można było spotkać starszego pana Kornela najczęściej? Na te i inne pytania odpowiedzi powinniście szukać w książce doskonałej biografki Anny Czerwińskiej-Rydel i przezdolnej ilustratorki Doroty Wojciechowskiej!


Kornel Makuszyński, wybitny poeta i twórca słynnego Koziołka Matołka, miał życie jak z bajki! I choć ta bajka nie składała się tylko i wyłącznie z przygód ze szczęśliwym 'finiszem', na twarzy Makuszyńskiego zawsze malował się uśmiech. Po tę biografię mogą sięgnąć zarówno dzieci, jak i dorośli. Nauczy nas ona (między innymi), że warto się uśmiechać, czasem nawet w nadmiarze salwować ludzi swoim uśmiechem. Pokazuje nam również, jak ważne jest zostawianie po sobie śladu. Chociaż Makuszyński nie żyje już od 1953 roku, praktycznie wszystkie dzieci znają Koziołka Matołka oraz Jacka i Placka.


Jak już wcześniej wspomniałam, książkę tę napisała Anna Czerwińska-Rydel. Nie zawiodłam się, tutaj autorka także używała niełatwych słów! Uwielbiam to, bo ciekawie opisana historia plus trudne słowa plus wspaniałe ilustracje równa się kapitalna książka!


No właśnie, ilustracje! Wykonała je przezdolna Dorota Wojciechowska. Przyznam szczerze, że nigdy wcześniej nie zetknęłam się z jej rysunkami, lecz od tej pory, kiedy tylko zobaczę ilustrację jej autorstwa, nie będę miała żadnych wątpliwości i od razu powiem - Dorota Wojciechowska! Przyciągające oko barwy, niespotykany styl, dokładność... prawdziwy rarytas dla oka!


A Wy sięgnijcie po tę lekturę i poznajcie "niezwykłe losy Kornela Makuszyńskiego"!

Tytuł - Słońcem na papierze. Niezwykłe losy Kornela Makuszyńskiego
Tekst - Anna Czerwińska-Rydel
Ilustracje - Dorota Wojciechowska
Wydawnictwo Przygotowalnia, 2017